Widgets Magazine
02:00 22 Wrzesień 2019
Warszawa

Moskwa nie odpowiada na rusofobię instytucjonalną polonofobią

CC0 / Pixabay
Polityka
Krótki link
Autor
Obchody 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej w Polsce (57)
6423
Subskrybuj nas na

Warszawskie obchody osiemdziesiątej rocznicy wybuchu II wojny światowej budziły przez długie miesiące kontrowersje, zarówno w Polsce, jak i poza jej granicami.

O tym, jaki wpływ na historię ma bieżąca polityka, z politologiem doktorem Mateuszem Piskorskim rozmawiał Igor Stanow.

— Wokół kolejnych rocznic związanych z II wojną światową toczą się nieustannie polityczne spory. W tym roku zaczęło się od paktu Ribbentrop – Mołotow…

— Tak, wydaje się, że historia ma już niewiele wspólnego z nauką, a coraz bardziej staje się narzędziem w rękach polityków… Co do paktu niemiecko-radzieckiego z sierpnia 1939 roku, to zawsze budził on w relacjach polsko-rosyjskich określone kontrowersje; to jeden z tych momentów, w których strona polska wykorzystuje wybiórczo pewne fakty, by zaatakować medialnie i politycznie stronę rosyjską.

Dlatego mnie osobiście nie dziwi fakt, że w tym roku zareagowała też strona rosyjska, starając się pokazać wszystkie aspekty umowy z 23 sierpnia 1939 roku. W Polsce natomiast w sposób świadomy, z politycznym rozmysłem miesza się różne porządki moralne, próbuje się rozciągać etykę indywidualną na działania państw, ignorując fakt, że w realizacji interesów państwa ma zastosowanie to, co Max Weber określił jako etykę odpowiedzialności. Czyli w 1939 roku kierownictwo radzieckie zobowiązane było do podejmowania decyzji, nawet tych z moralnego punktu widzenia ocenianych negatywnie, nieestetycznych, ale zgodnych ze sposobem rozumienia przez jego członków interesów państwa radzieckiego.

Trzeźwo wypowiedział się na ten temat, jako jeden z nielicznych polskich historyków, ostatnio na łamach „Gazety Wyborczej” prof. Włodzimierz Borodziej: „Jeśli założymy, że marzeniem Rosji są granice jak z kongresu wiedeńskiego, układ z Niemcami to krok w tym kierunku. Jednym pociągnięciem pióra Moskwa może odzyskać straty z I wojny światowej. Rosja bierze więc to, co jej dają. Te wszystkie komunizmy, faszyzmy nie mają tu nic do gadania. Stalin miał ideologię głęboko gdzieś. Arcywróg okazuje się świetnym partnerem do rozmowy, bo ma coś do zaoferowania”. Takich trzeźwych wypowiedzi jest jednak skrajnie niewiele, a przeważa ton oskarżycielskiej, moralizatorskiej histerii.

— Obchody rocznicy wybuchu II wojny światowej też mają w tym roku dość specyficzny charakter. Jak interpretować decyzje organizatorów tej rocznicy z Kancelarii Prezydenta?

— Po pierwsze, musimy pamiętać, że są to obchody organizowane przez polityków określonej opcji, ludzi o określonych przekonaniach, których jaskrawym przykładem jest prof. Krzysztof Szczerski, szef gabinetu prezydenta.

Trzeba więc założyć, że sposób przeprowadzenia uroczystości rocznicowych ma odpowiadać nie tylko ich wizji historii najnowszej, ale także celom politycznym, które są im bliskie, do których realizacji dążą. Jednym z tych celów jest zaś niezmiennie od lat wskazywanie na antyrosyjski charakter polskiej tożsamości międzynarodowej. Po drugie, powinniśmy wiedzieć, że wizja historii najnowszej lansowana podczas takich obchodów ma służyć jako uzasadnienie polityki realizowanej obecnie, nawet jeśli stworzenie takiego uzasadnienia byłoby zadaniem karkołomnym i urągającym zasadom wszelkiej logiki.

Jeśli przyjmiemy dwa pierwsze założenia, to możemy zastanawiać się nad poszczególnymi krokami organizatorów tegorocznych obchodów. Abstrahuję teraz nawet od oceny ich politycznych przekonań, choć są one dla mnie osobiście aberracją. Można jednak pewne działania przeprowadzić profesjonalnie, także z punktu widzenia wizerunku zewnętrznego, a można je też po PiSowsku spartaczyć i właśnie z tą drugą sytuacją mamy dziś do czynienia…

— Co poszło nie tak?

— No więc, przede wszystkim z ust przedstawicieli Kancelarii Prezydenta – głównie wspomnianego Krzysztofa Szczerskiego, ale też rzecznika prasowego Błażeja Spychalskiego – oraz niektórych przedstawicieli rządu, np. ministra Jacka Sasina, padały sformułowania ośmieszające państwo polskie i jego organy, naruszające powagę sprawowanych przez tych ludzi urzędów.

Lista uczestników obchodów takich wydarzeń, jak rocznica wybuchu ostatniej wojny światowej powinna być sporządzana według jakichś jasno określonych, zrozumiałych dla wszystkich kryteriów.

Niezapraszanie strony rosyjskiej wymagało intelektualnych akrobacji, podczas których politycy ze środowiska Prawa i Sprawiedliwości po raz kolejny skręcili sobie karki. Można było zaprosić po prostu przedstawicieli tych państw, które już w 1939 roku brały taki czy inny udział w działaniach wojennych, nawet czysto formalny, jak Brytyjczycy czy Francuzi w okresie tzw. dziwnej wojny. Trzeba by wtedy pomyśleć też o Czechach, którzy już rok wcześniej padli ofiarą agresji niemiecko-polskiej, o samych Niemcach, którzy niewątpliwie byli agresorem, ale też o Rosjanach, niezależnie od tego, jak ich rolę w wydarzeniach 17 września się ocenia. Mielibyśmy jednak jasne, czytelne kryterium – spotykają się przedstawiciele krajów, które w jakiś sposób brały udział w wydarzeniach związanych z rocznicą.

Akcja protestacyjna Nigdy więcej w Warszawie 1 września
© Sputnik . Jarosław Augustyniak
Tyle, że wtedy nie powinno być mowy o zapraszaniu prezydenta Stanów Zjednoczonych, które w 1939 roku w żaden sposób nie uczestniczyły w działaniach wojennych, a do wojny przystąpiły dopiero ponad dwa lata później. Można było po prostu zaprosić przedstawicieli tych państw, w szerokiej formule, które uczestniczyły w II wojnie światowej, traktując 1 września jako rocznicę początku – z polskiego punktu widzenia – wydarzenia znaczącego dla całego kontynentu i świata.

Wtedy logicznym byłoby nie tylko zaproszenie Rosji, ale także państw pozaeuropejskich, w tym Chin, Stanów Zjednoczonych czy nawet występującej obok Niemiec w charakterze spadkobiercy agresora Japonii.

— Ale przyjęto opcję całkowicie ahistoryczną.

— Tak. Po próbach intelektualnych łamańców, jakiś wypowiedziach ministra Sasina, że Rosji nie można zapraszać, gdyż jest współczesnym agresorem (swoją drogą, największym współczesnym agresorem są Stany Zjednoczone, wystarczy spojrzeć na statystykę interwencji zbrojnych ostatnich, dajmy na to, dwudziestu lat), klucz zastosowany przy sporządzaniu listy gości ujawnił z bezradną i rozbrajającą szczerością minister Szczerski, który stwierdził po prostu, że „Kluczem zapraszania był klucz współczesny - pan prezydent zdecydował zaprosić państwa Unii Europejskiej, NATO i Partnerstwa Wschodniego. W żadnej z tych organizacji Rosja nie uczestniczy, tym samym z racji klucza nie bierze udziału w uroczystościach”.

Co to w istocie oznacza? Polskie władze przyznają, że rocznica 1 września nie jest przez nie traktowana jako wydarzenie historyczne, lecz jako przedsięwzięcie czysto polityczne. Okazuje się zatem, że pretekst rocznicowy miał być wykorzystany do kolejnych aktów uległości wobec kluczowego spodziewanego gościa tego wydarzenia Donalda Trumpa, a ponadto ma stanowić polityczną demonstrację negatywnego stosunku Warszawy do Moskwy.

Trump nie przyjechał, nawiasem mówiąc dość dobitnie pokazując swój realny stosunek do nadwiślańskich wasali.

A w Moskwie większość komentatorów i polityków wykazała się, mimo wszystko, nadzwyczajną cierpliwością, nie dając się sprowokować, choćby tekstem wystąpienia Dudy, który po raz kolejny przemówił głosem bałtyckich wielbicieli spuścizny Waffen SS, opowiadając, że do 1989 roku żył w warunkach okupacji, a na dodatek zdecydował się stawiać osobliwe diagnozy na temat cech osobowości rosyjskiego prezydenta, którego nie zna, i zapewne zresztą nigdy nie pozna…

— Osobliwie wygląda też krótka lista tych gości, którym dano możliwość publicznych wystąpień.

— Tak, co do amerykańskiego wiceprezydenta, to sytuacja – jak wspomniałem – jest oczywista. Przyjeżdża on do Polski jak na terytorium zależne, z gospodarską wizytą, którą trudno wręcz nazwać w obecnych warunkach wizytą zagraniczną.

Podczas konferencji z Dudą szczerze zresztą przyznał, że czuje się jak w domu i to wcale nie była kurtuazja. Frank-Walter Steinmeier otrzymał zaś kolejną możliwość pokajania się przed Polakami, co w sumie z punktu widzenia relacji polsko-rosyjskich nie jest sytuacją najgorszą.

— Czy taka polityka historyczna władz polskich będzie w najbliższym czasie kontynuowana?

— Uważam, że tak, i to niezależnie od wyniku nadchodzących wyborów. Wprawdzie minister Szczerski zapowiedział już zaproszenie strony rosyjskiej na przyszłoroczne obchody rocznicy wyzwolenia obozu koncentracyjnego Auschwitz, jednak w tym konkretnym przypadku stanowi to zapewne wynik życzeń i oczekiwań strony izraelskiej, które w sprawach tego wydarzenia muszą być przez Warszawę brane pod uwagę.

W zamierzeniu kreatorów polskiej polityki historycznej, wszelkie działania podważające rolę 27 milionów radzieckich ofiar wojny są dla Polski korzystne, zgodne z jej polityką historyczną.

Natomiast ostatnie miesiące pokazały dobitnie, że politycy rosyjscy nie ulegają prowokacjom historycznym, choć Warszawa notorycznie próbuje urągać pamięci bez wątpienia najważniejszego okresu historii XX wieku, będącego kluczowym składnikiem tożsamości Rosji na arenie międzynarodowej.

Przynosi to z pewnością uszczerbek wizerunkowi Polski wśród większości Rosjan, nie rozumiejących cynicznej gry prowadzonej przez polskie władze, oburzonych tym, że pluje się na pamięć ich ojców, dziadów i pradziadów.

Dobrze jednak, że władze rosyjskie nie odpowiadają na rusofobię instytucjonalną polonofobią, że Moskwa nie zniża się do pewnego poziomu, który stał się niestety we współczesnej Polsce normą.

Tematy:
Obchody 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej w Polsce (57)

Zobacz również:

Duda: Polska będzie żądać reparacji od Niemiec
Duda: To przyroda pokrzyżowała plany Donalda Trumpa
Duda o powrocie Rosji do G7: Jestem na nie
Tagi:
80. rocznica wybuchu wojny, Mike Pence, USA, Gazeta Wyborcza, Andrzej Duda, Krzysztof Szczerski, Mateusz Piskorski, II wojna światowa, rusofobia, stosunki polsko-rosyjskie, Rosja, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz