00:28 18 Grudzień 2017
Warszawa0°C
Moskwa+ 1°C
Na żywo
    Nadieżda Sawczenko

    Sawczenko: „bojownik o prawa człowieka" czy przestępczyni?

    © Sputnik. Ilja Pitalev
    Polityka
    Krótki link
    22761

    Ukraińska pilotka Nadieżda Sawczenko, czekająca na wyrok rosyjskiego sądu, została laureatką prestiżowej polskiej nagrody Orzeł im. Jana Karskiego.

    Sawczenko została wyróżniona tą nagrodą za „hart ducha w walce o ludzką godność i dumę". Tak więc, kim jest Nadieżdza Sawczenko — bohaterką, ukraińską Joanną D'Arc czy zabójczynią wolontariuszką z batalionu nazistowskiego Ajdar?

    W ostatnim czasie Sawczenko jest jednym z najpopularniejszych tematów nie tylko w rosyjskich i ukraińskich mediach, ale również na Zachodzie. Jednak ta, z której obecnie jest lepiona niemal że ukraińska Joanna D'Arc, do tej roli zupełnie nie pasuje. Wystarczy poprzyglądać się jej zachowaniu w sądzie — zachowuje się nie jako bohaterka cierpiąca za prawdę, lecz jak wszyscy inni przedstawiciele majdanowego braterstwa. Ukraina potrzebuje Sawczenko w więzieniu w charakterze żywego symbolu, a dokładnie umierającą z „tortur" moskali — pisze szef Centrum Badań Geopolitycznych Dmitrij Rodionow. 

    Zresztą, biografia Sawczenko również nie zawiera bohaterskich szczegółów, wręcz odwrotnie — ujawnia brak jakichkolwiek zdolności. 

    Nadia marzyła, aby zostać pilotem od dziecka. Dążąc do spełnienia swojego marzenia, wykorzystywała każdą okazję, aby znaleźć się w środowisku wojskowym, trafiła do Iraku, lecz jej talenty w sztuce wojskowej pozostawiały wiele do życzenia. W rezultacie dostała się jednak do Uniwersytetu Sił Powietrznych w Charkowie (nie sama, tylko dzięki protekcji ministra obrony), skąd była dwukrotnie wyrzucana za „niegodność do lotów w charakterze pilota". Koniec końców osiągnęła cel — została co prawda nie pilotką (co nie przeszkadza ukraińskiej prasie w nazywaniu jej właśnie w tej sposób), lecz szturmanem i to nie samolotu bombowego Su-24, którym marzyła latać, lecz śmigłowca Mi-24. 

    Sawczenko trafiła na wojnę nie jako pilotka, tylko wolontariuszka batalionu nazistowskiego Ajdar. Zresztą „świetnie to ją charakteryzuje". Ajdar był wielokrotnie oskarżany o zbrodnie wojskowe przez różne międzynarodowe organizacje, którym nie da się zarzucić prorosyjskiego nastawienia — od OBWE po Amnesty International.

    Nadia w charakterze ochotnika udała się na wojnę w składzie batalionu pacyfikacyjnego — jest zbrodniarzem wojskowym z definicji. Chodzi jednak o to, że przestępców w tamtej wojnie było i nadal jest wielu. Natomiast Sawczenko jest jedna. W pewnym sensie „miała szczęście", że ikonę zrobiono właśnie z niej. 

    Siedziba MSZ Rosji w Moskwie
    © Sputnik. Natalia Seliverstova
    Obecnie Sawczenko jest nie tylko kartą przetargową, ale również kolejnym narzędziem presji na Rosję — pisze Dmitrij Rodionow. Uwolnienie Sawczenko oznaczałoby, że pozostanie ikoną antyrosyjskiej histerii przez co najmniej jeszcze jakiś czas. Na szczęście, krótki, przecież w ogóle nie nadaje się na polityka. Aczkolwiek w ukraińskiej Radzie takich nienadających się jest więcej niż gdziekolwiek na świecie. Przez pewien czas wszyscy będą się z nią obnosić, ale potem po prostu zostanie zapomniana. Tak więc wydanie Sawczenko dla ukraińskich władz w pewnym sensie byłoby niekorzystne, jest im bardziej potrzebna jako żywy symbol. 

    Wydanie Sawczenko jednoznacznie zostanie odebrane jako porażka Rosji, jej wycofanie się w obliczu zagrożenia wprowadzenia kolejnych sankcji. A propos sankcji. Nie na próżno się mówi, że teraz sankcje są na zawsze. Amerykanie mają przed sobą zadanie, polegające na niedopuszczeniu do zbliżenia Rosji i Europy i nawiązaniu partnerstwa transatlantyckiego jako jedynej możliwej opcji za wszelką cenę. A więc wszystkie powody będą dobre: gdyby Sawczenko zmarła w rosyjskim więzieniu, sankcje można byłoby wprowadzić na zawsze. 

    To, że sankcje będą obowiązywać jeśli nie zawsze, to na pewno przez długi czas, jest oczywiste od dawna. Nawet jeśli Rosja własnymi rękoma pomoże Kijowowi w okupowaniu Donbasu i odda Krym a także wyda USA Snowdena, mimo wszystko znajdzie się powód. Dlatego wyjście na spotkanie Zachodowi w tej kwestii byłoby nie tylko głupotą, ale również przestępstwem. Tym bardziej, że USA nie zamierzają wypuszczać rosyjskich więźniów: Wiktora Buta i Konstantina Jaroszenkę, których ręce w odróżnieniu od Sawczenko nie są ubrudzone krwią. 

    Można jedynie współczuć tym, którzy piszą smutne posty na portalach społecznościowych o tym, jak Nadieżda jest „torturowana" w areszcie i powoli zabijana. Wszystkim tym, którzy „lepią" z niej bohaterkę, nie zamieniając ani słowa o żałobie matek Donbasu, zabitych dzieciach i zniszczonych miastach. Tylko mantra o spłaceniu przez Sawczenko długu wojskowego (dodajmy, że w Donbasie pilotka znajdowała się nie w charakterze żołnierza Sił Zbrojnych Ukrainy, tylko ochotniczki oddziału z nie najczystszą w tej wojnie reputacją).

    Wielu z tych, którzy obecnie bronią Sawczenko, gdyby znalazło się w Donbasie gwałtownie zmieniłoby swój stosunek do niej i zażądałoby dla niej wyroku śmierci. Autor tego tekstu jedynie trzykrotnie znajdował się pod ostrzałem w Donbasie, spłacając dług zawodowy. To niewiele dla takiej wojny, ale za każdym razem są to wrażenia na całe życie. Przy czym, po raz ostatni do ostrzału doszło właśnie dzięki nieznanemu naprowadzającemu ogień. 

    Zobacz również:

    Ukraina razem z USA i UE przygotowuje „listę Sawczenko"
    Petycje ws. Sawczenko: Pokojowa Nagroda Nobla czy Prokuratura Generalna
    Wprowadzenie sankcji „w sprawie Sawczenko" zniszczy system stosunków międzynarodowych
    Tagi:
    Nadieżda Sawczenko, USA, Rosja, Ukraina
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz