Widgets Magazine
23:00 20 Wrzesień 2019
Monachijska Konferencja Bezpieczeństwa

Nerwowe Monachium

© Sputnik . Grigoriy Sisoev
Polityka
Krótki link
4252
Subskrybuj nas na

„Wewnątrz Unii Europejskiej istnieją dwa rodzaje krajów członkowskich - małe kraje członkowskie oraz te, które jeszcze nie uświadomiły sobie, że są małymi krajami członkowskimi".

To wypowiedź wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej Fransa Timmermansa, która najbardziej pasuje jako podsumowanie nastrojów panujących na dorocznej konferencji bezpieczeństwa w Monachium. W ten sposób przewodniczący rady do spraw polityki zagranicznej i obronnej Fiodor Łukjanow na łamach dziennika „Rossijskaja gazieta" skomentował trzydniowe forum międzynarodowe.

Zdaniem autora publikacji urzędnik z Brukseli miał na myśli, że najwyższa pora na uświadomienie sobie przez państwa europejskie obecnych realiów, że należy zewrzeć szeregi w celu zwiększenia swego znaczenia międzynarodowego. Jednakże to, czym zaobfitowały trzy dni dyskusji, stanowi dowód głębokich wahań i zamieszania wewnątrz wspólnoty atlantyckiej.

Co właściwie rzuca się w oczy? Kłótnie, które wywiązywały się za każdym razem między europejskimi uczestnikami, chociaż wszyscy starali się zaakcentować, że jedność Europy jest ważniejsza od wszystkich rozdźwięków, nie sposób jednak ukryć efektu, jaki wywołał Brexit.

Wojciech Jaruzelski
© Sputnik / Leonid Swiridow
Rozpoczęła się trochę tylko zawoalowana dyskusja o tym, czy przynależność do procesu integracji europejskiej jest nieodzownym warunkiem sukcesu dla kraju europejskiego. Do niedawna założenie to było traktowane jako aksjomat. Ekstrawagancki szef MSZ Wielkiej Brytanii Boris Johnson irytuje większość nastawionych integracyjnie przedstawicieli wyższych sfer Starego Świata. Jednak stanowisko brytyjskie ma także swych zwolenników, na przykład polski minister spraw zagranicznych wystąpił zdecydowanie w obronie suwerenności państw unijnych, przeciwko ingerencji w ich sprawy wewnętrzne. Gdy poruszano kwestię bezpieczeństwa, niezwłocznie wspominano Wielką Brytanię w charakterze zarówno ogniwa o kluczowym znaczeniu w całym łańcuchu transatlantyckim, jak też państwa tradycyjnie dysponującego potencjałem militarnym i umiejętnością jego stosowania w praktyce — twierdzi autor publikacji.

Jego zdaniem myślą przewodnią w dyskusji transatlantyckiej podczas konferencji był temat NATO, a głównymi postaciami stali się przedstawiciele nowej administracji amerykańskiej — wiceprezydent Michael Pence, minister obrony James Mattis i minister bezpieczeństwa narodowego John Kelly. Wszyscy trzej podkreślali niezachwiany charakter relacji Stanów Zjednoczonych i Europy, konieczność obrony wolności i wartości Zachodu. Przy tym wszyscy mówili krótko i nader oględnie, pierwsi dwaj w ogóle powstrzymali się przed udzieleniem odpowiedzi na jakiekolwiek pytania. Pozostały więc wątpliwości co do tego, w jakiej mierze przemówienia wiceprezydenta i ministra odzwierciedlały autentyczne stanowisko szefa Białego Domu.

Myśl przewodnia była jedna — chodziło o sprawiedliwy podział ciężaru, czyli — innymi słowy — wydatków na obronę. Wszyscy amerykańscy mówcy, bez wyjątku, sugerowali Europejczykom konieczność wzięcia na siebie większych wydatków na utrzymywanie Sojuszu Północnoatlantyckiego. W tej kwestii Trump i Obama, Demokraci i Republikanie, są w pełni zgodni ze sobą. Tak samo jak Europejczycy, jednak opór także był widoczny. Podstawowa linia argumentacji ze strony polityków niemieckich, francuskich i włoskich polegała na tym, że o bezpieczeństwie decydują nie tylko wydatki na cele militarne. Unia Europejska wnosi istotny wkład w utrzymywanie stabilności za pomocą innych środków. Na razie finał tej dyskusji nie jest widoczny, gdyż podstawowe cele działalności NATO, mimo licznych zapewnień co do wagi sojuszu, bynajmniej nie wyklarowały się.

„Temat rosyjski był mniej widoczny niż dawniej i dwa lata temu — pisze dalej Fiodor Łukjanow. — Zachód pogrążony jest w swych problemach wewnętrznych, zbity z tropu z powodu zmian w swych społeczeństwach, i nawet Rosja jest wspominana w pierwszej kolejności na tym tle. Panika w związku z rzekomą ingerencją rosyjskich władz w wybory na Zachodzie — teraz okazuje się bowiem, że żadne głosowanie nie przebiega bez ingerencji złowrogiej rosyjskiej ręki — uzyskała charakter autentycznie masowy. Koktajl składający się z hakerów, trolli, kanału RT, tak zwanych faked news — co jest nową, modną nazwą dla dezinformacji — jest serwowany jako dowód rosyjskiej potęgi, a jednocześnie totalnej słabości bezbronnych społeczeństw zachodnich. Jako dodatek do innych przejawów rozterki powoduje również to zadziwiające poczucie niepewności siebie ze strony Zachodu, co wyraźnie mija się z tym, co przez wiele lat panowało podczas obrad podobnych zgromadzeń.

Paradoks polega na tym, że ogólny nurt dyskusji nie zmienił się, padają dawne sformułowania i hasła, jednak nie stanowi to organicznego ujęcia treści, lecz odwrotnie — jest próbą zamaskowania rozterek i braku zrozumienia tego, co będzie dalej.

W 2007 roku główną postacią konferencji w Monachium był prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin, o czym przypomniał w swym przemówieniu minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow. Minioną dekadę można oceniać różnie, ale jedna sprawa jest oczywista — nadeszła nowa epoka. Czy wydarzenia potoczyłyby się w innym kierunku, gdyby wypowiedź rosyjskiego prezydenta potraktowano wówczas z większą uwagą, nie traktując tego jako swoistego nawrotu «zimnej wojny»? Nie dowiemy się tego nigdy. Natomiast wiemy teraz, że historia nie zatrzymuje się w swym biegu, a po jednym etapie następuje inny" — konkluduje Fiodor Łukjanow.

Zobacz również:

„Warszawy nie widać z kremlowskiego gabinetu Putina"
Krym zaproponował Ukrainie wydzierżawienie Księżyca
Pertraktacje w Astanie przyczyniają się do deeskalacji konfliktu w Syrii
Tagi:
NATO, Frans Timmermans, Władimir Putin, Boris Johnson, Fiodor Łukjanow, Monachium, USA, Rosja, Unia Europejska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz