14 listopada 2014, 16:17

Unia Europejska stara się utrzymać na dwóch stołkach

Unia Europejska stara się utrzymać na dwóch stołkach

W Niemczech pogorszyły się prognozy wzrostu gospodarczego w 2014 roku. W 2015 roku przewidywane jest dalsze spowolnienie gospodarki. Na tym tle kanclerz Angela Merkel poinformowała, że inicjowane przez Waszyngton nowe sankcje wobec Rosji nie powinny być związane z gospodarką. Temat kontynuuje nasz komentator Piotr Iskenderow.

Niemcy – „lokomotywa” gospodarki europejskiej - w dalszym ciągu spowalniają. Eksperci Niezależnej Rady Ekonomistów przy niemieckim rządzie w znaczący sposób zmienili wcześniejsze, dosyć optymistyczne prognozy wzrostu gospodarczego w roku bieżącym. Zamiast wzrostu na poziomie 1,9 procent PKB obecnie oczekuje się wzrostu o 1,2 procent. A w odniesieniu do przyszłego roku, niemieccy ekonomiści już teraz przewidują wzrost o 1 procent PKB. Biorąc pod uwagę tegoroczne doświadczenia zmiany prognoz na gorsze, w praktyce może to oznaczać bardzo poważną recesję.

Jak zwykle pojawia się pytanie: kto jest winny?. Autorzy raportu wskazują cały szereg przyczyn, które połączyli w jedno sformułowanie, mając na uwadze gabinet Merkel: „Obecny kurs polityki gospodarczej utrudnia rozwój gospodarczy kraju”. Analitycy Federalnego Związku Izb Handlowo-Przemysłowych Niemiec wymieniają swoje czynniki. Według nich, jednym z głównych powodów pogorszenia się sytuacji gospodarczej w kraju jest pogorszenie się rosyjsko-niemieckich stosunków gospodarczych i handlowych jako wynik „wojny na sankcje”. Przy okazji przedstawiciele izb handlowo-gospodarczych patrzą na perspektywy niemieckiej gospodarki jeszcze bardziej pesymistycznie. Prognozują jej wzrost w 2015 roku o 0,8 procent PKB. Oczywistym jest, że przy takich prognozach Niemcom nie uda się „wyciągnąć z dołka” gospodarki całej strefy euro.

Wydaje się, że Angela Merkel odniosła się do wniosków ekonomistów całkowicie poważnie. Komentując przedstawione prognozy, kanclerz oświadczyła, że za główną przyczynę spowolnienia gospodarki kraju uważa ona „wyzwania geopolityczne, które częściowo mocno uderzyły również w Niemcy”. Łączne straty spowodowane sankcjami są nadal liczone, jednak już teraz wiadomo, że mowa o miliardach euro. Doradca prezydenta Rosji do spraw integracji euroazjatyckiej Siergiej Głaziew uważa, że „jeśli sankcje Zachodu wobec Rosji będą kontynuowane, to Unia Europejska może stracić do tryliona euro”. Zrozumiałe, że to właśnie na niemiecką gospodarkę, ze względu na jej rozmiar i znaczące związki z Rosją, przypadnie lwia część tych strat. Skąd miałby się wziąć wzrost gospodarczy?! Tym bardziej, że niemiecka gospodarka jest zintegrowana z europejską, i władze kraju w sposób obiektywny powinny stosować się do ogólnoeuropejskich rekomendacji i propozycji – zwrócił uwagę w rozmowie z Rossiya Siegodnya profesor Katedry Ekonomii i Finansów Wydziału Ekonomii rosyjskiego Państwowego Uniwersytetu Badawczego Wyższej Szkoły Gospodarki Iwan Rodionow:

Europa przyjęła - i to na poziomie kolektywnym - obowiązek stosowania się do przyjętych ogólnoeuropejskich rekomendacji. To jednak nie neguje faktu, że w niektórych szczególnych przypadkach te rekomendacje mogą nie pokrywać się z krajowym: jeśli, na przykład rząd stawia własne interesy ponad interesami ogólnoeuropejskimi.

Nic dziwnego, że to właśnie Angela Merkel w ostatnich dniach zaczęła coraz bardziej aktywnie występować przeciwko proponowanemu Unii Europejskiej przez Waszyngton nowemu pakietowi antyrosyjskich sankcji. Zrozumiałe jest, że całkowicie odrzucić zaleceń Departamentu Stanu Stanów Zjednoczonych, które noszą znamiona polecenia, pani kanclerz nie może: istnieje zbyt duża inercja euroatlantyzmu. Jednak wyraźnie próbuje ona skierować problem w bezpieczniejszą dla jej kraju (i dla całej Unii Europejskiej) stronę. O ile patetyczna rzeczniczka Departamentu Stanu Jennifer Psaki – która niedawno pomyliła Stambuł z Islamabadem - twierdzi, że „musimy wraz z naszymi sojusznikami być gotowi do rozszerzenia i wzmocnienia obecnych sankcji”, to Merkel zdecydowanie zmniejsza poziom retoryki. W przededniu zaplanowanego na przyszły tydzień spotkania ministrów spraw zagranicznych państw członkowskich Unii Europejskiej powiedziała, że możliwe rozszerzenie sankcji wobec Rosji będzie dotyczyło jedynie „czarnej listy” wjazdów do Unii Europejskiej i nie obejmie „sfery gospodarki”.

Nie należy przeceniać niezależności tego czy innego kraju w ramach Unii Europejskiej – nawet kraju z tak mocną gospodarką jak Niemcy. W tej organizacji funkcjonują wspólne mechanizmy polityczne i gospodarcze – przypomniał w rozmowie z Rossiya Siegodnya dyrektor rosyjskiego Instytutu Problemów Globalizacji Michaił Dieliagin:

Wasza niezależność gospodarcza określana jest nie na podstawie własności, które posiadacie, a na podstawie tego, w jakie ramy jesteście wpisani. W przypadku Unii Europejskiej o niezależności ekonomicznej państwa nie ma już mowy. Zasady gry określa Unia Europejska.

I czas nie stoi po stronie Unii Europejskiej.

  •  
    Podziel się z