12 lutego 2015, 15:09

Monachium: śmiech na sali

Monachium: śmiech na sali

Kilka dni temu zakończyła się 51. Konferencja Bezpieczeństwa. Głębokim cieniem położyła się nad Monachium Ukraina. Inne, kluczowe kwestie w systemie globalnego bezpieczeństwa, jak wydarzenia na Bliskim Wschodzie, kryzysowa sytuacja z uchodźcami i walka z terroryzmem - zeszły na dalszy plan. Konferencja odbywa się w ekstremalnych warunkach politycznych, towarzyszyło jej przyznanie się USA do udziału w obalaniu rządu i prezydenta na Ukrainie, eskalacja wojny domowej w tym kraju oraz działania przywódców Niemiec i Francji zmierzające do jej przerwania.

Zainteresowane konferencją w Monachium polskich polityków i mediów było mizerne. Uwagę skierowali na niespodziankę kanclerz Merkel i prezydenta Hollande, którzy nagle, tuż przed konferencją mocno uaktywnili zabiegi o pokój na Ukrainie. Niemniej jednak pewne wieści do opinii publicznej w Polsce z Niemiec docierały. Media donosiły, że Anne Applebaum, publicystka "The Washington Post", nb. małżonka marszałka Sejmu RP - Radosława Sikorskiego, napisała na Twitterze: "Czymś niezwykłym jest widok tłumu w Monachium wyśmiewającego na głos rosyjskiego ministra spraw zagranicznych", bowiem, zdaniem polskich mediów, „p odczas swojego wystąpienia Siergiej Ławrow zadeklarował, że jego kraj będzie nadal dążyć do ustanowienia pokoju na Ukrainie”.

Ale ani red. Anne Applebaum, ani jej koledzy: Edward Lucas, publicysta "The Economist", Shaun Walker, korespondent "The Guardian", i inni, którzy komentowali wystąpienie szefa rosyjskiej dyplomacji w podobny sposób, nie zanosili się śmiechem na słowa prezydenta Poroszenki, który zapewniał w Monachium, że jest „prezydentem pokoju, a nie wojny”, dla którego „ważne jest życie każdego ukraińskiego obywatela” w momencie, gdy armia Ukrainy i Gwardia Narodowa niosły śmierć ludności cywilnej, atakując miasta i wsie Donbasu. Nie płakali ze śmiechu na widok prezydenta Ukrainy, który trzymając w ręku kilka rosyjskich paszportów i dowodów tożsamości usiłował w Monachium przekonywać, że to są niezbite dowody na obecność armii rosyjskiej na Ukrainie. Nie tarzali się ze śmiechu, gdy okazało się, iż tych dokumentów Poroszenko z bliska nikomu nie pokaże. Nie śmieli się, gdy prezydent Ukrainy, zapewniał, że ….”odzyskiwanie rozejmu jest naszym głównym celem”, że „nigdy nie naruszaliśmy i nie naruszamy memorandum z Mińska i nie robimy żadnych kroków, które mogłyby go złamać”, bo zapomnieli, iż ten rozejm prezydent Poroszenko sam publicznie zerwał, dają rozkaz wznowienia „akcji antyterrorystycznych” w Donbasie. Bo wygodnie im nie pamiętać, iż w tej akcji używana jest przez Kijów zakazana na świecie broń kasetowa i fosforowa, o czym donoszą obserwatorzy OBWE i inne organizacje międzynarodowe.

Nie było żadnego śmiechu w Monachium, gdy prezydent Poroszenko mówił, mając na myśli Rosję: „Chciałbym również zwrócić uwagę na brak odpowiedzialności prawnej na podstawie prawa międzynarodowego za cyniczną i agresywną propagandę, mającą na celu zachęcanie i podżeganie do nienawiści etnicznej, rasowej lub religijnej”. Tak jakby wszyscy dostali amnezji i zapomnieli, iż u podłoża dramatycznej wojny domowej na Ukrainie jest naruszanie przez Kijów prawa do tożsamości kulturowej o wielowiekowej tradycji - kilkumilionowej rzeczy etnicznych Rosjan zamieszkujących tereny obecnej Ukrainy, największej mniejszości etnicznej tego kraju.

