02:48 23 Lipiec 2017
Warszawa+ 20°C
Moskwa+ 15°C
Na żywo
    Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko

    Co kryje się za konfliktem Poroszenki i Kołomojskiego?

    © Sputnik. Nikolay Lazarenko
    Polityka
    Krótki link
    0 2170621

    Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko zdymisjonował gubernatora obwodu dniepropietrowskiego Igora Kołomojskiego. Poinformowano, że tym samym on jakoby spełnił prośbę samego Kołomojskiego.

    Konflikt Poroszenko-Kołomojski nie ma podłoża politycznego, a nawet finansowego, a chodzi o walkę o władzę w najczystszej formie. Przy tym Poroszenko wciąż sprawuje centralną władzę na Ukrainie. A centralna władza jest jedyną siłą, z jaką będą współpracować siły zewnętrzne (na przykład zagraniczne państwa).

    Poroszenko był w stanie przekonać zarówno Europę, jak i Amerykę o braku możliwości jego zastąpienia jako głównego ośrodka władzy na Ukrainie — mimo wszystkich jego błędów, niepowodzeń i niekontrolowanego zachowania. Istnieje podejrzenie, że większość czasu i wysiłku poświęcił on właśnie na to, aby stworzyć obraz „jedynego możliwego prezydenta”, a nie na reformy i gospodarkę. Teraz — pod koniec marca 2015 roku — on cieszy się dość dużym wsparciem z zewnątrz, aby rozpocząć pozbywać się konkurujących kandydatów do władzy. A Kołomojski jest pierwszym i największym z nich.

    Poroszenko potrzebował Kołomojskiego dopóki potrzebował przepływu „czarnych” pieniędzy w jawnie terrorystycznych metodach kierowania regionami i w bezwstydnej maszynie propagandowej.

    Kołomojski potrzebował Poroszenkę, ponieważ chciał otrzymać niekontrolowany dostęp do trzech głównych regionów kraju i kluczowych dla swojego biznesu dziedzin gospodarki.

    Na tej wzajemnej potrzebie trzymała się również cała konfiguracja kijowskiej władzy przez ostatnie pół roku. Ona urządzała Kołomojskiego, ale nie odpowiadała Poroszence, ponieważ prezydent stał się zależny. On nawet został zmuszony dać Kołomojskiemu nieformalne dźwignie kierowania aktywami państwowymi, których ten zgodnie z prawem nie mógł otrzymać. W odpowiedzi obwody dniepropietrowski, zaporoski i odeski zostały dokładnie oczyszczone przez Kołomojskiego z jakiegokolwiek opozycji. Trudno sobie wyobrazić rozmach terroru: ludzie znikali dziesiątkami, a setki aresztowano. Prezydent Poroszenko był zobowiązany Kołomojskiemu, który zapewnił „prawo i porządek” w tych trzech obwodach.

    Faktycznie umowa Poroszenki i Kołomojskiego obejmowała nieformalną utratę przez Kijów kontroli nad trzema obwodami kraju w zamian za wyżej wymienione formy wsparcia.

    Ale Petro Poroszenko bardzo potrzebuje wsparcia ze strony USA. A Stany Zjednoczone przy ocenie ryzyka opierają się o formalności. A teraz, z ich punktu widzenia, prezydent Poroszenko nie jest jedynym ośrodkiem władzy. Jest jeszcze inny, prawie równoważny z nim pod względem siły i kilka słabszych. I niech w takim razie wykaże, że to on stanowi władzę.

    W tych okolicznościach Poroszenko nie miał wyboru. Został zmuszony do zaatakowania Kołomojskiego jako pierwszy. I to w jego jedyne skuteczne i przy tym bolesne miejsce — w aktywa finansowe. Nic bardziej nie obchodzi Kołomojskiego, on widzi, to co się dzieje na Ukrainie, jako swojego rodzaju walki gladiatorów, w których bierze udział kilka jego zespołów.

    On wydaje do 10 milionów dolarów miesięcznie na utrzymanie batalionów terytorialnych. W sumie w Dniepropietrowsku wyposażył on sześć batalionów (tę liczbę Kołomojski osobiście podał jako wymóg ze strony Poroszenki), a finansowo wspiera jeszcze dziesięć batalionów w ramach Ministerstwa Obrony i Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.

    Dymisja Kołomojskiego nie oznacza zwycięstwa nad nim. Teraz trzeba usunąć ze stanowisk wszystkich jego ludzi (a są ich dziesiątki), wysłać nowych gubernatorów do Dniepropietrowska, Zaporoża i Odessy i rozbroić lokalne bataliony.

    Powodzenia takiego przedsięwzięcia nikt nie może zagwarantować. Najwyraźniej dlatego presja na Kołomojskiego obecnie rozwija się w kierunku finansów: do Rady wpłynął projekt ustawy o nacjonalizacji kontrolowanego przez niego PrivatBanku. Zagrożenie jest dość istotne, ale Kołomojski może stać się bezwzględny. On to wszystko już przechodził — coś podobnego próbował z nim zrobić Janukowycz. Wtedy Kołomojski wywiózł do Londynu wszystkich najlepszych menedżerów PrivatBanku i stamtąd zaczął obalać hrywnę. No i gdzie teraz jest Janukowycz?

    Tak więc sytuacja zaszła w ślepy zaułek. Kołomojski w ciągu ostatnich dwóch dni dużo powiedział, co oznacza, że jest on gotowy do praktycznie każdego kompromisu z jakimikolwiek siłami. Nawet z DRL i ŁRL. Ale byłoby niepraktycznie wierzyć temu. Tak, Kołomojski jest teraz głównym wewnętrznym zagrożeniem dla reżimu Poroszenki, ale on i prezydent są podobni i zawsze jest możliwość, że się dogadają.

    Są oni w stanie dogadać się w swoim kręgu, jeśli nie ma jakiejś zewnętrznej siły, która popychałaby tych ludzi do słów i czynów, po których trudno jest się zatrzymać lub dać krok do tyłu. Teraz istnieje taka siła — są to „nasi zachodni partnerzy”, którzy popychają prezydenta Poroszenkę do oczyszczenia politycznego pola na Ukrainie. Jednak istnieje pewna logika w tym, co się tam dzieje: samo istnienie „państwa Kołomojskiego” na jednej trzeciej terytorium Ukrainy jest nonsensem znanym tylko z wojen domowych w Afryce Środkowej. A z tym prędzej czy później trzeba było coś zrobić.

    Zobacz również:

    Analityk: zablokowanie rachunków Poroszenki świadczy o walce oligarchów
    Kołomojski: podmiotowość ŁRL i DRL jest rzeczą realną
    Tagi:
    Igor Kołomojski, Petro Poroszenko, Ukraina
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz