12 lutego 2015, 17:22

„Kwartet normandzki” długo obradował, ale ze skutkiem...

„Kwartet normandzki” długo obradował, ale ze skutkiem...

Pierwszymi refleksjami na temat wyników szczytu „normandzkiej czwórki” w Mińsku w rozmowie z redaktorem Leonidem Siganem dzieli się doktor Mateusz Piskorski, przewodniczący Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych.

-Wielogodzinne rozmowy w Mińsku w składzie „formatu normandzkiego” dobiegły końca. Sukces został osiągnięty. Ustalono zawieszenie broni i wycofanie ciężkiej artylerii. Jak Pan widzi dalszy bieg wydarzeń? Czy można twierdzić, że będzie to punkt zwrotny w kryzysie ukraińskim?

- Z całą pewnością Rosja i Europa, reprezentowana przez kanclerz Merkel i prezydenta Hollanda zrobili wszystko, żeby,po pierwsze, doprowadzić do zawieszenia broni, a po drugie, skłonić stronę ukraińską do jakiś form dialogu i pokojowego rozwiązania konfliktu. Możemy powiedzieć, że wszystko, co mogło być zrobione przez stronę rosyjską i europejską, zostało uczynione teraz, w Mińsku. Implementacja i możliwość wprowadzenia w życie zarówno zawieszenia broni od 15 lutego jak i demarkacji, wycofania ciężkiej artylerii z Donbasu, a następnie przejścia do rozwiązań politycznych, do reform konstytucyjnych na Ukrainie zależy obecnie tylko i wyłącznie od prezydenta Poroszenki. Zależy od władz ukraińskich i od protektorów tych władz. Zwróćmy uwagę, że podczas tego spotkania jedynym politykiem, który konsultował się z kimś z zewnątrz telefonicznie, przerywając te rozmowy, był właśnie prezydent Ukrainy Petro Poroszenko. On wychodził, i możemy się tylko domyślać, że dzwonił do kogoś, kto jest współdecydentem w sprawach Ukrainy. Być może do „wielkiego nieobecnego” przy stole negocjacyjnym, czyli do reprezentantów Stanów Zjednoczonych, którzy prezentują całkowicie inny punkt widzenia niż Rosja a także niż przywódcy Niemiec i Francji? W związku z tym, dzisiaj warto byłoby czekać na to, jakie wskazówki, jakie komentarze w sprawie osiągniętego porozumienia przedstawi strona amerykańska. Na razie tych komentarzy jeszcze nie mamy, ale już i tak można powiedzieć, że wielkim sukcesem, osiągniętym wczoraj w Mińsku, był sam fakt spotkania i dialogu wszystkich stron. Pan prezydent Putin wykazał ogromną dozę dobrej woli, że spotkał się z prezydentem Ukrainy Poroszenką po wszystkich wypowiedziach, które padały z ust przedstawicieli władz ukraińskich pod adresem Rosji, pod adresem przywódcy rosyjskiego. Prezydent Putin wykazał, że jest zdeterminowany, aby prowadzić w dalszym ciągu dialog, dialog mający przynieść zakończenie rozlewu krwi. Wszystko zależy od dyspozycji i stosunku do osiągniętych porozumień bezpośrednich protektorów obecnych władz ukraińskich czyli strony amerykańskiej. Na tym etapie Rosja, Francja i Niemcy zrobiły wszystko, co można było zrobić w tej sprawie.

- Problem dostaw broni dla Ukrainy. Deklaracje w tej sprawie złożyli polscy politycy – Siemoniak, Schetyna, prezydent Bronisław Komorowski. A w środę wiceminister Spraw Zagranicznych Rafał Trzaskowski zasugerował, że dostawy broni dla Ukrainy to nie najlepszy pomysł, który wiąże się z ogromnymi konsekwencjami. Czy to rozłam w stanowisku rządu?

- Każdy z przedstawicieli polskiego rządu, który ma jakiekolwiek pojęcie na temat spraw zagranicznych i możliwych konsekwencji, które mogłyby się wiązać z dostawami broni na Ukrainę, w szczególności w sytuacji, kiedy cała reszta Europy, czołowe państwa europejskie,jak widzieliśmny w Mińsku, zdecydowanie odrzucają możliwość militarnego rozwiązania konfliktu na Ukrainie, każda z takich osób rozsądnie myślących krytykuje tego typu postulaty. Również w obecnym polskim rządzie, mimo jego ideologicznego zacietrzewienia, czasami pojawiają się głosy rozsądku, głosy trzeźwej oceny sytuacji i przede wszystkim głosy dbałości o interesy Polski. Przecież żaden rozsądnie myślący kraj nie będzie podgrzewał i polewał benzyną konfliktu, płonącego tuż u jego granic. To jak byśmy rozpalali sąsiedztwo własnego domu, licząc na to, że ten pożar nie przyniesie nam strat. A ten pożar w naturalny sposób przyniósłby też straty stronie polskiej. Byłby zagrożeniem dla bezpieczeństwa Polski. Myślę, że w polskim rządzie są osoby, które to rozumieją. Mam nadzieję, że tych osób będzie coraz więcej. Liczę na to, że w najbliższym czasie, po szczycie w Mińsku więcej osób w Polsce zacznie się zastanawiać nad tym, co mówi, co robi i zacznie również dostrzegać głos, jeśli nie Rosji, to chociażby Niemiec, jako ważnego znaczącego sojusznika Polski w ramach Unii Europejskiej. Mam nadzieję, że z czasem polscy politycy będą mówić podobnym językiem na temat konfliktu ukraińskiego jak czołowi politycy niemieccy. Aczkolwiek wymagałoby to spełnienia jednej podstawowej przesłanki, jednego podstawowego warunku - polscy politycy musieliby zacząć myśleć po europejsku, zamiast myśleć po amerykańsku. Musieliby zacząć myśleć nie w kategoriach amerykańskich interesów, lecz w kategoriach interesów europejskich.

  •  
    Podziel się z