Polityka
Krótki link
14712
Subskrybuj nas na

Dyrektor Departamentu Współpracy Ogólnoeuropejskiej MSZ Rosji Andriej Kielin w wywiadzie dla agencji RIA Novosti mówi o pozbyciu się złudzeń, zniesieniu sankcji wobec Rosji oraz spotkaniu Rady Rosja-NATO.

Dyplomacja w roku 2000 i 2016 — jakie są główne różnice?

W 2000 roku pracowałem w siedzibie NATO. Oczywiście, to co próbowaliśmy zrobić wówczas w stosunkach z NATO było idealistyczne. Mieliśmy nadzieję na stworzenie równoprawnych stosunków z Zachodem, w tym z NATO, że uda się zbudować jednakowy dla wszystkich system bezpieczeństwa europejskiego, co nam nie wyszło. 

W 2016 roku jesteśmy bardziej realistyczni, nauczyliśmy się lepiej bronić interesów kraju, dobrze rozumieć. Prawdopodobnie staliśmy się poważniejsi, agresywniejsi, w pewnym sensie bardziej profesjonalni, bardziej pewni siebie. Bardziej opieramy się na rzeczywistości, na nastrojach społecznych, na tym, czym żyją ludzie. Oczywiście, pozbyliśmy się idealistycznych poglądów i wyobrażeń. 

Jak duże jest prawdopodobieństwo zniesienia sankcji UE wobec Rosji w najbliższej perspektywie?

Nie ma sensu gdybać. Gdyby grafik omawiany w „normandzkim formacie" w październiku w Paryżu rzeczywiście był przestrzegany przez kijowskich partnerów, moglibyśmy wówczas mówić o tym, że do lata warunki uregulowania politycznego z Ukrainą zostaną spełnione. Kijów wyjaśnił, że rozstrzygnięcie kluczowej kwestii, czyli poprawek do konstytucji, jest przesuwane i nie wiadomo, kiedy to się stanie, ciągnie to za sobą łańcuch pozostałych niezrealizowanych założeń dotyczących uregulowania politycznego. 

Dlatego UE, która przyjęła te sankcje, obecnie znajduje się w bardzo dziwnej sytuacji: Kijów nie chce wykonywać tych postanowień, a sankcje wobec Rosji powinny nadal obowiązywać. Z taką sytuacją trudno jest się zgodzić nie tylko nam, ale również Europie. 

Poza tym byłoby zupełnie niesłuszne wybaczanie Kijowowi niewywiązanie się z tych obowiązków. Jeśli warunki nie zostaną spełnione, uregulowanie będzie kruche, nie potrwa długo, będziemy mieli po prostu zamrożony konflikt ze wszystkimi wynikającymi z tego konsekwencjami. Trzeba, aby nasi partnerzy zdawali sobie sprawę z tego, kto ponosi odpowiedzialność oraz wyciągali wnioski odnośnie sankcji. 

Czyli w tym roku sankcje najprawdopodobniej nie zostaną zniesione?

Na każdych konsultacjach Europejczycy mówią, że tak, trzeba, lecz sami zapędzili się w ten paradygmat, z którego teraz bardzo trudno będzie się wydostać. Jednak wydostawać się będą musieli oni, a nie my, ponieważ nie my to wprowadziliśmy. Nie byłbym zbyt optymistyczny. 

Wcześniej w Brukseli padały oświadczenia, że Rada Rosja-NATO będzie mogła wznowić pracę na szczeblu ambasadorów. Jak obecnie wygląda sytuacja w tej kwestii?

Rzeczywiście otrzymaliśmy informację, że chęć zwołania Rady Rosja-NATO istnieje. Bardzo uważnie rozpatrujemy tę prośbę. Będziemy mówić o tym, jak ją spełnić, jak sformułować wspólną agendę. 

Czy Moskwa będzie dalej powiększać potencjał defensywny w odpowiedzi na analogiczne działania sojuszu?

Tutaj też istnieje różnica między tym, co było w latach 2000, kiedy biernie obserwowaliśmy to, co się dzieje przy naszej granicy a tym, co jest teraz. Pierwszy kryzys pojawił się nie teraz, z Ukrainą, lecz wybuchł w związku z próbami rozszerzenia się NATO na Gruzję. Kryzys przeżyjemy. 

Czyli nasze działania będą symetryczne?

Symetryczne kroki w tej sytuacji są mało prawdopodobne, biorąc pod uwagę ogromne pieniądze, które obecnie inwestują w to amerykańscy partnerzy. Symetryczna odpowiedź absolutnie nie jest potrzebna, jestem co do tego przekonany. Rekompensujące działania do podtrzymania wojskowo-strategicznej równowagi są i będą podejmowane. 

Premier Turcji Ahmet Davutoğlu wcześniej zlecił tureckiemu MSZ, aby zwróciło się do Rosji o złożenie wyjaśnień sekretarzowi generalnemu NATO w związku z rzekomym incydentem z rosyjskim Su-34. Jak Moskwa ocenia takie zachowanie Ankary?

Dziwią mnie doniesienia, które kierują nas do sojuszu, ponieważ pojęcie przestrzeni powietrznej NATO nie istnieje. Istnieje suwerenna przestrzeń każdego poszczególnego państwa. Jesienią tureccy przedstawiciele mówili, że nie jest to kwestia NATO, lecz kwestia wyjątkowo dwustronna i nawet jeśli taki incydent ma miejsce, należy rozwiązywać problem w ramach stosunków dwustronnych. 

Jeśli Turcy uważają, że miało miejsce naruszenie przestrzeni powietrznej, oznacza to, że powinni udostępnić nam informację. O ile wiem, żadnej informacji nie podano. 

Czyli NATO nie ma prawa do ingerencji w obecną sytuację?

Nie widzę żadnych podstaw, aby tej roli podejmowało się NATO. 

Turcja od tego roku stała się głównym płatnikiem Rady Europy i zaczęła dość aktywnie narzucać Strasburgowi swoją agendę. Czy strona rosyjska nie obawia się odsunięcia od spraw, gdy postanowi wrócić do PACE?

Nie boimy się Turcji. 

Zobacz również:

MSZ Rosji: NATO przymyka oczy na naruszania przez Turcję suwerenności Syrii
Moskwa nie widzi podstaw do uregulowania przez NATO sytuacji z Su-34
Politolog: sojusz nieprzypadkowo chce zwołać Radę Rosja-NATO
Tagi:
MSZ, NATO, Unia Europejska, Rosja
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz