25 sierpnia 2014, 15:38

Największy wróg – Rosja?

Największy wróg – Rosja?

"Rosja - nasz wróg?" – takie pytanie zadaje w niemieckiej gazecie «Junge Welt» wieloletni deputowany Bundestagu z frakcji CDU/CSU zajmujący się od dłuższego czasu kwestiami polityki obronnej, a w przeszłości wiceprezydent Zgromadzenia Parlamentarnego OBWE Willy Wimmer. Na tego typu rozmyślenia natchnęły go działania liderów Unii Europejskiej i NATO, związane z ich stanowiskiem odnośnie kryzysu na Ukrainie i roli Rosji w jego uregulowaniu.

Charakter tych działań jest więcej niż oczywisty i nie dopuszcza dwuznacznych interpretacji. Dobitnym potwierdzeniem tego była dopiero co zakończona wizyta kanclerz Niemiec Angeli Merkel na Ukrainie. Główny wynik tej wizyty to obietnica złożona Kijowowi, że otrzyma on gwarancje kredytowe na sumę 500 milionów euro na potrzeby odbudowy zniszczonej infrastruktury wschodnich regionów. Przez kogo zniszczonej, to pytanie nie padło. Berliński gość zapewnił ukraińskiego przywódcę, że poprze jego wysiłki w zakresie "zachowania terytorialnej integralności państwa" i zapewnieniu "dobrobytu" narodowi ukraińskiemu. Uskrzydlony takim poparciem ze strony lidera głównej ekonomicznej i politycznej lokomotywy Europy prezydent Ukrainy nazwał Merkel "prawdziwym przyjacielem" i "dobrym adwokatem" swojego państwa.

W tłumaczeniu z języka dyplomacji komplement Poroszenko oznacza uznanie słów kanclerz Niemiec za carte blanche na przedłużenie wojny przeciwko tzw. "prorosyjskim separatystom" i "terrorystom" do zwycięskiego końca. To znaczy, wojny przeciwko swoim, ale rosyjskojęzycznym obywatelom, którzy nie zechcieli żyć pod władzą profaszystowskich nacjonalistów i których w Kijowie ogłoszono ludźmi drugiej kategorii. Gość, jak piszą gazety, wyraził "zrozumienie" dla działań wojennych kijowskiego reżimu i dodał – możliwe, że wzdychając przy tym, - że "niestety" stosowanie siły wojskowej niekiedy jest "niezbędne".

Tutaj można co nieco sprecyzować. I Angela Merkel, i jej koledzy z Unii Europejskiej i NATO występują, przynajmniej w związku z Ukrainą, nie tylko jako polityczni adwokaci, ale i jako prokuratorzy oraz sędziowie. W stosunku do Rosji, oczywiście. Niemieckie i inne europejskie media jednogłośnie nazwały wizytę niemieckiej kanclerz w Kijowie "sygnałem" dla rosyjskiego prezydenta Władimira Putina. Chodzi o to, że do wizyty doszło przed zaplanowanym na 26 sierpnia spotkaniem Poroszenki i Putina w ramach szczytu Unii Celnej w Mińsku. A tam ukraiński przywódca zamierza, według jego słów, zażądać od rosyjskiego prezydenta "wycofania" swoich "bojowników" ze wschodu Ukrainy.

To, że wojna domowa na Ukrainie wywołana została przez działania samych władz popychanych przez zachodnich liderów, że rosyjskojęzyczni obywatele Ukrainy także należą do gatunku Homo sapiens, czyli, że są zdolni do myślenia, analizowania i posiadania swojego zdania, że Rosja nie jest stroną tego konfliktu, wszystko to "euroadwokatom" i "europrokuratorom" do głowy nie przychodzi. Rosja jest winna wszystkiemu – to wyrok ostateczny i nie podlegający apelacji. Co ciekawe, na szczyt w Wells zaproszony został Petro Poroszenko, Rosji wśród zaproszonych nie ma.

W związku z tym wspomniany wcześniej weteran polityki Willy Wimmer stawia w swoim artykule pytanie: co właściwie miałby oznaczać "sygnał" Angeli Merkel pod adresem Putina? Przecież zaproszeniem dla swojego protegowanego do Wells Pakt Północnoatlantycki, według Wimmera, zademonstrował, że w Brukseli rozumieją istotę ukraińskiego kryzysu. NATO, jak podsumowuje polityk, bardziej niż ktokolwiek inny jest stroną w wojnie na Ukrainie, między innymi z powodu wysyłania tam amerykańskich najemników, których zadaniem jest przeprowadzenie "czystki" rosyjskojęzycznej ludności na wschodzie Ukrainy.

A jeszcze, jak informuje niemiecki tygodnik Der Spiegel, liderzy Polski i państw nadbałtyckich zwrócili się w ostatnich dniach do dowództwa NATO z wezwaniem do skierowania europejskiej tarczy antyrakietowej także przeciwko Rosji. Z tej strony, ich zdaniem, można oczekiwać ataku rakietowego. Nie, w sztabie NATO tej prośby nie nazwano ani bezsensem, ani panikarstwem. Jak informują, debaty na ten temat prowadzone będą po szczycie NATO w Wells. Zresztą, na razie nie ma co spodziewać się rezygnacji z "prokuratorskiego" stanowiska wobec Rosji, uważa dyrektor wydziału bezpieczeństwa europejskiego Instytutu Europy Dmitrij Daniłow.

Polityczne oceny, które wydały państwa zachodnie, nie pozostawiają możliwości cofnięcia się. Jeśli powiedziało się A, to trzeba powiedzieć B. Jeśli mowa o agresji, to na agresję trzeba odpowiedzieć. A odpowiedź była określona przez Zachód od samego początku. To udzielanie pomocy Ukrainie, w tym także wojskowo-politycznej i wojskowo-technicznej, wniesienie poprawek nie tyle do planu, co do strategii NATO. To bardzo poważne, ponieważ pod rewizją strategii w nadzwyczajnych warunkach będą omawiane także plany wojenne.

Swój artykuł w «Junge Welt» Willy Wimmer kończy smutną prognozą: "Rosja dziś dla Stanów Zjednoczonych jest jednoznacznie konkurentem, wrogiem, ofiarą. A w Wells ta zasada zostanie zacementowana". Według austriackiej «Der Standard», najwyraźniej cały świat stacza się w przepaść. Szereg ekspertów nie traci jednak nadziei na prześwit w obecnych politycznych chmurach. Możliwe, przecież pogoda jest zmienna.

  •  
    Podziel się z