19 lutego 2015, 13:45

Polskie wybory, czyli – wojna!

Polskie wybory, czyli – wojna!

W polskiej mentalności Rosjanin przestał już być synonimem przedstawiciela swojego narodu. Rosjanin jest w Polsce „funkcją”. Służy do straszenia. Gdyby Rosjan na świecie nie było – musielibyśmy ich sobie wymyślić. Życie w Polsce nie mogłoby się toczyć bez Rosjan – krowy nie dawałyby mleka, ptaki przestałyby latać, a dzieci nie mogłyby spać.

Środa, 18 lutego 2015 r. Najpopularniejszy polski portal – Wirtualna Polska, zamieszcza rozmowę z ekspertem z zakresu obrony narodowej, Romualdem Szeremietiewem: „Jeśli Rosjanie chcą odbudować imperium, muszą zaatakować Polskę”– stwierdza były wiceminister obrony narodowej. No cóż… Chętnie uzupełnię tę myśl: „ Jeśli Polacy chcą odbudować imperium, muszą zaatakować Ukrainę, Białoruś i Litwę”. Głupie ? A niby dlaczego? Albo: „Jeśli USA chcą utrzymać imperium, muszą stale atakować kolejne państwa arabskie”. Głupie, niesprawiedliwe? A niby dlaczego? Głupie byłoby raczej polemizowanie z obiema moimi myślami…

Środa, 18 lutego 2015 r. Przyszło mi nawiedzić samochodem Warszawę. Sprawę miałem w miejscu, które leży po drugiej stronie Wisły. Niech dobry Bóg ma w opiece mieszkańców stolicy i gości tego miasta. Paraliż! Atak „zielonych ludzików”? Chyba nie… Atak Państwa Islamskiego na bastion katolicyzmu w Europie? Też chyba nie… Powód? Sfajczył się most – główna przeprawa przez rzekę. Czy ktoś pomógł mostowi zająć się ogniem, czy była to jego samoistna „inicjatywa”, czy niechcący spalił się ze wstydu? - wyjaśni to śledztwo. Ale łatwo nie będzie: cieć, który pilnował mostu był pijany i niewiele pamięta…. W prawicowych mediach już pojawiają się sugestie, że KOMUŚ mogło na tym zależeć… A komu zależy na osłabieniu Polski – wiadomo… Cóż, jeśli śledztwo wykaże, że cieć uchlał się rosyjską wódką, a wybory prezydenckie wygra kandydat prawicy – może dojść do wojny…

Wtorek, 17 lutego 2015 r. W porcie Świnoujście zatonął holownik. Wiadomo dlaczego: wpłynął pod coś większego, co również płynęło. Po co to zrobił? Nie wiadomo. 5 osobowa załoga była pijana. Ale jeśli okaże się, że załoga upiła się rosyjskim alkoholem…. Chociaż nawet nie. Wystarczy jeśli wyda się, że uchlali się wódką. Wódka to Rosjanie, a Rosja to wojna…

Bzdury piszę? A dlaczego? Kiedy w październiku ur. wybuch gazu w Katowicach doprowadził do zawalenia się kamienicy i śmierci znanych dziennikarzy telewizyjnych, jedna z najbardziej znanych dziennikarek prawicowych też sugerowała zamach przygotowany przez rosyjskie służby… Bo gaz był (zapewne) rosyjski, a dziennikarzami musiała interesować się agentura…

Środa, 18 lutego 2015 r. Słowa byłego ministra obrony o Rosji mogącej zaatakować Polskę skrytykował prezydent RP Bronisław Komorowski stwierdzając, że nie należy takiej retoryki używać do straszenia Polaków: „Straszenie Polaków wizją bezpośredniej wojny w moim przekonaniu jest czymś wyjątkowo złym”. Zamarłem! Od kiedy to nie należy?! Przeoczyłem coś? Raptem przed rokiem, 23 marca 2014 r. – na kanwie wyborów do europarlamentu, wojną straszył premier Tusk: „Wybory europejskie być może są o tym, czy w Polsce dzieci w ogóle pójdą do szkoły 1 września ". Wybory wygrała jego partia i na trochę przycichł.

W drugiej połowie ur. mieliśmy też wybory samorządowe. Niby kałuże, czy dziury w jezdni są apolityczne; niby, bo nie w Polsce! W czerwcu wybuchła i ciągnęła się kilka miesięcy afera „podsłuchowa” kompromitująca najważniejsze osoby w państwie. Trwała także podczas kampanii wyborczej. Do spuszczenia ciśnienia znowu posłużyli Rosjanie. Zarzuty wynajęcia kelnerów do nagrywania polskich polityków postawiono biznesmenowi, który handlował węglem. W tym rosyjskim węglem… I zadawanie zbyt kłopotliwych pytań zbliżało pytających do zdrady stanu…

Czwartek, 19 lutego, 2015 r. kilkudniową akcję protestacyjną w Warszawie zapowiedzieli rolnicy. Naprawdę szkoda mi Warszawy i jej mieszkańców! W sparaliżowanym centrum postanowili rozbić miasteczko namiotowe. Rolników też mi szkoda: są jedną z grup najostrzej odczuwającą załamanie handlowe w wymianie z Rosją – efekt antyrosyjskiej polityki reprezentującego ich rządu. Ale o tym, że rolnicy cierpią, pisać nie wolno, bo mogłoby to być odebrane jako zdrada stanu…

W niedzielę, 22 lutego do Kijowa wybiera się prezydent RP Bronisław Komorowski. Będzie tam świętować „rocznicę majdanu”. Czyli odbędzie się celebra krwawych wydarzeń do których doprowadziła m.in. polska polityka zagraniczna. Wydarzeń, ze skutkami których zmaga się teraz cała Europa i dzięki którym rozkwita gospodarka USA.

Rolę Polaków, jako „adwokata europejskich aspiracji Ukrainy”, przejęła… Białoruś, z którą od kilkunastu lat prowadzimy wojnę propagandową. Wydaliśmy już grubo ponad 100 mln zł na tworzenie praktycznie nieznanej w Białorusi telewizji Bielsat. Telewizja ta już kosztowała nas więcej niż wyniesie pomoc państwa w odbudowie spalonego warszawskiego mostu… I co ciekawe, choć Białoruś stała się „adwokatem europejskich aspiracji Ukrainy”, to sama coś nie garnie się do Unii Europejskiej, już bowiem czuje się częścią Europy.

„Z polskiej dyplomacji zostały zgliszcza” – zauważył były premier RP Leszek Miller. Podzielam tę opinię. Możemy mówić o polskiej aktywności międzynarodowej, ale nie o polityce międzynarodowej. Możemy mówić o własnym korpusie dyplomatycznym, ale nie możemy chwalić się sukcesami polskiej dyplomacji; oczywiście w odniesieniu do najważniejszych na świecie wydarzeń.

Trwająca w Polsce kampania prezydencka tak naprawdę dopiero startuje. Kandydaci na urząd prezydenta RP nawet się jeszcze nie zarejestrowali. W zasadzie wszystkie znane mi sztaby kandydatów prowadzą szerokie konsultacje z politologami, specjalistami od marketingu politycznego, analitykami od spraw wschodnich. Chodzi o wypracowanie kilkunastu uniwersalnych zdań, które odnosiłyby się do Rosji i Ukrainy. Nie muszą być prawdziwe; nie muszą być mądre. Muszą „brzmieć”. Jak na razie, idzie to wszystkim dość opornie.

Nikt chyba nie wie, co o polityce wschodniej myśli kandydat B. Komorowski. Chciał sprzedaży polskiej broni Ukrainie, a od kilku dni nie chce. Chciał tworzyć z Ukraińcami wspólny korpus, a jest przeciw polskiej obecności wojskowej na Ukrainie. Niewiele (i bardzo niekonkretnie) o sprawach międzynarodowych mówi kandydat PSL na prezydenta A. Jarubas. Kompletne niezdecydowanie w układaniu myśli wykazuje kandydat ruchu antyklerykalnego – J. Palikot. Najpierw chwalił „zgliszcza polskiej dyplomacji”, potem je krytykował, a teraz sam nie zdecydował co będzie mówił. Niewiele do powiedzenia ma kandydatka socjaldemokratów M. Ogórek. Niby „byłaby gotowa zadzwonić do Putina”, ale po co? – tego już wyznać nie chce. Kandydat prawicy, A. Duda, jest – jak na razie – najoryginalniejszy. Ma za zadanie zagranie człowieka spokojnego, rozsądnego i skłonnego do dialogu. Mówi więc niewiele. Żeby jednak nie tracił elektoratu własnej partii, nienawiść do Rosji skrajnie wręcz manifestują związane z nim media. Te wzywają więc nie tylko do uzbrojenia Ukrainy, ale do okazania jej bezpośredniej pomocy wojskowej.

Mniej więcej za 3 miesiące okaże się, kto będzie nowym prezydentem RP. Nie oznacza to jednak końca antyrosyjskiej polityki i retoryki polskich elit. Po przerwie wakacyjnej czekają nas kolejne wybory – parlamentarne. Dalej osią wojny polsko – „europowschodniej” będzie Rosja. I nic nie zmieni się w jej retoryce.

Inna sprawa, że niewiele może się zmienić. Skoro Rosjanie są „funkcją”, a nie narodem, zmienić wiele się nie da.

„Funkcja” ta stała się motorem polskiej demokracji i spoiwem elit politycznych. Jeśli z niej zrezygnować, kraj nasz może się zawalić: krowy nie będą dawać mleka, ptaki przestaną latać, a dzieci nie będą spać.

 

Cyprian Darczewski, polski publicysta

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji

  •  
    Podziel się z