Nie było też żadnych chichotów i uśmieszków u zebranych na konferencji w Monachium, gdy wiceprezydent Stanów Zjednoczonych Joseph (Joe) Biden, w iście amerykańskim stylu perorował o korupcji na Ukrainie: ”Korupcja to rak. Ci z was, którzy oglądają filmy o Superman i komiksy wiedzą – to jest jak ukryty zabójca dla funkcjonowania demokracji (…) niszczy zaufanie do rządu. Drąży gotowość militarną. I znieważa godność własnego społeczeństwa”. Dodał też, że „prezydent Putin i inni są zaangażowani w wykorzystaniu korupcji, jako narzędzia zagranicznego przymusu, zatem walka z korupcją jest nie tylko potrzebna w dobrym zarządzaniu, to także samoobrona”.

Tak się składa, że młodszy syn wiceprezydenta USA - Hunter, został mianowany w połowie maja ub. roku szefem działu prawnego największego prywatnego producenta gazu na Ukrainie – Burisma Holdings, jest także w składzie zarządu tej spółki. – Jako nowy członek zarządu wierzę, że będę w stanie doradzić spółce w kwestii transparentności, zarządzania, odpowiedzialności, rozwoju zagranicznego. Mam nadzieję, że spółka będzie przynosiła zyski dla gospodarki i da jakieś korzyści mieszkańcom Ukrainy – oświadczył po nominacji wiceprezydencki syn.

Warto przypomnieć, że tego typu nepotyzm, jest jedną z cech politycznej korupcji. I tej politycznej korupcji dopuszcza się wiceprezydent USA. Zwłaszcza, że nie ukrywa, iż ma olbrzymi wpływ na prezydenta Ukrainy. Jawnie w Monachium przyznał: „Nie wiem, ile godzin, dziesiątki godzin spędziłem na rozmowach z prezydentem Poroszenko w Kijowie lub przez telefon”.

I kto tu używa korupcji, jako „zagranicznego narzędzia przymusu” – Putin czy Biden na spółkę z Poroszenko?

Być może takie demoralizujące standardy, obowiązują obecnie w zachodnich demokracjach, być może to jakaś nowa „wartość” świata Zachodu i nie wzbudza już u nikogo uśmieszku politowania…

Wracając do red. Anne Applebaum i konferencji monachijskiej, to trzeba zapytać jej, czy ów gromki śmiech na sali nie był z powodu przywołania publicznie przez ministra Ławrowa - jej męża, Radosława Sikorskiego, obecnego w Monachium, by opowiedział własną historię zerwania w Kijowie po 24 godzinach umowy z prezydentem Janukowyczem. A może śmiech dotyczył innego stwierdzenia ministra Ławrowa: „Widzę tu Aleksandra Wierszbowa, który w niedawnym wywiadzie nazywa NATO - blokiem najbardziej miłujący pokój w świecie, nadzieją dla europejskiej stabilności i bezpieczeństwa. Ale, kto zbombardował Jugosławię i Libię z naruszeniem rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ?”

Nie było śmiechu na sali? A to dziwne….

Przeglądając komentarze i analizy zachodnich mediów oceniających konferencję w Monachium, trudno nie uśmiechnąć się półgębkiem, z dozą pewnego zażenowania.

Serge Schmemann (International New York Times) pisze, że Władimir Putin po raz pierwszy w 2007 r. na konferencji monachijskiej zwrócił uwagę na zimną wojnę, którą obecnie definiuje w swojej polityce zagranicznej, „gorzko oskarżając USA” o narzucenie monopolu globalnego przywództwa. Kolejne konferencje monachijskie, zdaniem Schmemanna, to chaotyczne próby resetu relacji między Rosją a Zachodem, lub przynajmniej ich kolegialności. „To wszystko było przed wydarzeniami na Ukrainie. Tym razem w Bawarii, w gronie pełnym generałów, ministrów obrony, przywódców i wysokich rangą polityków - zabrakło miejsca dla Rosji w systemie bezpieczeństwa Europy” - konkluduje Schmemann.

Roger Cohen (New York Times) natomiast pisząc o zachodnich iluzjach wobec Ukrainy stwierdza, że „wystąpienie Ławrowa odzwierciedlają alternatywny wszechświat, w którym rosyjski statek kosmiczny jest zadokowany prawie ćwierć wieku po upadku Związku Radzieckiego” przyrównując jego wypowiedź do „dwój myślenia” George’a Orwella.

Dla koleżanki po piórze Roger Cohen - Alison Smale, „zimna wojna to historia, ale jej duch wkradł się na Monachijską Konferencję Bezpieczeństwa”. W kolejnym artykule Alison Smale, razem z Michaelem R. Gordonem i Stevenem Erlangerem zwraca uwagę, że różnice zdań na monachijskiej konferencji dot. wysyłanie broni na Ukrainę. Przypominając przy tym, że kanclerz Merkel jest przeciwna wysyłania śmiercionośnej broni do Kijowa.

Chińscy publicyści: Tang Zhiqiang i He Mengshu (Xinhua) dostrzegli wprawdzie, że konferencja podkreśliła wprawdzie znaczenie współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa międzynarodowego, ale nadal istnieją rozbieżności w ocenie kryzysu na Ukrainie - nie tylko między Zachodem a Rosją, ale również wewnątrz obozu zachodniego. Piszą; „na zamkniętym spotkaniu niedzielnym (8 lutego), widzieliśmy Europę i Stany Zjednoczone na kursie zmierzającym do oferowania broni ukraińskiemu rząd w celu wspierania jego walki z powstańcami, poszukującym niezależności we wschodniej części kraju."

Dla Antona Troianovski’ego, Laurence’a Normana i Juliana Barnesa, (The Wall Street Journal) konferencja w Monachium, to: ”Monachium - dyplomatyczne scramble, aby uspokoić odradzający kryzys na Ukrainie”.

Spora dawkę śmiechu może wywołać „problemem”, jaki przewijał się przez medialne kuluary konferencji, czyli tzw. wojna hybrydowa, pod którą kryje się niemoc wobec alternatywnych, nie zachodnich źródeł informacji o wydarzeniach na Ukrainie.

I wszystko to, co nie zgadza się z zachodnim punktem widzenia, burzy wypracowaną kreację ukraińskich wydarzeń – jest propagandą i to nachalną Moskwy.

Judy Dempsey (Carnegie Europe) stwierdza, że media nie dają rady wojnie hybrydowej. Przywołuje na pomoc wystąpienie na konferencji ekonomisty i dziennikarza Edwarda Lucasa, który „sprecyzował rolę Rosji, jako potężnej maszyny propagandy, twierdząc, że ma ona wolna rękę w działaniu, głównie, dlatego, że Europejczycy zbyt wolno na to reagują."

* * * * * * *

Mimo wielu zaklęć i stwierdzeń, że Rosja jest poza europejskim systemem bezpieczeństwa, jakie padły w Monachium, mimo śmiechu wobec wypowiedzi ministra Ławrowa, to o pokoju i bezpieczeństwie w Europie decyduje właśnie Rosja. Rosja prezydenta Putina i ministra Ławrowa. Dowodem tego jest szczyt Rosja –Niemcy/Francja – Ukraina w Mińsku.

I nie sądzę, by komukolwiek na tym spotkaniu było do śmiechu.

Zofia Bąbczyńska-Jelonek, publicystka polska

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji

  •  
    Podziel się z