01:58 20 Luty 2020
Polityka
Krótki link
Autor
5534
Subskrybuj nas na

Zjednoczona Europa niebawem może odejść do lamusa.

Nad taką możliwością na poważnie zastanawia się nawet ostoja UE — Niemcy. Analitycy Bundeswehry rozpatrują scenariusz rozpadu UE. Jak zwykle punkty z tajnego raportu ekspertów już „przeciekły” do mediów. 

Eksperci Ministerstwa Obrony Niemiec starali się jednak wyglądać na optymistów. Według nich procesy odśrodkowe w UE potrwają jakieś 20 lat. Chociaż, patrząc na rozwój kryzysu w państwach europejskich, trudno podzielić ich optymistyczne nastroje. 

Raport pod tytułem „Prognoza strategiczna 2040” zawiera trzy scenariusze, jeden straszniejszy od drugiego. Pierwszy — najgorszy według analityków — w gruncie rzeczy po prostu przedstawia dalszy rozwój obecnej sytuacji. Konflikty między państwami UE i w samych państwach mnożą się, państwa występują z UE. Tłem jest niestabilność polityczna i gospodarcza w całym Starym Świecie.

„Coraz bardziej chaotyczny, rozdzierany konfliktami świat całkowicie zmienia otoczenie Niemiec i UE pod względem polityki bezpieczeństwa” — w ten sposób wyobrażają sobie autorzy raportu najgorszy scenariusz rozwoju wydarzeń.

Drugi wariant przewiduje zachowanie bloków państw. Czyli Zachód i Wschód kontynentu coraz bardziej oddalają się od siebie zarówno pod względem gospodarczym, jak i politycznym. W rezultacie Europa Wschodnia stopniowo wraca do orbity wpływów Rosji. Analitycy tłumaczą to przede wszystkim zależnością tych krajów od rosyjskich zasobów energetycznych. (Nie podano tylko, do jakiej grupy kwalifikują się same Niemcy, które ponad jedną trzecią potrzebnego jej gazu otrzymują z Rosji).

Trzeci scenariusz nawiązuje do „klęski globalizacji” i końca „europejskiej iluzji”. Według autorów tutaj już nie tylko wschód, lecz cała Europa odrzuca wpływy zza oceanu — podczas gdy Rosja i Chiny gwałtownie aktywizują politykę zagraniczną. 

Raport niemieckich geniuszy wojskowych faktycznie podsumował opinie wcześniej wyrażane przez poszczególnych dalekowzrocznych europejskich polityków. Ostrzegali, że błędy w zarządzaniu UE wcześniej czy później odbiją się na Brukseli. Przy czym problemy gospodarcze, które w tym czy innym stopniu dotknęły wszystkie państwa Starego Świata, są przeważnie związane z błędami politycznymi.

Jednym z pierwszych odczuwalnych ciosów dla zjednoczonej Europy stał się kryzys migracyjny, do którego nawiasem mówiąc przyczynili się sami, popierając w swoim czasie kolorowe rewolucje w państwach arabskich i bezpośrednio uczestnicząc w likwidacji państwa libijskiego. Stąd płyną problemy natury społecznej: okazało się, że niewielu Europejczyków ma na tyle filantropijne poglądy, by oddać zarobione ciężką pracą zasiłki „gościom”, którzy nie chcą się integrować. 

To wyjaśnia dużą liczbę eurosceptyków — przy czym nie tylko wśród zwykłych obywateli UE, ale również polityków. Partie, które Bruksela uznaje za radykalne, są atakowani tylko dlatego, że w ich wizji bezchmurna przyszłość państwa nie może się wiązać z dyktatem eurourzędników. Najświeższym przykładem jest Katalonia. 

Bruksela jest niewątpliwie wystraszona katalońskim wybrykiem — referendum i niedoszłym proklamowaniem niepodległości. Jak gdyby nie dość było im Anglików z ich Brexitem. Chodzi o istnienie UE, przecież przykład Wielkiej Brytanii zainspirował wielu. A tu jeszcze prezencik — pierwsza jaskółka europejskiego „separatyzmu”. I w wyobraźni eurourzędników już pojawia się obraz najprawdziwszego rozdrobnienia feodalnego — spragnionych dziwactw nie brakuje w każdym państwie. 

We wspomnianej Hiszpanii oprócz Katalonii od kilku dziesięcioleci mącą wodę Baskowie. A i Kastylia nie ma nic przeciwko oddzieleniu się. Flandria chce uciec z Belgii do Holendrów, a Walonia — do Francuzów. Wyspy Owcze chcą odseparować się od małej Danii. Włochy w razie „postępującego procesu” po prostu rozpadną się na wiele małych państw, które zachowają historyczne nazwy prowincji. Na czele ruchu znajduje się Piemont, Lombardia i Liguria. Od Norwegii chce oddzielić się Laponia, a od Polski — Górny Śląsk. 

Jednak „perełką” są Bałkany. Z historycznego punktu widzenia takie państwo, jak Jugosławia przestało istnieć całkiem niedawno. Nieprzyjemny, delikatnie mówiąc, posmak po jego rozpadzie ma Chorwacja, Słowenia, Macedonia, Czarnogóra, Bośnia i Hercegowina oraz Serbia. Natomiast kosowski precedens w ogóle przyprawia eurourzędników o nocne koszmary. Wiadomo, że raz po razie muszą powtarzać, że Kosowo to rzekomo „wyjątkowy przypadek”. W rzeczywistości zaś rozumieją, że w 2008 roku podłożyli sobie bombę z opóźnionym zapłonem. 

Moskwa wielokrotnie ostrzegała Brukselę przed „unikalnością” kosowskiego scenariusza. Kosowo to miejsce, w którym niedorzeczny gospodarz zapomniał grabi. I oto na nie wszedł. W rezultacie UE coraz bardziej przypomina rozpędzoną karuzelę, z której jeden po drugim zeskakują pasażerowie. Wielka Brytania zeszła całkowicie. Inni mogą mieć mniej szczęścia — w procesie rozerwie ich na kawałki. Czyżby Europa będzie musiała przerysować swoje mapy według wzorów z XVIII wieku?

Zobacz również:

Sydöstran: UE pozostaje tylko modlić się, aby Katalonia nie podzieliła losu Ukrainy
Trump: USA nie potrzebują wsparcia UE
Eurodeputowany o stanowisku UE ws. Katalonii: Podwójne standardy
UE nie może ugasić pożaru u siebie, a co dopiero na Bałkanach?
Wystarczy nam Ukraińców: Polska nie przyjmie uchodźców według programu UE
Tagi:
Brexit, Unia Europejska, Hiszpania, Niemcy
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz