12:01 19 Lipiec 2018
Na żywo
    prezydent Rosji Władimir Putin podczas podsumowującej debaty posiedzenia klubu „Wałdaj

    „Rosja chce rozwiązać konflikt koreański, a USA chcą go użyć do rozpalenia świata”

    © Sputnik . Grigoriy Sisoev
    Polityka
    Krótki link
    Leonid Sigan
    5432

    Niedawne wystąpienie Władimira Putina na sesji Klubu Wałdajskiego w Soczi mówi bardzo wyraźnie o drogach do uspokojenia sytuacji międzynarodowej.

    Rozmowa korespondenta radia Sputnik Leonida Sigana z politologiem i niezależnym publicystą Konradem Rękasem.

     — Nie wątpię, że przemówienie prezydenta Władimira Putina na posiedzeniu dyskusyjnego Klubu Wałdajskiego jest nadal analizowane w gabinetach dyplomatów i przez obserwatorów aktualnej sytuacji na arenie międzynarodowej. Niektórzy zwrócili szczególną uwagę na to, że jak twierdzą analitycy, Putin „zaostrzył retorykę". Pan redaktor podziela ten pogląd?

     — Przede wszystkim rzucanie takich komentarzy, które rzeczywiście zdarzają się po proamerykańskiej stronie nowej żelaznej kurtyny, jest o tyle łatwe, że media zachodnioeuropejskie, a zwłaszcza polskie, czy środkowoeuropejskie, nie pofatygowały się opublikować pełnego tłumaczenia wystąpienia prezydenta Putina. Nawet bezpośrednio po jego wygłoszeniu starały się je marginalizować, w ogóle pomijać jego treść. Nic w tym dziwnego, bowiem zapewne trwają jeszcze analizy nie tyle tego, co prezydent Putin powiedział, ale tego, co jego zachodni krytycy chcieliby usłyszeć.

    Jeśli zaś sięgniemy do bezpośrednich materiałów, czy to do nagrania wystąpienia pana prezydenta, czy też do relacji, którą jako jedna z nielicznych redakcji, jeśli nie jedyna, po polsku zamieściła redakcja Sputnik Polska, widzimy bardzo wyraźnie, że to nie prezydent Putin zaostrzył ton. Wręcz przeciwnie. To jedno z najważniejszych w ostatnim czasie wystąpień o charakterze geopolitycznym czy geostrategicznym mówi bardzo wyraźnie o drogach do uspokojenia sytuacji międzynarodowej. To raczej jego krytycy robią wszystko, aby Rosję nadal stawiać w pozycji rzekomego agresora. Takie wystąpienia Władimira Putina, takie spotkania jak Klub Wałdajski, czy też wcześniejszy Festiwal Młodzieży i Studentów w Soczi bardzo psują ten wizerunek. Stąd też pewne zażenowanie propagandzistów Zachodu i próby dopisania prezydentowi Rosji kwestii i spraw miłych i właściwych środowiskom prowojennym na Zachodzie, natomiast niezgodnych ewidentnie z pokojową linią polityczną Moskwy.

     — Stosunkom ze Stanami Zjednoczonymi prezydent Putin poświęcił bodajże najwięcej miejsca w swoim przemówieniu. Jednym z jego stwierdzeń, na które komentatorzy zwrócili szczególną uwagę, były słowa, że USA uznawszy się za zwycięzcę w zimnej wojnie postanowiły przekroić świat zgodnie ze swoimi oczekiwaniami. Skutek jest taki, że jednostronny dyktat Ameryki ten świat destabilizuje.

    Władimir Putin w Muzeum narodowym w Chinach podczas szczytu BRICS
    © Sputnik . Mikhail Klementiew
     — Wystąpienie prezydenta Putina przede wszystkim było głosem bardzo odpowiedzialnego przywódcy światowego. To trzeba bardzo mocno podkreślić, że był to głos daleko wykraczający i poza obszar bezpośredni geopolityczny Federacji Rosyjskiej i zdecydowanie poza euroazjatycki kontynent. To był głos zaniepokojonego i odpowiedzialnego przywódcy światowego. Prezydent Putin wskazywał wyraźnie na dotychczasowe i potencjalne punkty zapalne, węzły geopolityczne świata, punkty zaognienia, niestety, nierozerwalnie związane z przede wszystkim polityką amerykańską, tak trafnie przez niego określoną.

