16 lutego 2015, 15:20

Unikajmy szaleństwa wojennej retoryki

Unikajmy szaleństwa wojennej retoryki

 

Na łamach „Rzeczpospolitej” ukazał się kolejny felieton niezależnego dziennikarza Stanisława Remuszko „ Byle do wojny”, poświęcony sytuacji wokół Ukrainy. Korespondent Leonid Sigan w rozmowie z redaktorem Remuszko spróbował wyjaśnić, jak należy rozumieć myśli zawarte w jego materiale.

 

- Według Pana są dwie wersje mińskich porozumień w sprawie Ukrainy – falenicka i otwocka. Może zechce mi Pan redaktor wytłumaczyć, a zarazem nieukom podobnym do mnie, dlaczego falenicka i dlaczego otwocka?

- Jest to przypadkowy wybór miejcowości. Ja wybrałem akurat podwarszawskie, a mógł to być na przykład Kraków, Szczecin, Lwów albo Moskwa. W języku polskim przyjęło się tak mówić „ jest taka i taka szkoła”, więc wymyśliłem sobie : jest szkoła falenicka i otwocka.

- Zatem, według wersji pierwszej - tej z Falenicy, jak widzi się porozumienie z Mińska?

- Porozumienie z Mińska widzi się tak, jak ono jest zapisane, czyli trzynaście punktów plus jeszcze osiem punktów dodatkowych, technicznych. Szkoła falenicka mówi o takim traktowaniu tych porozumień.

- Z kolei wersja otwocka, to głoszona przez oficjalną Warszawę i popierające władzę media. To Pan miał na myśli?

- To jest felieton, i ja oczywiście przerysowałem sytuację, celowo to zrobiłem. Jasne, że, tak bardzo źle nie jest, żeby prezydent Komorowski nawoływał do wojny i wspierała go w tym pani premier Ewa Kopacz i inne wysokie rangą osobistości. Oni wyraziście mówią, że straszny konflikt wojny domowej na Ukrainie można rozwiązać jedynie metodami pokojowymi. To jest stanowisko władzy. A media, niestety, przebywają w stanie, powiedziałbym, histerii wojennej. Ja nie rozumiem, dlaczego ludzie chcą tak koniecznie potrząsać tą szabelką i dlaczego w ogóle uważają Rosję za zagrożenie dla Polski. Mediom cały czas chodzi o odniesienie, jakoby rosyjskie czołgi i samoloty stały na granicy.

- Pozostaje nam tylko wyjaśnić rolę sygnatariuszy dokumentu, na który z nadzieją liczą zwykli zjadacze chleba, widzący widmo wojny. I rolę Poroszenki i Obamy, których nabili Merkel i Hollande?

- Prezydenci i pani kanclerz wiedzieli, co podpisują, mieli ogromne sztaby ekspertów wojskowych i politycznych. Odejmować im rozeznanie, to jakby oskarżać ich, uważać, że przywódcy wielkich państw ze swoimi kompetencjami nie powinni wyjść poza klatkę schodową, czy małą mieścinę, czy wioskę. Inna sprawa, że mamy do czynienia z przerysowaniem medialnym. W mediach trwa, powiedziałbym, szał, szał wojenny. Ja uważam, że nie jest on przez nikogo organizowany. To kolejny przejaw antyrosyjskiej i wojennej propagandy. I tyle!

  •  
    Podziel się z