2 kwietnia 2014, 16:30

NATO podejmuje decyzję w sprawie dalszych rozmów z Rosją

NATO podejmuje decyzję w sprawie dalszych rozmów z Rosją

Pilne „spotkanie ukraińskie” ministrów spraw zagranicznych krajów NATO w Brukseli 1-2 kwietnia, zwołane w celu „przywrócenia Rosji przytomności”, odbyło się zgodnie z oczekiwaniami.

Ministrowie 28 krajów członkowskich przymierza postanowili, że rozmawiać z Rosją mimo wszystko będą, lecz w ciągu trzech miesięcy życie przebiegać będzie według „skróconego programu”. NATO, jak podano w końcowym oświadczeniu, pragnie dalszej współpracy z Rosją w tym, co dotyczy Afganistanu, jednak zamrozi na kwartał wszystkie pozostałe rodzaje „praktycznego militarnego i cywilnego” współdziałania z Moskwą.

Zmniejszenie skali wspomnianego wyżej współdziałania w przekładzie na język potoczny oznacza odwołanie niektórych małoznaczących wspólnych ćwiczeń sztabowych, zawinięcia okrętów NATO czy Federacji Rosyjskiej do portów, a także zawieszenie wymiany informacyjnej. Wszystkie te przedsięwzięcia również wcześniej miały raczej pokazowy charakter. Teraz obie strony będą mogły zaoszczędzić dość znaczne środki. Ciekawe jest, że nawet w 2008 roku, podczas „wojny kaukaskiej”, NATO groziło o wiele większymi karami: rezygnacją ze wszystkich kontaktów, odwołaniem spotkań na wysokim szczeblu i tak dalej. Obecnie nawet Rada Rosja - NATO będzie funkcjonować w dotychczasowym reżimie. Ponadto, w Brukseli oświadczono, że nikt nie zamierza zapraszać Kijowa do NATO. Przynajmniej w tej chwili.

Stany Zjednoczone znów przedsięwzięły próbę wykorzystywania NATO dla promocji swych własnych interesów na kontynencie europejskim. Zresztą, nie wygląda na to, że im to się udało, – powiedział analityk z Centrum Badań Międzynarodowych Stosunków Gospodarczych Uniwersytetu Finansowego przy rządzie Federacji Rosyjskiej Waleri Abramow.

Jest to prśba zachowania i ugruntowywania swego globalnego panowania w warunkach osłabienia instytucji cieszących się międzynarodowym uznaniem. Takich, jak ONZ i inne. Jest to część prób rozstrzygania wszystkich problemów globalnego rozwoju przy zachowaniu hegemonii USA.

Szefowie MSZ krajów członkowskich przymierza północnoatlantyckiego po raz kolejny powtórzyli, że nie uznają przyjęcia Krymu do składu Rosji i wyrażają poparcie dla „integralności terytorialnej, suwerenności i niepodległości Ukrainy”.

Spotkanie wykazało, że właśnie w podejściu do kwestii „suwerenności i niepodległości Ukrainy” tkwi sedno braku zrozumienia między NATO a Rosją. Moskwa nie ma żadnych problemów z niepodległością i suwerennym kursem Ukrainy. Tak samo, jak Gruzji, Mołdawii czy krajów bałtyckich. Jednak ma ona problemy z tym, w jakim kierunku podążają te niepodległości i suwerenności, a w jeszcze większej mierze z tymi, którzy tym ruchem kierują. Zwłaszcza gdy chodzi o sąsiadów Rosji. NATO i USA uporczywie nie potrafią zrozumieć, że nie jest to bynajmniej nowy rosyjski fenomen, lecz są to podstawowe zasady polityki zagranicznej każdego państwa.

Trzeba powiedzieć, że USA i konkretnie prezydent Barack Obama od NATO i Unii Europejskiej kiedyś żądali o wiele większego - czyli wprowadzenia drastycznych sankcji handlowo-gospodarczych przeciwko Moskwie i zerwania wszystkich kontaktów. Niedawne wizyty Obamy w Brukseli i Hadze potwierdziły obawy Wielkiej Europy, która zakłada, że Amerykanie wpadli w kolejny etap „szału dyplomatycznego”, który zazwyczaj spadał na jej barki po wielkich niepowodzeniach i klęskach. Scalenie Krymu z Rosją także należy do takich wydarzeń. W Europie nie bardzo lubią, a nawet obawiają się „takiej Ameryki”, gdyż posuwa się ona za daleko, a jej kierownictwo traci logikę i zdrowy rozsądek. Jak, na przykład, Barack Obama, który wygłaszając przemówienie w Brukseli 26 marca, nagle oświadczył, że Kosowo, w odróżnieniu od Krymu, uzyskało niepodległość dopiero po przeprowadzeniu ogólnonarodowego referendum. Chociaż żadnego referendum w Kosowie nie było. Biały Dom potem musiał tłumaczyć sens wypowiedzi swego szefa.

Wynik spotkania, zdaniem rosyjskich ekspertów, także wcale nie wykazuje, że kryzys ukraiński skłonił NATO do zwierania szeregów i natchnął blok nowym życiem. Nic takiego. Wszystko to są tylko dywagacje wyłącznie władz natowskich, które wysoko cenią sobie swoje posady – czyli synekury natowskie. Takie jest w ogólnym zarysie zdanie eksperta z wydziału badań euroatlantyckich Rosyjskiego Instytutu Badań Strategicznych Siergieja Michajłowa:

Nie doszło do żadnego specjalnego zwierania szeregów. Wykazują to dobitnie bieżące wydarzenia. Mimo całej presji ze strony Amerykanów, czołowe państwa Europy nie potrafiły osiągnąć porozumienia w sprawie jakichkolwiek skutecznych sankcji gospodarczych przeciwko Rosji. Obecnie natomiast pojawiają się dobitne dowody tego, że w najbliższej perspektywie przygotowują się one do łagodzenia napięć w stosunkach z Rosją. Wszyscy przecież świetnie zdają sobie sprawę z tego, że bez konstruktywnej współpracy z Rosją pozytywny rozwój sytuacji ani wokół Ukrainy, ani w całej Europie nie jest możliwy.

Ostatnie kroki NATO w zakresie poszukiwań kar dla Rosji za jej „niezgodność” z natowskimi standardami postępowania wyglądają nader ciekawie. NATO jawnie znów usiłuje podejmować się pełnienia funkcji międzynarodowego arbitra politycznego. Chociaż tym zajmować się powinny inne organizacje. Wypada dodać, że w ONZ to się nie udało. Antyrosyjską rezolucję w sprawie Ukrainy w końcu marca nie poparła prawie połowa członków organizacji.

  •  
    Podziel się z