    Poza dotychczasowymi punktami zapalnymi, a więc przede wszystkim Syrią i znowu odnawiającym się konfliktem libijskim, bez wątpienia nie tylko w wystąpieniu prezydenta, lecz w ogóle w dyskusjach kuluarowych Klubu Wałdajskiego bardzo wyraźne było zaniepokojenie sytuacją w Korei Północnej. I tutaj też jest wyraźna różnica między postawą polityków rosyjskich a stanowiskiem Stanów Zjednoczonych i Zachodu. O ile prezydent Putin wyraził nie tylko zaniepokojenie sytuacją w Korei, ale też przedstawił pewne możliwości dojścia do porozumienia w drodze dialogu, o tyle pozycję amerykańską cechują z jednej strony jednostronne i bardzo prowokacyjne wystąpienia prezydenta Trumpa a z drugiej strony dalsze eskalowanie konfliktu, co nieodparcie przywodzi na myśl skojarzenia z taką samą polityką amerykańską, choćby w przededniu II wojny światowej.

    Trudno oprzeć się wrażeniu, że Amerykanie bardzo by chcieli, aby oczywiście kosztem niewinnych Japończyków czy Koreańczyków z Południa udało się sprowokować konflikt na Półwyspie Koreańskim, a przecież skutki takiego konfliktu z krajem, który posiada broń jądrową, mogłyby być absolutnie nieobliczalne dla sytuacji na całym świecie. Jest to bardzo wyraźna różnica, powtórzę, między tym, że Rosja chce rozwiązać konflikt koreański, natomiast Stany Zjednoczone chcą użyć konfliktu koreańskiego do rozpalenia świata.

     — USA, Unia Europejska, a Polska też się do tego dołożyła, ponoszą winę za to, że Ukraina pogrążyła się w chaosie. Więc chyba to one powinny użyć swoich wpływów na władze w Kijowie, żeby te podjęły kroki prowadzące do normalizacji na Wschodzie kraju nie siłą oręża, a drogą negocjacji?

     — Zauważmy, że w ogóle w tym roku problemów europejskich w wystąpieniu Władimira Putina było stosunkowo niewiele i, co gorsza, również obserwatorów europejskich nie było zbyt wielu, co również ułatwiło przemilczanie wystąpienia prezydenta w mediach zachodnich i środkowoeuropejskich. To pokazuje, że mimo wszystko proces emancypacji opinii publicznej Zachodu spod wpływów amerykańskich jest zbyt wolny, jest kontrolowany, wciąż powstrzymywany przez opiniotwórcze ośrodki władzy, kultury i informacji na Zachodzie. Ukraina jest właśnie tym punktem, właściwie drugim punktem, obok polityki energetycznej, w którym interesy Rosji i Europy stykają się bardzo wyraźnie.

    Jeśli chodzi o Ukrainę, jeśli Zachód chciałby powierzyć w 100% kwestię rozwiązania kryzysu ukraińskiego Moskwie, to można domniemywać, iż Rosja niechętnie, ale byłaby w stanie to zrobić. Ale czy na pewno o to chodzi Zachodowi? Bo zwracam uwagę, że kryzys ukraiński zaczął się właśnie od tego, że Zachód, sponsorowani przez niego doradcy i najemnicy nie dopuścili do samodzielnego, wschodniego, demokratycznego wyboru dokonanego przez społeczeństwo ukraińskie i ówczesnego prezydenta Janukowycza. Od tego się wszystko zaczęło, że doszło do zachodniej ingerencji na Ukrainie, a nie od tego, że jakąkolwiek formę naruszenia suwerenności Ukrainy przeprowadziła Federacja Rosyjska. Powtórzmy raz jeszcze: za to, co się wydarzyło na Ukrainie odpowiada Zachód, za stopniowy rozpad tego państwa odpowiada Zachód, za destabilizację, kryzys ekonomiczny, falę imigracyjną z Ukrainy odpowiada Zachód. Albo naprawi to, co zepsuł, albo niech zostawi to tym, którzy umieją, a już Słowianie Wschodni — Ukraińcy z Rosjanami — sami dogadają się, jak to zrobić, jeśli tylko ktoś im z zewnątrz nie będzie przeszkadzał. Albo, albo. Trzeciej możliwości w tym przypadku, wydaje się, nie ma.

    Zobacz również:

    Rosja próbuje przekonać KRLD do rozmów
    Historyczna wizyta Szojgu w Katarze
    NATO wystraszyło się rosyjskiego „okrętu widmo"
    Tagi:
    stosunki międzynarodowe, Donald Trump, Władimir Putin, Korea Północna, USA, Rosja
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz