14:26 26 Wrzesień 2018
Na żywo
    Rada Najwyższa Ukrainy

    Ustawa o Donbasie: zyski na wojnie

    © Sputnik . Stringer
    Polityka
    Krótki link
    Igor Silecki
    3431

    Wczoraj Rada Najwyższa w drugim czytaniu przyjęła prezydencki projekt ustawy o reintegracji Donbasu.

    Rosja w dokumencie została nazwana „agresorem", a niekontrolowane przez Kijów terytoria „okupowanymi". Tak zwana operacja antyterrorystyczna zostanie przekształcona w wojskową, dowództwo nią zostanie przekazane wojskowym, którym będą podporządkowane pozostałe resorty siłowe. Prezydent Ukrainy otrzymał prawo użycia sił zbrojnych przeciwko cywilom na całym terytorium kraju, przy czym bez formalnego ogłoszenia stanu wojennego. 

    Przyjęta przez Radę Najwyższą Ukrainy ustawa o reintegracji Donbasu przekreśla mińskie porozumienia — przyznają to wszyscy obserwatorzy. Opinie są podzielone tylko w kwestii pewnych szczegółów. Jedni podkreślają, że Poroszenko potrzebuje wojny jak powietrza — bez niej obecny ukraiński reżim upadnie w ciągu kilku dni. Inni dodają, że jednocześnie prezydent oligarch chce zarobić: próbuje przywłaszczyć sobie cały handel z niekontrolowanymi przez Kijów terytoriami. 

    Kijów szykuje się do wojny. Ustawa o reintegracji Donbasu stanowi świadectwo zamiaru ukraińskiej władzy, by rozwiązać problem drogą siłową — oznajmiło rosyjskie MSZ. Moskwa podkreśliła, że zgodnie z nową ustawą Petro Poroszenko otrzymuje nieograniczone „bliskie dyktatorskim prawa tłumienia opozycji i niezadowolenia". 

    Z takim sformułowaniem całkowicie zgadza się politolog Siergiej Markow. Dodaje, że najwyraźniej dokument został przyjęty pod dyktando USA, ponieważ jego punkty dają Waszyngtonowi pewne narzędzia nacisku na Moskwę. 

    „Ustawa jest wyraźnie sprzeczna z mińskimi porozumieniami i wskazuje na to, że reżim banderowski nie zamierza ich wykonywać. Porozumienia mińskie wymagają bezpośrednich rozmów z przedstawicielami Donbasu i szerokiej amnestii prawie dla wszystkich — natomiast nowa ustawa nazywa władze Donbasu administracją okupacyjną i grozi represjami wszystkim, komu Mińsk-2 powinien gwarantować amnestię" — napisał politolog na Facebooku. 

    Z punktu widzenia Markowa dokument jest na rękę także waszyngtońskiej administracji: Rosja została nazwana w nim krajem agresorem, dlatego Amerykanie mają teraz pewne „podstawy" do postawienia Moskwie zarzutów. 

    Moskwa wielokrotnie powtarzała, że nie jest stroną wewnętrznego konfliktu na Ukrainie i nie ma związku z wydarzeniami w Donbasie. Co więcej Rosja jest zainteresowana tym, by Ukraina pokonała kryzys polityczny i gospodarczy. Jednak zwracanie uwagi na oczywiste fakty nie jest korzystne dla Kijowa i jego zachodnich patronów: działają według własnego scenariusza, gdzie role złych i dobrych są już podzielone. Natomiast przestrzeganie porozumień zawartych z „siłami ciemności" nie jest obowiązkowe.

    Około 700 zaproponowanych poprawek do ustawy deputowani do Rady Najwyższej omawiali w ciągu trzech dni. Próby zagłębienia się w perypetie tego procesu są niebezpieczne — można postradać zmysły. Ukraińscy wybrańcy ludu odrzucili punkty o zerwaniu stosunków dyplomatycznych z Rosją i wystąpieniu z Układu o przyjaźni i współpracy, jednocześnie uznając ją za „okupanta" i „państwo agresora". Takich wzajemnie wykluczających paragrafów w dokumencie jest pod dostatkiem. Do pełni obrazu trzeba wspomnieć jeszcze o tym, że Ukraina teraz będzie kupować od agresora gaz — na podstawie decyzji Sądu Arbitrażowego w Sztokholmie. 

    Głosowanie w Radzie pokazało, że deputowani mają dobrze rozwinięty instynkt samozachowawczy. Gdyby przyjęli poprawki o zerwaniu stosunków dyplomatycznych i wystąpieniu z układu o przyjaźni, to całkowicie rozwiązałoby ręce Rosji. Wystarczy wspomnieć, że układ wyznacza wspólną granicę państw. Natomiast sumienia u deputowanych ludowych jak nie było, tak i nie ma — podsumował redaktor naczelny portalu PolitRussia Ruslan Ostaszko. 

    „Za główny dowód można uznać włączenie do ustawy punktu faktycznie znoszącego blokadę Donbasu i przekazującego kontrolę nad handlem z regionem Siłom Zbrojnym Ukrainy, czyli Poroszence. Miliony ludzi ucierpiały tylko dlatego, by Poroszenko i jego przyjaciele otrzymali kolejne koryto i przejęli kolejny potok finansowy. Jeśli popatrzymy na to, kto i jak będzie zarabiać na obecnej sytuacji, staje się oczywiste, że Poroszence i całej kijowskiej elicie politycznej zależy na tym, by konflikt w Donbasie nie skończył się nigdy" — podkreślił politolog. 

    Zobacz również:

    Politolog ws. ustawy o reintegracji Donbasu: „Krok na drodze do wojny"
    Rada zatwierdziła ustawę o reintegracji Donbasu
    Zacharczenko: Ukraina zamierza wojować
    „Nie pojedziemy do Donbasu, bo jest zła pogoda”
    „Donbas alternatywą wobec Ukrainy"
    Tagi:
    reintegracja, Petro Poroszenko, Donbas, Rosja, Ukraina
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz