13:50 29 Lipiec 2017
Warszawa+ 20°C
Moskwa+ 30°C
Na żywo
    Żołnierze amerykańskie podczas szkoleń wojskowych na Litwie

    Nie czują strachu

    © AP Photo/ Mindaugas Kulbis
    Polityka
    Krótki link
    0 1433336

    Kraje NATO odmawiają płacenia za „bezpieczeństwo”

    Londyńskie centrum analityczne ELN podkreśla, że wiele krajów członkowskich NATO nie wywiązuje się z porozumień, dotyczących zwiększenia wydatków na obronę do 2% PKB. Te porozumienia zostały podpisane podczas szczytu w Walii w 2014 roku.

    Trudno jest o lepszą charakterystykę rzeczywistego stosunku Zachodu do tak zwanego „rosyjskiego zagrożenia”. Według nich, nie taki diabeł straszny, jak obrona przed nim. Większość członków NATO sabotuje zwiększenie wydatków na obronę. Niektórzy z nich nawet otwarcie je zmniejszają. „Pomimo obaw, związanych z rosyjską agresją na Ukrainie i porozumienia polityczne, wielu nie wywiązuje się z powziętych zobowiązań” — cytuje agencja France Press brytyjskie wnioski.

    Z całego paktu w tym roku jedynie Estonia przeznaczy obowiązkowe 2% PKB. Zbliżyła się do niej Łotwa, Litwa, Polska i Rumunia, czyli cała proamerykańska grupa. Państwa, które nie odpowiadają za siebie, lecz są zmuszone do płacenia za renomę „krajów przyfrontowych”, jak nazwała ich zastępczyni sekretarza stanu Nuland. Mają też przed sobą wydatki na ośrodki dowódcze NATO. Natomiast pozostali, pomimo że podpisali się pod stworzeniem korpusu szybkiego reagowania na granicy z Rosją, nie spieszą się z wydawaniem na to pieniędzy.Po szczycie Francja budżetu nie zmieniła. Wielka Brytania, Niemcy, Kanada, Włochy, Węgry i Bułgaria zaplanowały na ten rok sekwestr wojskowy. A nawet niemalże przysięgły, że zbliżą poziom wydatków na obronę do obowiązkowego minimum. Tylko że w ciągu dziesięciolecia. Bez względu na  wojowniczą retorykę nie chcą jednak walczyć ani wydawać pieniędzy na mity o wojnie, ponieważ są świadome ich realnej wartości.

    Co to — bunt finansowy czy jednak na razie delikatne sabotowanie? Na ile wpływa to na gotowość bojową paktu? Te pytania zadaliśmy wicedyrektorowi Instytutu Globalizacji i Ruchów Społecznych Wasilijowi Kołtaszowowi.

    „Oczywiście, na razie to nie jest bunt. Bunt w NATO wybuchnie z zupełnie innego powodu. Kiedy zajdzie proces rozpadu bloku, który ma charakter zupełnej imitacji. Rosja nie bardzo jest tam postrzegana jako wróg.

    Istnieje pewna liczba marionetek i pewna liczba umownie samodzielnych krajów, które nie są specjalnie zainteresowane całą tą grą.

    Przynajmniej nie zamierzają wydawać na nią pieniądze. Tym bardziej w warunkach kryzysu gospodarczego, który w Europie nie zakończył się i który coraz bardziej daje się we znaki. I korzyści politycznych również dla siebie nie widzą. Ponadto istnieje wiele wewnętrznych rozbieżności, związanych z NATO. A więc, na razie jest to sabotowanie. Moim zdaniem jednak im dalej, tym więcej będzie tego sabotowania”.

    Litwa nie na próżno znajduje się wśród „czołówki” NATO, ale nawet ten kraj wątpi w gotowość bojową paktu. W innym przypadku po sześciu latach nie wprowadziłaby ponownie obowiązkowego poboru. Zresztą, korzyści to przyniesie niewiele: około 3,5 tys. poborowych na 9 miesięcy corocznie. Jednak prezydent Dalia Grybauskaitė uważa chyba, że jest to wystarczający okres dla narodzenia prawdziwych mężczyzn. Co więcej, na jakiś czas zostanie rozwiązana kwestia bezrobocia, bo z powodu braku pracy mężczyźni uciekają z kraju. Tymczasem eksperci twierdzą, że zagrożenie mobilizacją zmusi ich do jeszcze szybszej ucieczki.

    Zobacz również:

    Gruszko: wzmocnienie przez NATO wschodniej flanki zagraża bezpieczeństwu Europy
    Tagi:
    bezpieczeństwo, NATO, Wasilij Kołtaszowow
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz