Michaił Rostowski Redakcja internetowa
12 sierpnia 2014, 13:32

Co Rosja chce osiągnąć sankcjami?

Co Rosja chce osiągnąć sankcjami?

Konflikt Zachodu z Rosją z powodu Ukrainy zaszedł za daleko. Nie można go powstrzymać przy pomocy prostych rozwiązań. Przyszedł czas na niełatwe sposoby.

Wojna o sankcje Zachodu z Rosją przestała mieć charakter jednostronny. Moskwa odpowiedziała pierwszymi odwetowymi „kanonadami” i wyraźnie dała do zrozumienia, że jest gotowa na kontynuowanie w tym samym duchu. Biblijną zasadę „jeśli cię ktoś uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi” nie zbyt da się zastosować do stosunków międzypaństwowych. Dlatego wszystko, co się dzieje można uznać za w pełni logiczne, a nawet nieuniknione.

Ale ta logika i nieuchronność tego, co się dzieje, nie sprawia, że jest to mniej smutne. Mówi się, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Czy rzeczywiście tak jest? Sierpień 1914 roku. Europa niespodziewanie dla siebie samej znalazła się w stanie wojny totalnej. Sierpień 2014 roku. Europa niespodziewanie dla siebie samej po raz kolejny znalazła się w stanie wojny. Co prawda jedynie gospodarczej.

Zgadam się z tym, że wojna gospodarcza i wojna w pełnym tego słowa znaczeniu, to, jak mówią, niebo a ziemia. Ale ogólnie rzecz biorąc, te dwa typu wojny różnią się jedynie stopniem zniszczenia.

Rosyjski rząd zapewnia: embargo na import żywności wobec krajów, które wprowadziły sankcje przeciwko Rosji, przyniesie naszej gospodarce i naszym konsumentom jedynie korzyści. Mogę udzielić naszemu rządowi ograniczony w czasie kredyt zaufania w tej sprawie. A już z tezą, że Rosja zbyt mocno uzależniła się od importowanej żywności, zgadzam się w 100%. Ale nie zmienia to najważniejszego. Wymiana ciosów sankcyjnych jest wzajemnie szkodliwa i wzajemnie bezproduktywna. Wprowadza ona istotny element chaosu w zbudowane mechanizmy więzi gospodarczych. Psuje relacje między narodami, sprawia, że życie zwykłych ludzi staje się mniej komfortowe i mniej przewidywalne.

Dlatego nie chcę, żeby wielka wojna o sankcje 2014 roku trwała tyle, co wojna totalna, która rozpoczęła się w 1914 roku. My – wszystkie strony obecnego konfliktu – powinniśmy wyciągnąć lekcję z błędów przeszłości. Nie powinniśmy stawać na te same grabie. Doskonale rozumiemy: wcześniej czy później obecna konfrontacja między Rosją i Zachodem zakończy się osiągnięciem porozumienia. Po co więc przedłużać proces, który nie sprawia przyjemności żadnej z jego stron? Po co odkładać kompromis na jutro lub pojutrze, jeśli można go osiągnąć już dzisiaj?

Podejrzewam, że z tą tezą zgodzi się większość graczy politycznych w Rosji i UE i nawet niektórzy politycy w Waszyngtonie. Ale dalej wszystko rozbije się o „drobnostki”, które w rzeczywistości nie są drobnostkami, a mianowicie warunki tego kompromisu. Natura ludzka jest taka, że każda ze stron konfliktu pragnie kompromisu przede wszystkim na swoich warunkach. A to w przypadku diametralnie przeciwstawnych stanowisk stron przeciąga osiągnięcie porozumienia – czasami przez długi czas, a czasami w nieskończoność.

Rosja nie podda się. Przywykliśmy do trudności i niewygód. Jesteśmy przyzwyczajeni do składania siebie w ofierze w imię sprawy, którą uważamy za słuszną. Uważam, że Zachód również się nie podda. W przeszłości Stany Zjednoczone i Europa Zachodnia już przeprowadziły jedną rundę zimnej wojny z naszym krajem. Nie powinniśmy się oszukiwać: jeśli innych wariantów nie będzie Zachód z szeroko otwartymi oczyma przystąpi do drugiej rundy.

Na czym w takim razie opiera się mój optymizm? Na zdrowym rozsądku. Na niechęci do powtarzania pomyłek z przeszłości i błędów w obliczeniach. Na instynkcie samozachowawczym. Na ciekawości intelektualnej. Na tym, że standardowo deklarowane przez zachodnich polityków wysokie zasady moralne przynajmniej dla niektórych z nich nie są pustymi słowami.

Europa powinna starać się zrozumieć – właśnie zrozumieć, a nie przyjąć – logikę rosyjskiego stanowiska. Do teraz UE kategorycznie się na to nie godzi. Europejscy politycy nawet nie starają się odciąć od uprzedzeń i bezstronnie przeanalizować przyczyny bezprecedensowego poważnego kryzysu politycznego na Ukrainie. Rzetelna analiza została zamieniona ślepym przytrzymywaniem się amerykańskiego stanowiska.

Doprowadziło to do sytuacji, która jest absolutnie nienormalna nawet nie z politycznego, a moralnego punktu widzenia. W samym centrum Europy armia cywilizowanego państwa, zupełnie nie licząc się z ofiarami wśród ludności cywilnej, przeprowadza kompletnie bezsensowną – niezależnie pod jakim kontem nie spojrzeć – zakrojoną na wielką skalę operację przeciwko własnym obywatelom.

Powiecie, że coś takiego miało miejsce i podczas wojny domowej w Jugosławii pod koniec XX wieku. Tak, miało miejsce. Ale wtedy o przebiegu tragicznych wydarzeń wiedzieli prawie wszyscy w Europie. Obecnie tak nie jest. Ludność cywilna w Donbasie jest bezlitośnie mordowana. A zwykli mieszkańcy Europy właściwie nic o tym nie wiedzą. Ani zachodnia prasa, ani zachodni politycy starają się „nie koncentrować się na tym”. Czy ten stan rzeczy jest zgodny z europejskimi ideałami? Bardzo wątpię. To wyśmiewanie się z europejskich ideałów, całkowite ignorowanie, pełne przeciwieństwo. Ta sytuacja jest nie do zniesienia. Ta sytuacja powinna być naprawiona przez europejskich polityków. Kiedy tworzysz oburzającą niesprawiedliwość i nic cię to nie kosztuje – to jedna sprawa. Kiedy tworzysz oburzającą niesprawiedliwość i musisz za to zapłacić – to już zupełnie inna sprawa.

Czy moje nadzieję się sprawdzą? Nie mam najmniejszego pojęcia. Obecność potencjalnego wyjścia z impasu nie oznacza, że zostanie ono wykorzystane. Całkiem prawdopodobny jest i krańcowo różny wariant – wyjście na jakiś czas zostanie „zamurowane”, zakamuflowane, a nawet zapomniane.

Ostra rosyjska odpowiedź na zachodnie sankcje jest potencjalnym źródłem wielu problemów. Ale jest również potencjalnym źródłem wielu pozytywnych decyzji i zmian. Konflikt Zachodu z Rosją z powodu Ukrainy zaszedł zbyt daleko. Nie można go już powstrzymać przy pomocy prostych rozwiązań. Przyszedł czas na poszukiwanie niełatwych sposobów.

  •  
    Podziel się z