Widgets Magazine
09:31 18 Sierpień 2019
Marsz w Warszawie na 100-lecie odzyskania niepodległości

Wydarzenia 2018: niepodległość, ale nie jedność

© Sputnik . Alexey Vitvitsky
Polityka
Krótki link
0 60

Rok 2018 mijał w Polsce pod znakiem 100. rocznicy odzyskania niepodległości. W kraju i za granicą zorganizowano ponad 1000 uroczystości, upamiętniających to wydarzenie.

Oficjalne obchody odbyły się na Placu Piłsudskiego w obecności premiera, ministrów, marszałków Sejmu i Senatu, posłanek i posłów oraz tysięcy widzów zgromadzonych na placu. W swym uroczystym przemówieniu prezydent Andrzej Duda odwołał się do poczucia wspólnoty i jedności, jaka powinna przyświecać narodowi.

 — Chciałbym, żebyśmy umieli zawsze być razem. Wierzę, że w każdym z nas jest miłość do ojczyzny i że pod biało-czerwonym sztandarem jest miejsce dla każdego — powiedział prezydent.

Głowa państwa stanął także na czele wspólnego Biało-Czerwonego Marszu pod hasłem "Dla Ciebie Polsko". Właściwie były to dwa marsze — miniaturowy marsz rządowy z udziałem może kilku tysięcy osób oraz właściwy „Marsz Niepodległości", w którym zgodnie z szacunkami policji uczestniczyło ćwierć miliona ludzi. Był to największy pochód w historii III Rzeczpospolitej.

Tym samym największa impreza organizowana w sposób niezależny, niepaństwowy, niezwiązany z głównymi nurtami życia politycznego w Polsce została medialnie znacjonalizowana i upaństwowiona.

 — Razem, a jednak osobno. Nie widzę możliwości, aby te dwie imprezy trwale połączyć z tego prostego powodu, że marsz, ten właściwy, ma charakter antysystemowy i opozycyjny w stosunku do elit władzy rządzącej po roku 1989. Podczas gdy ten niewielki marsz rządowy jest marszem establishmentu politycznego"- powiedział w wywiadzie dla Sputnika politolog i historyk prof. Adam Wielomski.

Poszukując analogii między przeszłością a współczesnością politolodzy dochodzą do wniosku, że polskie społeczeństwo obchodziło 100. rocznicę odzyskania niepodległości nie mniej podzielone, niż wiek temu. 2018 rok jak żaden inny obfitował w ostre dyskusje i spory, w których nie zawsze można było osiągnąć konsensus.

Zmiany w Konstytucji: inicjatywa Andrzeja Dudy spaliła na panewce

11 listopada 2018 roku miał stać się dniem głosowania Polaków w sprawie nowelizacji Konstytucji RP. Z inicjatywą przeprowadzenia referendum, które dałoby odpowiedź na pytanie, jakich zmian w ustawie zasadniczej chcą Polacy, wystąpił prezydent Andrzej Duda. То, że 25 lipca polski senat odrzucił tę propozycje, świadczy o braku zgody nawet w najwyższych sferach władzy.

Prezydent przedstawił 10 pytań, które mogłyby zostać zadane w referendum.

Między innymi, Polacy mieli odpowiedzieć, czy są za systemem prezydenckim (czyli wzmocnieniem roli prezydenta), systemem gabinetowym (wzmocnieniem pozycji Prezesa Rady Ministrów) czy też pozostawieniem obecnego systemu. Kolejne pytania dotyczyły m.in. wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych, wieku emerytalnego, wpisania gwarancji pomocy społecznej, takiej jak "500+" do Konstytucji czy uregulowania obecności Polski w Unii Europejskiej i NATO.

Większość kolegów partyjnych nie poparła propozycji Andrzeja Dudy. Dlaczego? Oto opinia prezesa Stowarzyszenia Europejska Rada na rzecz Demokracji i Praw Człowieka Janusza Niedźwieckiego:

— Wszystko wskazuje na to, że wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości trwa silna walka o wpływy, w której obóz prezydencki przegrał z kretesem. Andrzej Duda czuł się na tyle silny, że sądził, że jego referendum zostanie poparte, a Jarosław Kaczyński dał wolną rękę senatorom. Okazało się, że te inne ośrodki władzy wewnątrz PiS-u, które są konkurencyjne wobec obozu prezydenckiego, pociągnęły za sznurki tak, żeby to referendum zablokować. Nie ukrywajmy, jeśli doszłoby do referendum, to pozycja Andrzeja Dudy w obrębie PiS-u tak by wzrosła, że mógłby wysunąć się na czoło wśród potencjalnych liderów, mogących zastąpić Jarosława Kaczyńskiego".

Społeczeństwo było pochłonięte burzliwą dyskusją, chociaż sam pomysł prezydenta był dla wielu osób szokujący: referendum nie jest bowiem formą zmiany, przewidzianą przez Konstytucję. Ustawę zasadniczą może modyfikować parlament.

Oczywiście, sprawa ma aspekt polityczny. To pewna próba usamodzielnienia się obecnego prezydenta i oderwania od swego PiS-owskiego zaplecza. Pragnie on odgrywać bardziej niezależną rolę polityczną w wyborach prezydenckich w 2020 roku, nie chce być kojarzony jako partyjny kandydat PiS-u. Bo jeśli w szeregach partii znajdzie się lepszy kandydat, to obecny prezydent może tę walkę przegrać, dlatego właśnie wykazuje znaczące inicjatywy polityczne i wychodzi z cienia.

Tusk na prezydenta?

Podczas oficjalnych obchodów 100-lecia Niepodległości Polski pojawił się zgrzyt, który nie uszedł uwadze mеdiów. Prezydent nie powitał przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska, jedynego wysokiego rangą polityka europejskiego, obecnego na polskich uroczystościach.

Donald Tusk
© Sputnik . Aleksiej Witwicki
Czyżby Donald Tusk który wolał wziąć udział w obchodach w Warszawie, niż w uroczystościach z okazji zakończenia I wojny światowej w Paryżu zasygnalizował tym samym, że zamierza kandydować na prezydenta?

Powrót byłego szefa rządu do polityki krajowej potwierdziła Ewa Kopacz, a także sam szef Rady Europejskiej. Sądząc po jego wykładzie w Łodzi w przededniu Święta Niepodległości, podczas 5. edycji Igrzysk Wolności ma już pewne zarysu własnego programu. Nota bene, jego zdaniem, 100 lat temu Polacy byli poróżnieni nie mniej niż dzisiaj. Do odzyskania niepodległości niezbędna była wspólnota celów politycznych. Przypomniał, że w czasie I wojny światowej polscy żołnierze walczyli w armiach trzech zaborców, a to prawie pół miliona ofiar.

— Tą wspólnotą jest dla mnie silna Polska w zjednoczonej Europie, ład konstytucyjny, rządy prawa, wolności obywatelskie, wolne i niezawisłe sądy i media". Tusk przestrzegał też przed brytyjskim scenariuszem wyjścia z Unii, nasilaniem się europejskich ruchów nacjonalistycznych oraz zagrożeniem, płynącym z rywalizacji gospodarczej USA z Chinami.

Na temat Rosji przewodniczący Rady Europejskiej nie powiedział niczego konkretnego, ale stanowisko Tuska jest jasna: Rosja Putina, jak to oświadczył w październiku, stanowi poważne zagrożenie dla jedności Unii Europejskiej. Nie zapominajmy też, że ostro potępia on działania rosyjskich pograniczników w związku z incydentem w Cieśninie Kerczeńskiej oraz popiera przedłużenie sankcji.

Czy Polacy są gotowi głosować na Tuska, jeśli zdecyduje się na udział w wyborach? Najnowszy sondaż IBRiS może go do tego jeszcze bardziej natchnąć. Jak wynika z badania, przeprowadzonego 13 listopada, Donald Tusk znalazł się na czele rankingu zaufania do polityków. Byłemu premierowi ufa 47,7 proc. Polaków. Andrzej Duda w rankingu uplasował się na drugim miejscu. Prezydent cieszy się zaufaniem 45,8 proc. badanych.

Dekomunizacja czy aberracja pamięci historycznej?

7 stycznia 2018 roku weszła w życie nowelizacja ustawy dekomunizacyjnej, uchwalonej z inicjatywy Instytutu Pamięci Narodowej o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego poprzez m.in. nazwy budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej oraz pomniki. Z danych, przekazanych przez wojewodów wynika, że w myśl tej ustawy do dekomunizacji zakwalifikowano ponad 1000 ulic w całej Polsce. Po bohaterach poprzedniego ustroju nie powinno pozostać ani śladu!

Zmiany były dyskutowane i wywoływały wiele protestów. I nie uniknięto kuriozalnych sytuacji — na przykład decyzją Naczelnego Sądu Administracyjnego 44 warszawskie ulice, którym nadano nowe nazwy, wrócą do swoich starych. Jest to np. Aleja Armii Ludowej, którą chciano zastąpić ulicą Lecha Kaczyńskiego.

O ile zmiana nazw ulic była przyczyną dyskusji, nazwijmy to „wewnątrzpolskich", o tyle zapis o usunięciu „pomników upamiętniających komunizm lub inny ustrój totalitarny", spowodował skandal międzynarodowy. Ta część ustawy stała się elementem rusofobicznej polityki polskich władz, bowiem IPN zaplanowało likwidację około 500 pomników wdzięczności dla Armii Czerwonej, która wyzwalała Polską spod okupacji hitlerowskiej. Początkowo planowano utworzenie skansenu obelisków i pomników w Bornem Sulinowie, ale później zrezygnowano z tego pomysłu. Pomniki zlikwidowano między innymi w Szczecinie, Pieniężnie, Legnicy, Katowicach, oraz w Warszawie w Parku Skaryszewskim. W Trzciance zburzono mauzoleum radzieckie pomimo, że spoczywa tam 56 żołnierzy Armii Czerwonej. Żadnej ekshumacji nie było.

W wielu miastach i miejscowościach toczą są ostre spory z IPN-em i przedstawicielami władz, bo nie wszyscy Polacy zgadzają się na taką aberrację historycznej pamięci. Jak mówi Jerzy Tyc, przewodniczący Stowarzyszenia „Kursk", które remontuje i odbudowuje pomniki Armii Czerwonej na terenie Polski: "W Polsce są dwa różne światy. Świat Warszawy i świat zwykłych ludzi. Właśnie dlatego stoją pomniki»". Z ustawą dekomunizacyjną można walczyć, co dowodzi fakt odbudowania przez jego organizację dużego pomnika w Mikolinie, którego na razie nikt nie śmie usunąć. Były próby podpalenia, zniszczenia, ale pomnik nadal stoi.

Takie działania polskich władz budzą oburzenie i protesty ze strony rosyjskiej zarówno zwykłych obywateli, których bliscy polegli wyzwalając Polskę, jak i kierownictwa kraju. Rzeczniczka MSZ Rosja Maria Zacharowa oświadczyła, że „polskie władze rozpętały prawdziwą wojnę przeciwko pomnikom" i „negują własną historię powojenną".

Skandal z Brukselą wokół polskich sędziów

2018 rok zostanie zapamiętany również ze skandalu, wywołanego przez Polskę w Unii Europejskiej w związku z przeprowadzaną reformą sądownictwa, a zwłaszcza reformą Sądu Najwyższego. Długa batalia z najwyższym organem sądowym Europy zakończyła się kapitulacją Warszawy.

Podpisana przez prezydenta ustawa, obniżająca wiek emerytalny sędziów z 70 do 65 lat, umożliwiała przeprowadzenie nieformalnych czystek. W ten sposób chciano pozbyć się tych sędziów, którzy mogli stawać okoniem wobec kolejnych rządowych inicjatyw. Pod koniec lata ruszyła rekrutacja na wakaty, pozostałe po „świeżo upieczonych" emerytach. Ruszyło do niej wielu „żołnierzy" ministra Ziobry i konserwatystów, od lat związanych z Prawem i Sprawiedliwością.

Ustawa o Sądzie Najwyższym wzbudziła sporo emocji nie tylko wśród prawników i polityków, ale też samych Polaków, którzy przez cały rok wychodzili na ulice wielu polskich miast. W obronie Sądu Najwyższego odbywały się liczne wiece i manifestacje. Pikietę przeprowadzono również pod siedzibą KRS, podczas której przedstawiciele organizacji pozarządowych i aktywiści protestowali przeciw naciskom, wywieranym przez rządzących na sędziów.

Komisja Europejska po przeanalizowaniu sytuacji uznała, że ustawa o ustroju sądów powszechnych podważa niezawisłość polskich sędziów, co może pociągnąć za sobą ryzyko poważnego naruszenia przez kraj członkowski wartości unijnych. KE zdecydowała o uruchomieniu art 7.1 traktatu unijnego, ale dała trzy miesiące na wprowadzenie rekomendacji. Zawiesić przepisy prezydenckiej ustawy o SN nakazał Polsce później Trybunał Sprawiedliwości UE. W końcu polskie sądy skapitulowały przed Brukselą. 21 listopada Sejm przyjął siódmą nowelizację ustawy o Sądzie Najwyższym, a PiS wycofał się z najpoważniejszych zmian.

— To całkowita kompromitacja Prawa i Sprawiedliwości, która w pośpiechu robi te ustawy bezmyślnie i ciągle musi je zmieniać, poprawiać. Oczywiście bardzo dobrze się stało, że Unia Europejska wreszcie tupnęła nogą, zażądała, aby PiS przestał łamać prawo, żeby zastosował się do prawa unijnego, ponieważ Polacy chcą być w unii i bardzo sobie ją cenią. Więc oczywiście politycy PiS-u postanowili się dostosować», — powiedziała Sputnikowi była europosłanka Joanna Senyszyn.

Czarny protest na ulicach polskich miast

Głośno było o jeszcze jednej ustawie.W wielu miastach Polski 23 marca 2018 na ulicach i placach dominował czarny kolor — odbywały się protesty pod hasłem „Czarny Piątek przeciwko zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej". W Sejmie trwały wówczas prace nad projektem „Stop Aborcji", ograniczającym dostęp do tego zabiegu. Episkopat Polski zachęcał Sejm do przegłosowania ustawy całkowicie zakazującej aborcji. Największa manifestacja rozpoczęła się w Warszawie właśnie przed Sejmem, potem protestujący udali się na Nowogrodzką pod siedzibę PiS, gdzie protest się zakończył. Uczestnicy skandowali: „Stop! Koniec z uprzedmiotowieniem kobiet! Żądamy równych praw, ochrony naszego życia, zdrowia i naszej wolności! Chcemy wyboru, a nie terroru!".

Manifestowali też zwolennicy zaostrzenia prawa. Fundacja Życie i Rodzina domaga się uchwalenia obywatelskiego projektu ustawy "Zatrzymaj aborcję". Pod projektem zebrano ponad 830 tys. podpisów.

Jaki jest więc stosunek Polaków do zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej? „Rzeczpospolita" zleciła SW Research sondaż na ten temat. Według grudniowych danych zaledwie 12% respondentów uważa, iż ustawa powinna zostać zaostrzona, a 25,8% oświadczyło, że ustawa nie powinna ulec zmianie. Za to przeważająca większość opowiada się za złagodzeniem antyaborcyjnego prawa — aż 48,1 procent uczestników sondażu.

Warto dodać, że kobiety w innych krajach również wyszły na ulice — między innymi Paryża, Londynu, Barcelony, Dublinu, żeby wyrazić swoje poparcie dla Polek. Jak na razie PiS nie zdecydował się przegłosować kontrowersyjnej ustawy.

Rolnicy i karmią kraj, i walczą o swoje prawa

Polscy rolnicy mają za sobą rok, w którym musieli zmagać się ze stratami spowodowanymi przez wiosenne powodzie, dzikie zwierzęta, letnią suszę. A ci, którzy uzyskali duże plony, mieli problem ze zbytem swojej produkcji. W wielu regionach informowano, że na polach pozostaje niezebrana porzeczka, malina czy jabłka, których po pierwsze nie ma komu sprzedać, a po drugie ceny są tak niskie, że nie opłaca się ich nawet zbierać.

Z powodu alarmującej sytuacji w rolnictwie odbywały się ogólnokrajowe lub lokalne akcje protestacyjne, organizowane przez Polski Związek Zawodowy Rolników, Unię Warzywno-Ziemniaczaną, Związek Sadowników RP i inne mniejsze organizacje. Rolnicy protestowali przeciwko dyskryminacji polskich producentów żywności, żądając zmniejszenia importu produktów spożywczych z zagranicy, głównie z Ukrainy. Ich zdaniem zagraniczni producenci nie są odpowiednio kontrolowani.

— Obecnie handel w Polsce jest opanowany przez zagraniczne sieci handlowe, które nie są zainteresowane sprzedawaniem produktów rolnych z polskich gospodarstw. Za to bez problemu konsument może kupić towar zagraniczny, często sprzedawany jako polski, który nie jest dostatecznie zbadany, a co za tym idzie może być szkodliwy" — tłumaczył szef Unii Warzywno-Ziemniaczanej Michał Kołodziejczak.

Protestujący postulowali, żeby władza zaczęła wreszcie wspierać polskich rolników na tej samej zasadzie co rządy państw zachodnich. Przypomnieli rządowi o obiecanych, a niewypłaconych, odszkodowaniach za straty spowodowane na przykład przez powodzie i dzikie zwierzęta.

Ważne miejsce w postulatach skierowanych do polskiego rządu przez rolników zajmuje żądanie poprawy relacji handlowych z Rosją, jednym z największych rynków zbytu dla polskich produktów rolnych przed wprowadzeniem embarga.

W celu lepszej koordynacji działań i obrony praw oraz interesów rolników powstaje Agro Unia, której inicjator Michał Kołodziejczak powiedział w wywiadzie dla Sputnika:

— Głos rolników ciągle nie jest słyszalny, bo mówią to wszystko pojedyńczo. Co z tego, że mówią prawie wszyscy, ale każdy mówi sam i nikt się z tym nie liczy. Musimy zacząć mówić jednym głosem, jedną organizacją i wtedy będziemy mieć jakąkolwiek siłę, by zbudować organizację ogólnokrajową.

Tak niespokojna i niejednoznacza była sytuacja polityczno-społeczna w Polsce w odchodzącym 2018 roku.

Zobacz również:

Władimir Putin podsumuje 2018 rok
Rok filmowy 2018 oczami aktorki i reżyserki Magdaleny Korpas
Tagi:
Rok 2018, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz