06:35 23 Lipiec 2017
Warszawa+ 17°C
Moskwa+ 14°C
Na żywo
    Flaga Unii Europejskiej

    Kto dzieli Europę?

    © flickr.com/ Stuart Chalmers
    Polityka
    Krótki link
    Oleg Sewiergin
    0 1151335

    Zgodnie z oczekiwaniami, uczestnicy, który obradował w Brukseli, powierzyli Federice Mogherini przygotowanie dla spotkania w czerwcu przywódców państw i szefów rządów scalonej Europy, planu przeciwdziałania – jak stwierdzono – „dezinformacji” ze strony Rosji odnośnie sytuacji na Ukrainie.

    Przed tym przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz oświadczył, że prezydent Rosji Władimir Putin obrał kurs na nasilenie swych wpływów wewnątrz wspólnoty europejskiej w celu dokonania rozłamu wewnątrz niej.

    Co dotyczy pierwszego aspektu, to, jak oświadczył przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk, podczas obrad szczytu unijnego zapadła decyzja odnośnie rzucenia wezwania nie ustającej, według niego, „rosyjskiej kampanii w zakresie dezinformowania opinii publicznej” w sprawie konfliktu na Ukrainie.

    Napływają doniesienia o tym, że chodzi, po pierwsze, o rozpatrzenie prawdopodobieństwa uruchomienia europejskiego kanału telewizyjnego w języku rosyjskim –przeznaczonego, w pierwszej kolejności, dla rosyjskojęzycznej publiczności w krajach Europy Wschodniej. Na razie wolą oni oglądanie rosyjskich kanałów telewizyjnych.

    A jednak o wiele ciekawsza jest inna część przyszłego planu. Z doniesienia agencji Reutera, która powołuje się na wysokich rangą urzędników w Brukseli, wynika, że zaplanowano sformowanie niejakiego zespołu roboczego do spraw komunikacji strategicznych. Do zadań ekspertów, którzy wejdą do składu tego zespołu, należeć będzie „sprawdzanie i naprawianie faktów”, zawartych w tej właśnie rosyjskiej „dezinformacji”, a także wypracowanie metod „europejskiej prezentacji materiałów”, włącznie z materiałami w języku rosyjskim.

    Idea przypomina nie tyle cenzurę, nie tyle nawet bezpośrednio zmilitaryzowaną kontrpropagandę, ile faktyczne pranie mózgów obywateli państw europejskich. Zresztą, mieści się to w pełni w oficjalnym nurcie polityki realizowywanej przez rządzącą ekipę brukselską. Przed szczytem przewodniczący parlamentu europejskiego Martin Schulz w wywiadzie dla niemieckiego tygodnika „Die Zeit” wezwał, na przykład, „do sięgnięcia po wszystkie środki”, aby odpierać, według niego „próby Putina, który stara się podzielić Unię Europejską i wywierać wpływ wobec niej od zewnątrz”. Przy tym w odniesieniu do pewnej części Europejczyków rosyjska „propaganda”  potrafiła odnieść pewne sukcesy, co z ubolewaniem uznał Schulz.

    W obliczu, jak on to nazywa, „rosnącej nieprzewidzialności” Moskwy nie można pozwolić na żaden rozłam. Przykładem zwartości szeregów Europejczyków stało się, jego zdaniem, wspólne stanowisko w kwestii sankcji. Ich wprowadzenie Szulc nazwał wielkim osiągnięciem na arenie międzynarodowej, jakiego, jego zdaniem, jeszcze nie było. Zresztą, szef Parlamentu Europejskiego w tej kwestii pozwolił sobie na wypaczenie faktów. Jak stwierdziła, na przykład, w dniu rozpoczęcia obrad szczytu „Deutsche Wirtschafts Nachrichten”, „front sanacyjny Unii Europejskiej przeciwko Rosji ulega rozkładowi”, a w gronie członków Unii Europejskiej panuje „głęboki podział”. Jeśli Polska i kraje bałtyckie, według tego periodyku, głośniej od wszystkich innych domagają się usztywnienia sankcji przeciwko Rosji, to Austria, Grecja, Cypr, Czechy, Słowacja, Włochy i Hiszpania są kategorycznie temu przeciwne.

    W wywiadzie udzielonym przez Martina Schulza jest jeden ciekawy aspekt. Według jego przekonania, Unia Europejska powinna traktować kryzys na Ukrainie jako problem wewnątrzeuropejski. Według niego, Stany Zjednoczone nie potrafią rozstrzygnąć tej kwestii. Ponadto „jastrzębie” amerykańskie, w pierwszej kolejności z obozu republikanów, swymi poczynaniami jedynie sprzyjają wyolbrzymianiu konfliktu. Jego uregulowanie stać się powinno tematem dla negocjacji nie między Rosją a Stanami Zjednoczonymi, lecz między Rosją a Europą. Mimo kryzysu ukraińskiego, dobre stosunki z Rosją powinny istnieć nadal, – reasumował przewodniczący Parlamentu Europejskiego.

    Zresztą, komentatorzy zakładają, że jest raczej wątpliwe, iż, powiedzmy, Angela Merkel wysunie na plan pierwszy interesy biznesu niemieckiego, ponosi miliardowe straty wskutek wojny sankcji przeciwko Rosji, nie zaś dezyderaty „przyjaciół” amerykańskich, co do dalszego usztywnienia antyrosyjskiego kursu. W związku z tym szereg ekspertów, jak, na przykład, wicedyrektor Instytutu Analiz Politycznych i Wojskowych Aleksander Chramczychin, uważa, że demonizowanie Rosji przez Brukselę w interesach Stanów Zjednoczonych, odmawianie własnym obywatelom, a nawet liderom politycznym, prawa do kształtowania własnej opinii właśnie prowadzi do rozłamu w Europie, do podważania proklamowanych wartości demokratycznych.

    — Jest to śmieszne, rzecz jasna. W ogóle obecnie jedność Europy stała się celem samym w sobie, — powiedział Chramczychin w wywiadzie dla „Sputnik”. — Czyli w żadnym przypadku nie wolno dopuścić do rozłamu w czymkolwiek, zwłaszcza w takiej kwestii o znaczeniu pryncypialnym. Wobec tego będą podejmowane wszystkie, nadzwyczajne wysiłki, aby do tego nie doszło. W ogóle biurokracja europejska w sposób nader pośredni jest związana z demokracją. Cała sprawa polega na tym, że biurokracji europejskiej nikt nie wybierał.

    Zobacz również:

    Sankcje nie przeszkodziły Rosji w przyspieszeniu tempa eksportu broni
    Zeese: sankcje unaoczniły amerykańską interwencję na Ukrainie
    Tagi:
    Unia Europejska, Martin Schulz
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz