Widgets Magazine
06:06 20 Wrzesień 2019
Akcja pamięci o ofiarach Rzezi Wołyńskiej

Nie będzie pojednania, dopóki Ukraina nie uzna ludobójstwa na Wołyniu

© Sputnik . Alieksiej Witwickij
Polityka
Krótki link
Autor
6692
Subskrybuj nas na

Wołodymyr Zełenski złożył swoją pierwszą wizytę zagraniczną w Brukseli, którą rozpoczął od spotkania z szefem Komisji Europejskiej Jean-Claudem Junckerem. Na życzenie strony ukraińskiej w programie wizyty nie przewidziano briefingu ani konferencji prasowej, co w Brukseli miało wywołać pewne zdziwienie.

Z czym właściwie Zełenski przyjechał do Brukseli? Premier jest zdymisjonowany, stanowiska ministra spraw zagranicznych i obrony nie są obsadzone, jak i wiele innych ważnych stanowisk w państwie. Te pytania Sputnik skierował do historyka i publicysty Bohdana Piętki.

– Jaki według Pana jest powód tej wizyty i jakie mogą być możliwe skutki dla Ukrainy, w której przecież nadal faktycznie trwa wojna domowa?

– Nie ulega wątpliwości, że powodem wizyty prezydenta Wołodymyra Zełenskiego w Brukseli właśnie teraz była chęć uspokojenia Unii Europejskiej co do sytuacji na Ukrainie, a także co do pogłosek o niewypłacalności tego kraju. Prezydent Zełenski spotkał się z wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej Valdisem Dombrovskisem i zapewnił go, że pogłoski o bankructwie Ukrainy są plotkami. Te plotki, te pogłoski o możliwym bankructwie Ukrainy, o możliwej niewypłacalności tego kraju, pojawiły się po wypowiedzi Ihora Kołomojskiego dla dziennika Financial Times, w którym ten oligarcha ukraiński stwierdził, że Ukraina powinna ogłosić niewypłacalność i zakończyć współpracę z Międzynarodowym Funduszem Walutowym.  

Ihor Kołomojski jest powszechnie uważany za patrona prezydenta Zełenskiego, więc nic dziwnego w tym, że ta jego wypowiedź wywołała poważny niepokój w Europie Zachodniej i w Ameryce. Stąd właśnie ta wizyta prezydenta Zełenskiego, w celu, jak przypuszczam, uspokojenia w Brukseli partnerów zachodnich, a przede wszystkim Unii Europejskiej, co do kwestii ewentualnej wypłacalności Ukrainy. To, oczywiście, nie znaczy, że groźba niewypłacalności Ukrainy nie istnieje. Wiadomo przecież, że ten kraj jest w złej sytuacji gospodarczej, a właściwie to w ruinie gospodarczej

– powiedział Bohdan Piętka.

Wołodymyr Zełenski w Brukseli odbył też spotkania z sekretarzem generalnym NATO Jensem Stoltenbergiem, z jednym z wiceszefów Komisji Europejskiej oraz z prezydentem Andrzejem Dudą. Prezydent Duda przede wszystkim zapewnił Zełenskiego o nieustannym wsparciu ze strony Polski, szczególnie w kwestii „proeuropejskich i euroatlantyckich aspiracji Kijowa”. 

Z kolei Zełenski wyraźnie powiedział, że chce wspierać proces pojednania polsko-ukraińskiego, ale zarazem nie pozwoli na to, by w agendzie relacji między obu krajami przeważały kwestie dotyczące „trudnych okresów wspólnej historii”.

Czy to spotkanie prezydentów Polski i Ukrainy może wnieść przełom w ochłodzenie polsko-ukraińskich relacji z uwagi na zaistniałą obecnie sytuację polityczną u sąsiada? I co, według Pana, stoi temu na przeszkodzie?

– Stosunek władz polskich do prezydenta Wołodymyra Zełenskiego jest nieufny, tak bym to określił. Polskie władze popierały Petro Poroszenkę i w nim pokładały wszelkie nadzieje, jeśli chodzi o polską politykę wschodnią.

Natomiast Zełenski jest dla Warszawy wielką niewiadomą. Ta deklaracja prezydenta Andrzeja Dudy o tym, że Polska chce nieustannie wspierać proeuropejskie i euroatlantyckie aspiracje Ukrainy, oznacza, że ze strony Warszawy jest składana oferta politycznej współpracy na takich zasadach, jak za rządów prezydenta Poroszenki. Chodzi o to, że Warszawa chciałaby w stosunku do Ukrainy realizować właśnie politykę amerykańską, to znaczy jak najszybciej wciągnąć ten kraj w struktury natowskie, bo o integracji z Unią Europejską tu raczej nie ma mowy.

Natomiast jeśli chodzi o sprawy historyczne, to historia odgrywa w stosunkach polsko-ukraińskich rolę bardzo dużą. Strona polska próbowała, zresztą, od tej sprawy uciekać w przeszłości. Ale się od tego uciec nie da. Mamy więc do czynienia z dwoma niejako sprawami. Z jednej strony, Zełenski w swojej wypowiedzi, że nie dopuści do tego, żeby ta kwestia dominowała w stosunkach polsko-ukraińskich, powiela stanowisko Petro Poroszenki, który twierdził dokładnie to samo. Natomiast ze strony Polski mamy zaakcentowanie tego, że strona polska będzie podnosić o wiele bardziej intensywnie, niż za rządów prezydenta Poroszenki, sprawę dotyczącą kwestii historycznych, kwestii kultu nacjonalizmu ukraińskiego, czy też problemu upamiętnienia polskich ofiar zbrodni tego nacjonalizmu na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Nie można uciec od spostrzeżenia, że Warszawa jest tutaj niejako bardziej odważna wobec Zełenskiego, niż była odważna wobec Poroszenki.

Co, jak sądzę, - kontynuuje Bohdan Piętka - wynika z tego, że nie traktuje Zełenskiego jako „swojego”, jako pupila, którego trzeba wspierać za wszelką cenę i któremu trzeba ustępować. Warto zwrócić uwagę na to, że kilka dni temu polski ambasador w Kijowie pan Bartosz Cichocki wystosował razem z ambasadorem Izraela Joelem Lionem bardzo ostre pismo do władz ukraińskich w związku z odsłonięciem w Iwano-Frankiwsku (dawniej Stanisławowie) pomnika Romana Szuchewycza, dowódcy UPA. Z takim działaniem władz polskich w przeszłości nie mieliśmy na Ukrainie do czynienia. Poprzednik pana ambasadora Cichockiego pan Jan Piekło chował głowę w piasek, jak miały miejsce takie rzeczy. A tutaj doszło do aż takiego posunięcia.

To wskazuje również na to, że polska strona będzie bardziej intensywnie podnosić kwestie historyczne, niż to miało miejsce za czasów Poroszenki. I to jest stanowiskiem jak najbardziej słusznym, bowiem prezydent Zełenski nie odnosi się do tego bynajmniej z entuzjazmem. Czy to może doprowadzić do jakiegoś pogłębienia trudności, czy też ochłodzenia stosunków polsko-ukraińskich? Otóż, te niezałatwione sprawy historyczne będą zawsze na nich ciążyć.

Więc, zapewne można stwierdzić, że banderowcy na Ukrainie nadal mają się dobrze, a władze znowu przymkną na to oczy?

– Tak, niestety, niezałatwione kwestie historyczne zawsze będą ciążyć na stosunkach polsko-ukraińskich, bez względu na to, kto będzie rządził w Warszawie czy w Kijowie. I jeśli one nie zostaną załatwione w ten sposób, że strona ukraińska przyzna, iż miało miejsce ludobójstwo i tę sprawę zamknie, czy też nie położy kresu gloryfikacji nacjonalizmu ukraińskiego, jaka ma miejsce w Galicji Wschodniej, to te sprawy nie będą nigdy załatwione i zawsze będą ciążyły na stosunkach polsko-ukraińskich, nawet jeżeli obie strony będą twierdziły, że te stosunki są wspaniałe.

Co do ochłodzenia, to ono, oczywiście, może nastąpić, ale, przypuszczam, że nie ze względu na kwestie historyczne, ale ze względu na to, że Zełenski nie będzie tak spolegliwy wobec polityki amerykańskiej, jak Poroszenko. Z tego powodu może nastąpić ochłodzenie stosunków polsko-ukraińskich, ponieważ władze polskie realizują na kierunku ukraińskim politykę amerykańską

– powiedział na zakończenia Bohdan Piętka.

Zobacz również:

Ukraiński T.B.Fruit buduje nowe zakłady w Polsce
Jak w horrorze: Ukraina wydała Polsce podejrzanego o gwałt i morderstwo Gruzina (wideo, foto)
Polska-Ukraina: rozmowy o Rosji i wspólnej przyszłości
Tagi:
ludobójstwo, Komisja Europejska, wizyta robocza, Bruksela, Rzeź Wołyńska, Wołyń, Jean-Claude Juncker, Wołodymyr Zełenski
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz