11:28 13 Grudzień 2019
Konflikt w Donbasie

Ukraina zmierza do pokoju, więc nie będzie już partnerem Polski?

© Sputnik . Valery Melnikov
Polityka
Krótki link
Autor
7590
Subskrybuj nas na

Do wiadomości publicznej podano tryb implementacji tak zwanej „formuły Steinmeiera”. W ten sposób usunięto ostatnią przeszkodę dla przeprowadzenia szczytu „normandzkiej czwórki” Francji, Niemiec, Ukrainy i Rosji, na którym mają zapaść ostateczne decyzje w sprawie uregulowania sytuacji w Donbasie.

„Formuła Steinmeiera” to przedstawiona przez byłego szefa niemieckiej dyplomacji (obecnie prezydenta Niemiec) Franka-Waltera Steinmeiera klauzula, zakładająca przeprowadzenie w Donbasie wyborów oraz przyznanie Donbasowi specjalnego statusu w ramach państwa ukraińskiego. Została ona podpisana przez członków trójstronnej grupy kontaktowej, w tym przez przedstawiciela Ukrainy, byłego prezydenta Leonida Kuczmę.

W Kijowie oraz w kilkunastu innych ukraińskich miastach odbyły się protesty przeciw przyjętej w Mińsku i zaakceptowanej przez Ukrainę „formule Steinmeiera”. Według protestujących oznacza to „kapitulację Ukrainy przed Rosją”. Na demonstracjach widoczne były symbole banderowskie oraz emblematy organizacji nacjonalistycznych, a także banery przeciwko prezydentowi Wołodymyrowi Zełenskiemu.

O ocenę tych wydarzeń Sputnik poprosił polskiego publicystę i historyka Bohdana Piętkę.

- Jak Pan, jako znawca sceny politycznej na Ukrainie, skomentowałby zaistniałą sytuację?

- Porozumienie, które zarysowało się między Ukrainą a Donbasem, Rosją i pozostałymi państwami uczestniczącymi w „formacie normandzkim”, świadczy o tym, iż na Ukrainie ostatecznie doszło do klęski tak zwanej „partii wojny”. Chodzi o Batkiwszczynę pani Julii Tymoszenko, Blok Petra Poroszenki i o te wszystkie organizacje nacjonalistyczne, odwołujące się do nacjonalizmu ukraińskiego, takie, jak Prawy Sektor, Kongres Nacjonalistów Ukraińskich, partia Swoboda i inne.

Konflikt w Donbasie
© Sputnik . Sergey Averin
Ta „partia wojny” rządziła na Ukrainie przez pięć lat od przewrotu na Majdanie. Ona była de facto sprawcą tego tragicznego konfliktu w Donbasie i nie potrafiła go rozwiązać w sposób pokojowy. Zresztą, nie miała takiego zamiaru. Jej obecne manifestacje świadczą o jej bezsilności, o jej porażce. Warto tutaj zauważyć, że otoczenie prezydenta Zełenskiego jeszcze 18 września stawiało pewne warunki, jeśli chodzi o przyjęcie tak zwanej „formuły Steinmeiera”, to znaczy żądało, aby granica donbasko-rosyjska znajdowała się pod kontrolą Ukrainy, aby z Donbasu wycofano wojska rosyjskie. Dokładnie nie wiadomo, co miano na myśli, bo formalnie nie ma tam wojsk rosyjskich. Niemniej jednak z tych warunków strona ukraińska zrezygnowała.

A za tym prezydent Zełenski rzeczywiście zaczął realizować to, co obiecał Ukraińcom w czasie kampanii wyborczej - to znaczy pokój. Został, zresztą, dlatego wybrany prezydentem, ponieważ Ukraińcy w większości pragną pokoju. Nie są zwolennikami tej „partii wojny”, której manifestacje miały miejsce w ostatnich dniach w Kijowie i innych miastach.

- Wydarzenia nad Dnieprem rozwijają się. Reakcji oficjalnej Warszawy tymczasem brak. Ale stanowisko kół zbliżonych do niej jest już znane. Znalazło ono wyraz w czwartkowej publikacji pióra red. Andrzeja Łomanowskiego na łamach „Rzeczpospolitej”. Cytuję: „Jeśli potwierdzą się informacje o szczegółach najnowszych porozumień z Mińska, będzie to mogło oznaczać dla nas zamrożenie współpracy z Ukrainą. W geopolitycznym sensie nasz sąsiad jest stracony, co wraz z wchłanianiem Białorusi przez Rosję oznacza, że teraz my znajdziemy się na pierwszej linii konfliktu z Kremlem”. Dlaczego tym razem tak bardzo zbliżone są stanowiska wyrażone na łamach „Rzeczpospolitej” a sformułowaniami przedstawicieli nacjonalistycznych kół, protestujących na ulicach Kijowa i innych miast Ukrainy?

- Milczenie oficjalnych czynników politycznych w Warszawie jest bardzo wymowne. Ale myślę, że właśnie autor wspomnianej publikacji powiedział to, czego oficjalna Warszawa nie może powiedzieć. To jest wypowiedź rzeczywiście bardzo skrajna. Ona zawiera w sobie wszystko to, co polska polityka reprezentowała wobec Ukrainy, wobec Rosji przez ostatnie pięć lat. Czyli te wszystkie nierealne koncepcje, to całe nierealne widzenie rzeczywistości, te wszystkie nierealne odwoływania się do przedwojennego prometeizmu, jakieś mrzonki o Międzymorzu, wspólnym sojuszu z Ukrainą przeciwko Rosji, wspólnym bloku państw pomiędzy Polską a Rosją, skierowanym antyrosyjsko.

Sprzedawczyni gadżetów związanych z eurointegracją Ukrainy
© Sputnik . Michaił Woskresenskij
Ale polityka, którą wyraża prezydent Zełenski, doprowadziła do rozsypania domku z kart tych wszystkich mrzonek politycznych. Ta wypowiedź publicysty jest skrajną reakcją na tę sytuację. Mamy tutaj znowu odwoływanie się do tych samych zupełnie bezsensownych sugestii, które słyszeliśmy przez ostatnie lata: o zagrożeniu rosyjskim, o tym, że Rosja chce podbić Polskę…

Jest to także wypowiedź dość bolesna, bo Ukraina zmierza do pokoju i co? Reakcja na to jest taka, że już nie będzie naszym partnerem, bo zmierza do pokoju, bo nie chce być narzędziem w antyrosyjskiej polityce. Ukrainie należy życzyć wszystkiego najlepszego, żeby ten pokój osiągnęła. Bo to leży w interesie Ukrainy i ludności rosyjskojęzycznej w Donbasie, i w interesie Rosji, w interesie Europy. Rozumieją to w Berlinie, rozumieją to w Paryżu, w Moskwie, jak się okazuje, też w Kijowie, ale, niestety, siły polityczne rządzące w Polsce chyba tego optymizmu, tych nadziei nie podzielają.

Zobacz również:

Holandia: Ukraina jest winna katastrofy MH17 nad Donbasem?
Tagi:
Polska, ŁRL, DRL, Donbas, Ukraina
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz