22:23 18 Kwiecień 2019
Jean-Claude Juncker, Li Keqiang i Donald Tusk na szczycie UE-Chiny w Brukseli

Nowy Jedwabny Szlak nie prowadzi do Brukseli

© AFP 2019 / Stephanie Lecocq
Polityka
Krótki link
3251

Po szczycie UE-ChRL przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk mówił o „przełomie”, a szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker nazwał ostateczną deklarację „wierszami”. Niemiecki dziennikarz, ekspert ds. Chin Frank Sieren widzi sytuację inaczej. W Brukseli nie osiągnięto „przełomowych porozumień”.

- Jak Pan ocenia szczyt UE-Chiny? Wspólna deklaracja końcowa została osiągnięta z trudem.

- Stało się tak dzięki temu, że wiele krajów UE, a także krajów Europy Wschodniej, przystąpiło do programu inwestycyjnego „Jeden pas - jedna droga”, czyli do nowego Jedwabnego Szlaku. Dwa tygodnie temu dołączyły ​​Włochy. Oczywiście dla spójności UE był to duży cios, więc negocjacje odbywały się bardzo powolnie. To, że pan Tusk powiedział na koniec, że nastąpił „przełom”, dało nadzieję, ale ma niewiele wspólnego z rzeczywistą deklaracją końcową. A jednak została uzgodniona, a przecież istniały obawy, że nawet nie będzie wspólnej deklaracji. Teraz pozycja Chińczyków polega na tym, że wcale nie wymuszają transferu technologii, a kraje zachodnie oczywiście dobrowolnie przekazują swoje technologie i otrzymują za to część chińskiego rynku. Tutaj już widać, jak to wszystko zależy od jednego małego sformułowania.

- Czy można powiedzieć, że wspólna deklaracja, czyli porozumienie, została osiągnięta pod presją UE?

- Nie widzę dużego nacisku, oczywiście nie może go być, ponieważ niestety w UE (trzeba to przyznać) nie ma jedności w tych kwestiach. Ponieważ UE musi stale się asekurować w poszczególnych krajach UE. A one z kolei prowadzą bezpośredni biznes z Chinami i tym samym mają inne interesy niż Bruksela. Oczywiście chińskie inwestycje są im bliższe i bardziej korzystne niż pozycja Brukseli wobec Chin. Chińczycy „wyłapali” niezadowolone kraje z UE i zawarli z nimi dwustronne porozumienia. W rzeczywistości znaleźli tam rynkową niszę. Nie wolno im tego zabronić, ale dla Europy nie jest to dobre. Być może Pekin powinien zastanowić się, czy osłabienie Europy ma sens na dłuższą metę, czy też wciąż potrzebna jest silna Europa, aby współpracować w pewnych kwestiach, jeśli chodzi o przekonywanie Amerykanów do pewnych tematów.

Jeśli podejmowane są wysiłki na rzecz wzmocnienia interesów narodowych w stosunku do Chin, a wspólne interesy z Brukselą kosztem tego odchodzą na drugi plan, to w rzeczywistości jest to swego rodzaj rozłam. Ostatecznie może to prowadzić do tego, że trudniej będzie osiągnąć zjednoczone stanowisko w Brukseli.

- Chiny, ale także Europa są w napiętych stosunkach, nawet w konflikcie handlowym ze Stanami Zjednoczonymi. Jaką rolę odegrały stosunki ze Stanami Zjednoczonymi na szczycie UE-Chiny?

- Ze względu na stopień, w jakim Chiny i Europa nie lubią się nawzajem, zmagają się ze sobą i plączą we własnych konfliktach, oczywiście trudniej będzie zająć jednolitą pozycję wobec Amerykanów. Częściowo tak się stało w kwestii „5G i Huawei”. Stanowisko w tej sprawie jest jasne, że nie ma chęci odsuwania Huawei. Stany Zjednoczone wywarły silną presję, ale w rzeczywistości dobrze funkcjonująca współpraca jest możliwa tylko wtedy, gdy istnieje fundamentalna jedność, a w tym celu UE i Chiny mają jeszcze wiele do zrobienia, uważa ekspert ds. Chin Frank Sieren.

Zobacz również:

Czy Europa zbuduje swój Szlak Jedwabny?
Rosja mocno angażuje się w Szlak Jedwabny
Tagi:
szczyt, Bruksela, Chiny, Europa, Jedwabny Szlak
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz