22:55 20 Luty 2020
Polityka
Krótki link
5811
Subskrybuj nas na

Nader pouczająca jest historia związana ze zmianą kierownictwa Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. Wykazuje bowiem, że wszystko ma swoje granice - nawet rusofobia w organizacjach europejskich.

Kanclerz Niemiec Angela Merkel, Prezydent Ukrainy Piotr Poroszenko, Prezydent Rosji Władimir Putin
© AFP 2019 / POOL / REGIS DEVIGNAU
Eksperci sugerują, że wybranie na stanowisko tymczasowego przewodniczącego Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy Cypryjki Stelli Kiriakidis znacznie zwiększyło szanse na pojednanie zgromadzenia parlamentarnego z Rosją.

Hiszpan Pedro Agramunt, który zajmował przed tym stanowisko przewodniczącego Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, odszedł ze stanowiska, rzec można, w trybie przymusowo-dobrowolnym. Część delegatów do zgromadzenia ostro go skrytykowała za wizytę złożoną w Syrii wraz z rosyjskimi parlamentarzystami i za spotkanie z Baszarem Asadem. W ogóle był uważany za działacza prorosyjskiego. W rzeczywistości Agramunt jedynie opowiadał się za poszukiwaniem kompromisowych rozwiązań w relacjach z Rosją.

Stella Kiriakidis na podstawie wyników głosowania z olbrzymią przewagą głosów wygrała z Litwinem Emanuelisem Zingerisem. Co do jej rywala, to swoją kampanię przedwyborczą zorganizował na gruncie walki z domniemanym zagrożeniem rosyjskim. Okazało się jednak, że antyrosyjska część Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy nie jest tak jednorodna.

Jak wiadomo, obecnie Rosja nie uczestniczy w posiedzeniach, gdyż pozbawiono ją prawa do głosu w organizacji ze względu na sytuację z Krymem. Rosyjscy parlamentarzyści powiedzieli, że powrócą do składu Zgromadzenia dopiero po zniesieniu „dyskryminacyjnych norm". Szef rosyjskiej delegacji w Zgromadzeniu, szef komitetu Dumy Państwowej Federacji Rosyjskiej do spraw międzynarodowych Leonid Słucki oświadczył, że Rosjanie wznowią swój udział w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy jedynie w przypadku wprowadzenia poprawek do statutu organizacji, polegających na skreśleniu z jego tekstu możliwości pozbawienia delegacji prawa głosu.

Najważniejsze jest jednak to, że Moskwa odmówiła płacenia składek do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. Urzędnicy organizacji twierdzą, że zadaje to poważne szkody jej działalności. Gdyż, według sprawozdawcy Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy do spraw działalności biura Iana Grangera, chodzi o „bardzo dużą kwotę". Sekretarz Generalny Rady Europy Thorbjørn Jagland powiedział, że wskutek decyzji Moskwy, która nie chce płacić, „musimy dokonać restrukturyzacji organizacji i dokonać cięć w liczebności personelu o 10 procent".

Ciekawa była reakcja ze strony ukraińskiej delegacji. Nazwała ona postawę Rosji szantażem i oświadczyła, że „Rosjanie bezwzględnie muszą płacić". Za co właściwie? Za to, by ukraińscy delegaci mogli wygłaszać z trybuny Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy swoje bzdury, a Rosja nie miała przy tym żadnego prawa głosu?

Zresztą, od samego początku było jasne, że Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy nie da sobie rady bez Rosji. Przecież aktualnie jest to praktycznie jedyna europejska organizacja umożliwiająca kontakty rosyjskich delegatów z kolegami.

Stela Kiriakidis będzie pełnić obowiązki tymczasowego przewodniczącego Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy do stycznia. Po tym Rada Europy ma powrócić do omawiania kwestii wyborów szefa Zgromadzenia. Wielu ekspertów jest zdania, że nowy przewodniczący będzie centrystowski i nie pozwoli wodzić się na smyczy antyrosyjskiej propagandy.

Zobacz również:

Prezydenci USA już nie raz użyli „czerwonego przycisku”
Sensacje Macierewicza nie potwierdziły się
Rosyjska ambasada o przyjęciu w Kanadzie „ustawy Magnickiego"
Tagi:
PACE, Unia Europejska, Rosja
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz