23:22 13 Grudzień 2019
Wybory parlamentarne w Polsce 2019

Po wyborach jest więcej niewiadomych, niż przed wyborami

© REUTERS / Aleksandra Szmigiel
Polityka
Krótki link
Autor
2171
Subskrybuj nas na

Już chyba nie ulega wątpliwości, że Polska scena polityczna po 13 października ulega zmianie. Na lepsze, czy na gorsze? To pytanie zadaje wielu polityków i obserwatorów w kraju i za granicą, analizując wyniki głosowania. Co się zmieni w polityce wewnętrznej i zagranicznej kraju?

Sputnik zwrócił się o udzielenie odpowiedzi do polityka, byłego posła na Sejm prof. Tadeusza Iwińskiego.

– Jak Pan profesor widzi sytuację we wtorek, 15 października?

– Czy na lepsze, czy na gorsze, to zależy od punktu widzenia, sympatii politycznych i od kilku innych spraw. Wydaje mi się, że każdy czy prawie każdy się w tych wyborach rozczarował. Przede wszystkim, Prawo i Sprawiedliwość, które włożyło ogromny wysiłek w kampanię, miało po swojej stronie rządzące media, zwłaszcza telewizję i kościół, co jest niezwykle ważne, zdobyło w Sejmie bezwzględną większość, chociaż niewielką, 235 mandatów na 460. Natomiast dość niespodziewanie znalazło w mniejszości w drugiej izbie parlamentu – w Senacie,  który nie odgrywa dużej roli i ma bardzo ograniczone kompetencje zgodnie z Konstytucją. Więc, to jest pierwsza uwaga. Jest trochę chaosu i trochę zamieszania.

Mogą być rozmaite scenariusze. Do Sejmu weszło 5 ugrupowań. Po 4 latach wróciła lewica, która popełniła 4 lata temu historyczne błędy umożliwiając wówczas zdobycie bezwzględnej większości przez PiS w Sejmie i w Senacie. Teraz dla prezesa Kaczyńskiego, który jest jednak najwyższą wyrocznią dla sił prawicy, zdarzyło się coś, przed czym on sam często przestrzegał, mianowicie, żeby na prawo od PiS-u, nie było żadnej siły politycznej.

Ale, wprawdzie z niewielką liczbą mandatów, bo 11, do parlamentu weszła Konfederacja, nacjonalistyczny zlepek różnych prawic, ostro prokościelny, którego członkowie uważają, że polityka PiS często jest nieskuteczna. Ale ja nie oczekuję jakiejś rewolucji, choć znaków zapytania jest dużo. 

– Frekwencja w wyborach była rekordowa. Czym Pan to tłumaczy? Kto, według Pana, na tym zyskał, a kto stracił?

– Pamiętajmy, że jak się mówi o frekwencji rekordowej, to wszystko jest względne. Bo ona wyniosła 61%, według standardów zachodnich to jest niewiele. Ona była rekordowa w porównaniu z poprzednimi wyborami. Była ładna pogoda, to ma niebanalne znaczenie. I była mobilizacja przez różne siły swojego elektoratu.

Natomiast chyba prysł pewien mit: do tej pory uważano, że duża frekwencja nie sprzyja Prawu i Sprawiedliwości. To się okazało błędne.

Jeszcze raz powtarzam, że w Europie Zachodniej, jeśli są to wybory, powiedzmy, w Skandynawii czy w Niemczech, i frekwencja jest niższa, niż 70, to się w ogóle mówi o dramacie. U nas 61% traktuje się jako absolutnie nową jakość. Teraz kolej na powołanie nowego rządu, który, prawdopodobnie, nadal będzie rządem tylko PiS-u. I ja nie wykluczam prób podjęcia przez Prawo i Sprawiedliwość wysiłków na rzecz przeciągnięcia na swoją stronę choćby dwóch czy trzech senatorów. Bo tu jest bardzo chwiejna równowaga.

Choć, powtarzam, Senat nie ma większego znaczenia zgodnie z polską Konstytucją, może to jednak opóźniać proces legislacyjny. Senat może również podejmować pewne inicjatywy. On uczestniczy w wyborze niektórych osób sprawujących ważne funkcje, na przykład, kilku członków Krajowej Rady Sądownictwa, bez Senatu nie można też powołać rzecznika praw obywatelskich itd.

Nie można wykluczać jakby pewnych porachunków w niektórych ugrupowaniach, bo tak zwana Koalicja Obywatelska jest krytykowana z różnych stron za niezbyt udaną kampanię. 

– Więc, wybory do Sejmu i Senatu już przeszły do historii. Co za tym będzie się działo w polskiej polityce w najbliższej przyszłości? Czy już niedługo ruszy druga ważna kampania – prezydencka?

– To prawda, w maju, czyli niewiele, niż za pół roku, czeka na nas kampania prezydencka. Rola prezydenta nie jest znacząca. Polski system jest parlamentarno-gabinetowy, a nie prezydencki, jak w Rosji czy w Stanach Zjednoczonych, w wielu krajach Afryki i Azji. Ale to będzie niewątpliwie ważna kampania. Jest pytanie, czy, na przykład, Donald Tusk, któremu kończy się za nieco ponad miesiąc kadencja na stanowisku przewodniczącego Rady Europejskiej, spróbuje wrócić do polskiej polityki, czy też nie? Takich pytań dotyczących personaliów jest wiele. Z tego punktu widzenia, nie chcę powiedzieć, że przyszłość jest nieprzewidywalna, ale scenariuszy może być wiele. 

– Tematyka wyborcza skupiła się głównie wokół problemów polityki wewnętrznej. Czy wynik wyborów może sprawić, że w polityce zagranicznej pojawią się nowe wektory?

– Polityka zagraniczna w tej kampanii praktycznie nie odgrywała znaczącej roli. Działalność międzynarodowa ekipy rządzącej koncentruje się na sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi. To jest takie jednowektorowe spojrzenie. I ja się obawiam, że może dojść do rozczarowania. Na przykład, wydarzenia, które mają miejsce w Syrii w związku z atakiem tureckim na część sił kurdyjskich, pokazują, że w polityce każdy ma swój własny interes. Ci Kurdowie bardzo ściśle współpracowali z Amerykanami, ale Amerykanie postanowili dzisiaj jednak zachować tysiąc żołnierzy na terytorium Syrii. Ale, krótko mówiąc, pytanie jest takie.

Wygląda na to, że prezydent Trump przegra batalię o ponowny wybór. Ma marne sondaże, rozpoczęto proces impeachmentu, i wtedy jak by taka jednowektorowa tylko polityka zagraniczna dla Polski może sprawić kłopoty z trzema głównymi naszymi sąsiadami: Niemcami, Rosją i Ukrainą. Z Rosją, powiedziałbym, relacje nadal są napięte, z Niemcami też nie jest stan miłości, a to jest najważniejsze państwo Unii Europejskiej i nasz główny partner gospodarczy – około 120 mld obrotów.

Z Ukrainą są zatargi na tle historycznym, choć zmiana ekipy na Ukrainie wyrzuciła za burtę poprzedniego prezydenta Poroszenkę, który popierał ewidentnie siły nacjonalistyczne. Więc, w relacjach z trzema głównymi naszymi sąsiadami nie ma katastrofy, ale nie ma stosunków ciepłych, serdecznych, więc ja się nie spodziewam się tu jakichś rewelacji. Reasumując ten wątek, obawiam się, że ta polityka zagraniczna, bardzo jednostronna, nie będzie przynosić należytych rezultatów. Tym bardziej, że do tej pory PiS korzystał z bardzo dobrej koniunktury gospodarczej, która obecnie w świecie się pogarsza. Otóż, po wyborach więcej niewiadomych okazało się, niż przed wyborami.

– Tu może postawimy wielokropek… Serdecznie dziękuję za analizę.

Zobacz również:

Mateusz Piskorski: Wybraliśmy ciekawy parlament
Krystyna Pawłowicz: „Dam wam jeszcze popalić”
W wyborach prezydenckich PiS „postawi kropkę nad i”
Tagi:
wybory parlamentarne, wybory, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz