17:58 23 Listopad 2020
Polityka
Krótki link
6784
Subskrybuj nas na

Amerykański przywódca Barack Obama wygłosił tradycyjne i ostatnie na stanowisku prezydenta USA orędzie „O sytuacji w państwie".

Na początku Obama pokrótce nazwał kilka najważniejszych problemów, nad których rozwiązaniem amerykańskie władze powinny pracować w najbliższej przyszłości „niezależnie od tego, kto będzie kolejnym prezydentem i kto będzie kontrolował Kongres". Według słów Obamy, jednocześnie świat rozwiązuje trudne problemy międzynarodowe z USA, a nie z Chinami czy z Rosją. Oznajmił, że USA pozostają liderem na świecie, lecz nie będą „światowym policjantem". 

Docent Wydziału Polityki Międzynarodowej MGU im. Łomonosowa Aleksiej Fienenko skomentował niektóre przesłania, które pojawiły się w przemówieniu amerykańskiego prezydenta. 

„Pierwsze: wyobrażenie o swojej wyjątkowości i potędze to część światopoglądu narodu amerykańskiego od końca XVIII wieku. Żaden amerykański prezydent nie może tego uniknąć. Od samego początku Amerykanie uważali, że są wyjątkowym narodem: jesteśmy „miastem na wzgórzu", jesteśmy przyszłością całej ludzkości, powinniśmy dawać dobry przykład i pouczać pozostały świat. Tak wygląda amerykański mesjanizm. Jeśli któryś z amerykańskich przywódców nie odwoła się do niego, zostanie potraktowany jako dziwny prezydent, niewłaściwy. U amerykańskiej publiczności od razu pojawia się wątpliwość — czy nie zdradza amerykańskich interesów, czy nie uważa nas za takich samych jak wszyscy inni? Czyli w tym przypadku Obama przestrzega tradycji" — powiedział Aleksiej Fienenko. 

Według niego, słowa Obamy o zachowaniu światowego przywództwa USA pod wieloma względami podyktowane są przyszłymi wyborami prezydenckimi.

„Druga rzecz: Obama odchodzi i chce udowodnić, że jego prezydentura była dobra, chce pokazać, jak wiele zrobił w porównaniu do swoich poprzedników, że należy go odbierać pozytywnie. Wreszcie trzecie: Obama chce zamaskować pewne swoje porażki i „przerzucić mostek" do przyszłego kandydata z ramienia Partii Demokratycznej — Republikanie, proszę, nie bijcie nas mocno, nasza polityka była bardzo dobra" — konkluduje politolog. 

W swoim przemówieniu Obama kilkakrotnie wspomniał Rosję, w tym w kontekście sytuacji w Syrii i na Ukrainie. Według niego, rosyjska gospodarka „spada", lecz jednocześnie Rosja „traci zasoby na wsparcie Ukrainy i Syrii — państw-klientów, które na ich (Rosji — red.) oczach wyślizgują się z orbity wpływów".

Aleksiej Fienenko przypomniał, że wcześniej przywódca USA oświadczał, że rosyjska gospodarka „została rozdarta na strzępy". Jest to już swojego rodzaju mantra. „Kiedy to słyszę, dziwię się, że w ogóle jeszcze żyjemy. Przypomina mi to sytuację, gdy mówi się, że chory powinien umrzeć, a on wciąż żyje" — powiedział politolog. 

W swoim orędziu prezydent USA zaproponował także Kongresowi zezwolić na użycie siły zbrojnej przeciwko zakazanemu w Rosji ugrupowaniu terrorystycznemu Daesh (Państwo Islamskie.) Aleksiej Fienenko uważa, że jest to niczym innym tylko retoryką.

„Obecnie Amerykanie nie mogą zdecydować się na zakrojoną na dużą skalę operację lądową. Nie tylko pod względem moralnych ograniczeń, ale również stricte technicznych. Potrzeba na to czasu, czyli nawet jeśli zaczną teraz, będzie to w maju-czerwcu, kiedy ruszą bezpośrednie przygotowania do wyborów prezydenckich. Przed upływem kadencji Obama raczej nie zdecyduje się na niekontrolowaną eskalację z prawdopodobnymi dużymi stratami wojskowymi" — powiedział na zakończenie politolog. 

Zobacz również:

Obama: Ukraina i Syria - państwa-klienci Rosji?
Trump: Hillary Clinton i Barack Obama stworzyli Państwo Islamskie
Washington Examiner: Obama wykazuje "nieuprawniony optymizm" w walce z Daesh
Tagi:
Barack Obama, Rosja, USA
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz