02:47 23 Listopad 2017
Warszawa+ 4°C
Moskwa-2°C
Na żywo
    Akcja protestacyjna w Kiszyniowie

    Mołdawskie władze odrzuciły warunki akcji protestacyjnej

    © Sputnik. Ruslan Szałapuda
    Polityka
    Krótki link
    6365142

    Rządząca w Kiszyniowie koalicja jest słaba, skorumpowana i zdyskredytowana, lecz będzie rządzić dalej. Ponieważ jest jedynym punktem zaczepienia UE w tym kraju. Ruch „DA" to również UE, lecz dopóki nie umocni swoich pozycji, Bruksela raczej nie dopuści do przedterminowych wyborów.

    Wygląda na to, że mołdawskie władze po opanowaniu „szoku pierwszego dnia" zaczynają dochodzić do siebie. Są na tyle ośmielone, że znów występują z pozycji siły. Oznajmiły, że mimo żądań opozycji prezydent pozostanie na stanowisku. Natomiast buntujący z ich platformą Godności i Prawdy powinni odejść. Tak gdyby to polecenie coś dla nich znaczyło. Jak by nie było, na 13 września MSW nagle zaplanowało własne wydarzenie na placu centralnym. Jakie mianowicie — nie podano. Wydaje się, że w każdym razie to nie jest rozpędzenie. 

    Aczkolwiek w innej sytuacji można byłoby założyć taki rozwój wydarzeń. Skoro reżim, który dosłownie każdy publiczny krok omawia z Brukselą, postanowił zlekceważyć akcję protestacyjną, logiczne jest, że pozwolono mu na zdecydowane zrobienie tego. Być może w ten właśnie sposób powinni myśleć mieszkańcy namiotów i pokojowo się rozejść. Nie na próżno władze zareagowały na bunt z opóźnieniem. Jak gdyby zrobiły przerwę na rozwiązanie. Jednak nawet jeśli je znalazły, to tylko na samodzielne uregulowanie konfliktu ze społeczeństwem. Jednak bez fanatyzmu. W ukraińskim sensie tego słowa. 

    Dodajmy, że z powodu Ukrainy UE nie ma obecnie głowy do Mołdawii. Nie może obecnie sobie pozwolić na całkowite zaangażowanie w jej sprawy wewnętrzne. Pomimo że również na Zachodzie republika jest nazywana „okupowanym państwem". Czyli ci, dla kogo je okupowano również nie cieszą się z tego, w co się zamieniło. Jednak z Brukseli obecna konfrontacja wygląda bardzo sympatyczne i demokratycznie, w formie „lepsze jest wrogiem dobrego". 

    Co się tyczy przedterminowej kampanii wyborczej, to UE z nią na pewno by się nie spieszyła. Koalicja Rządząca została prawie zdyskredytowana. Jest jednak jedynym punktem zaczepienia UE w tym kraju. Ruch „DA" to również UE. Jednak dopóki nie zamienił się w coś przypominającego partię, Bruksela i Waszyngton raczej nie dopuszczą do przedterminowych wyborów. Tym bardziej, że górne miejsca w rankingu mają partie, które w ogóle nie potrzebują tej opcji. Chcą kroczyć inną drogą. 

    Właściwie mówiąc, w tym właśnie celu była potrzebna to historyczne masowe wydarzenie na Placu Wielkiego Zgromadzenia Narodowego w Kiszyniowie. Aczkolwiek nie wszyscy ze 100 tysięcy przyszli pod tymi sztandarami. Okazuje się jednak, że proeuropejskie siły wystąpiły przeciwko proeuropejskiemu rządowi. Brzmi jak tautologia. Natomiast taka konfrontacja jest niczym lustrem mołdawskiej eurointegracji. Jeśli ma odbicie, to znaczy, że jeszcze żyje. Dlatego powiadają, że Mołdawia nie jest podobna do samej siebie. Nawet w tym przypomina Ukrainę. Różnica polega tylko na tym, że iluzja euroodnowy będzie mniej krwawa. 

    Zobacz również:

    Rada Europy: Mołdawia - nowy punkt zapalny w Europie
    Prezydent Mołdawii odmówił podania się do dymisji na żądanie protestujących
    Czy w Mołdawii kiełkuje kolejna „kolorowa rewolucja"?
    Tagi:
    akcja protestacyjna, Unia Europejska, Mołdawia
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz