22:42 25 Marzec 2017
Na żywo
    Płac Niepodległości w Kijowie

    Rok temu w Kijowie

    © Sputnik. Andrej Stenin
    Polityka
    Krótki link
    Marceli Szpaczyński
    0 57548562

    Kiedyś historycy będą dyskutować do upojenia – kiedy właściwie zaczął się Majdan? Kiedyś historycy będą dokładnie wiedzieli, jakie były kulisy tych wydarzeń, kto dał na to pieniądze, w jakim celu i interesie. Dzisiaj już trochę wiadomo, ale jeszcze nie wszystko. I nie zazdroszczę dzisiaj nikomu pierwszej rocznicy Majdanu.

    Ten z 2013 roku, dzięki któremu do władzy doszedł Piotr Poroszenko i Arsenij Jaceniuk. Będą przerzucali się argumentami i hipotezami. W jednym na pewno będą zgodni: Majdan nie zaczął się w listopadzie 2013 roku, kiedy na Plac Wolności w Kijowie wyszli wściekli studenci, że Janukowycz znowu ich oszukał. Obiecywał, że będą Europą, a potem odłożył decyzję do grudnia 2015 r. Wyszli protestować. Niechętni politykom, którzy chcieli wykorzystać ich protest, wyrzucający poza teren demonstracji wszystkich, którzy rozwijali flagi swoich partii. Potem, kiedy już milicja brutalną interwencją wywołała powszechnie oburzenie w mieście i gniew wygonił na plac mieszkańców, politycy zwęszyli swoja szansę. Kiedyś historycy będą dokładnie wiedzieli, jakie były kulisy tych wydarzeń, kto dał na to pieniądze, w jakim celu i interesie. Dzisiaj już trochę wiadomo ale jeszcze nie wszystko.

    Majdan zaczął się może po „pomarańczowej rewolucji”, która udowodniła, że są na Ukrainie politycy, których Zachód popiera chętniej niż dotychczasowe władze? A może w 2012 roku, kiedy do Rady Najwyższej weszła po raz pierwszy partia Swoboda, nie ukrywająca swoich skrajnie nacjonalistycznych haseł, antysemityzmu i nienawiści do Rosji i Polski? A może w 1992 roku, kiedy Ukraina uzyskała niepodległość i zaraz znaleźli się ludzie, którzy ze skrajnego nacjonalizmu i krwawej historii UPA zaczęli budować fundamenty nowej ojczyzny? Którzy z Rzezi Wołyńskiej uczynili mord założycielski młodego państwa? Kiedyś na pewno to uczeni wyjaśnią i będą starali się obiektywnie i bez emocji spojrzeć na ten fragment ukraińskiej historii najnowszej.

    Ja wiem tylko tyle, że nie zazdroszczę dzisiaj nikomu pierwszej rocznicy Majdanu. Nie zazdroszczę zwykłym obywatelom Ukrainy. Borykają się oni codziennie z coraz trudniejszymi warunkami życia. Drożyzną, podwyżkami, biedą albo wręcz nędzą swoją lub swoich najbliższych. Pogarszająca się sytuacją ekonomiczną państwa, wojną, w której coraz więcej ofiar i atmosferą nienawiści, jaką tworzą ukraińskie media.

    Nie zazdroszczę ukraińskim politykom. Bo co mają powiedzieć swoim obywatelom? Które z celów, które stawiał przed sobą pierwszy, listopadowy Majdan zostały zrealizowane? Korupcja jest większa niż była, bezkarność władz od najniższego do najwyższego szczebla jest jeszcze większa niż była. Ukrainą wciąż rządzą oligarchowie, ci sami, którzy rządzili ostatnie 20 lat. Tak samo bezkarni, tak samo bezwzględni, tak samo nieuczciwi jak przez wszystkie lata niepodległości. Państwo, którym kierują,  nie działa. Uwikłane na dodatek w wojnę, której społeczeństwo nie chce.

    Nie zazdroszczę ukraińskim żołnierzom, którzy toczą tę beznadziejną wojnę. Słabo uzbrojeni, słabo wyszkoleni na starym sprzęcie, którego i tak nie ma wiele, skoro przez 20 lat niepodległości znakomita część kadry oficerskiej zajmowała się osobistymi korzyściami, a nie żołnierzami. Nawet ci, którzy uwierzyli propagandzie i pojechali na front powodowani patriotycznym uniesieniem, szybko tracą je na rzecz rozczarowania i poczucia, że ich własne państwo oszukuje. Może już niebawem będą chcieli rozliczyć swoich zwierzchników politycznych z powodów, dla których giną dziesiątkami na froncie.

    Nie zazdroszczę nawet członkom tzw. ochotniczych batalionów, oskarżanych przez międzynarodowe organizacje o zbrodnie wojenne. Co powiedzą i komu, kiedy ta wojna się skończy? Kiedy trzeba będzie spojrzeć w oczy ludziom, którzy stali po tamtej stronie frontu i trzeba będzie odpowiedzieć za swoje czyny? Może wspaniałomyślnie społeczeństwo puści w niepamięć te przestępstwa, bo z obu stron frontu dokonywano czynów okropnych. Ale z tym, co zrobili, będą musieli żyć.
    Nie zazdroszczę też prezydentowi Komorowskiemu, który pojedzie do Kijowa na pierwszą rocznice Majdanu. Musi zdawać sobie sprawę, że oto, stając obok Piotra Poroszenki będzie po raz kolejny na ołtarzu politycznych interesów składać poczucie krzywdy swoich obywateli i ich potomków, którzy pamiętają o Rzezi Wołyńskiej i ludobójstwie UPA, formacji czczonej oficjalnie na Ukrainie. Jak się z tym będzie czuć?

    Komorowski po raz kolejny będzie musiał zgrzeszyć ślepotą, że nie widzi symboli skrajnych nacjonalistycznych organizacji, których symbole będą powiewać przed jego oczami. I będzie musiał wiedzieć, że robiąc to, po raz kolejny przykłada rękę do podziału społeczeństwa ukraińskiego, bo przecież cały czas posługuje się retoryką wojny.
    Pierwsza rocznica Majdanu będzie wspomnieniem zmarnowanej szansy Ukrainy. Nie pierwszej zresztą. To nie tylko Ukraińcy są temu winni. Wszyscy poklepywali ich po plecach, nie robiąc nic, by pomóc im stworzyć normalne państwo, zwalczyć korupcję, wdrożyć etyczne standardy. Przymykano na to wszystko oczy, bo chciano wykorzystywać Ukrainę do swoich własnych interesów. To efekt polityki, która mimo zakończenia zimnej wojny wciąż widzi świat w tonacji konfrontacji. Jeżeli ktoś w rocznice Majdanu pomyśli, że trzeba ją zastąpić polityką współpracy i sprawiedliwego uwzględniania interesów wszystkich zainteresowanych, to będzie pierwsze Majdanu osiągnięcie.

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji

    Zobacz również:

    Majdan 2014 oczami „Berkutu”
    Wasza polityka wschodnia
    Tagi:
    Euromajdan, Arsenij Jaceniuk, Petro Poroszenko, Kijów, Ukraina
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz