14:51 25 Wrzesień 2020
Polityka
Krótki link
Autor
Świat ogarnięty pandemią COVID-19 (105)
11654
Subskrybuj nas na

„Tożsamość polityki zagranicznej wielu krajów w Europie Środkowej i Wschodniej opiera się na powstrzymywaniu i ograniczeniu Rosji. Ale jeśli mimo wszystko będzie się to zmieniać pod wpływem systemu czynników, to nikt nie potrzebuje wracać do Pragi, Warszawy czy Rygi jako zwycięzca” – twierdzi znany rosyjski politolog Fiodor Łukjanow.

Pandemia koronawirusa spowodowała najpoważniejszy kryzys na świecie, z którego konsekwencjami wszyscy już mieli do czynienia. Trzeba jednak pamiętać, że to dopiero początek globalnej restrukturyzacji całego naszego życia.

Każdy napotkał na problemy natury gospodarczej i społecznej. Jednak mozaika zmienionego świata w dużej mierze będzie uzależniona od działań kluczowych graczy - Stanów Zjednoczonych, Rosji i Chin. Unię Europejską czekają ciężkie czasy podczas prób wyjścia z kryzysu. Rola Europy w polityce światowej staje się minimalna, sama ma dość swoich problemów. Interesy narodowe są coraz bardziej sprzeczne z pierwotną ideą integracji europejskiej.

Na pytania komentatora Agencji Sputnik Leonida Swiridowa odpowiedział szef Rady ds. Polityki Zagranicznej i Obronnej, redaktor naczelny czasopisma „Rosja w globalnej polityce” Fiodor Łukjanow.

— Co się z nami stanie po pandemii koronawirusa, jak zmieni się geopolityczna mapa świata? Jaka będzie rola Europy, Rosji, Stanów Zjednoczonych, Chin w zmienionej mozaice świata?

— Aktualnie nie ma sensu zgadywać, bo proces tych zmian, jak mi się wydaje, nie nabrał jeszcze tempa.

Oczywiście sytuacja wynika całkowicie z siły wyższej.

Mogę nawet powiedzieć, że jest bezprecedensowa, bo do takiego całkowitego zamknięcia całego świata w tym samym czasie nigdy nie doszło. Co więcej, wydaje mi się, że nawet wojny światowe nie spowodowały tego, bo istniały ośrodki wyizolowane z powszechnej katastrofy, a tutaj wystąpił kompleksowy problem.

Możemy wstępnie powiedzieć następujące: po pierwsze, kryzys ten, chociaż – przynajmniej na razie - nie tworzy żadnych zasadniczo nowych trendów, bardzo przyspieszył te, które były wcześniej. A demontaż tak zwanego liberalnego ładu światowego, który odbywa się od jakiegoś czasu, przybrał oczywiste, jawne i dość przypominające równie pochyłą formy, gdy wszyscy, pilnie porzucając wszelkiego rodzaju otoczki, zmienili orientację na swoje interesy narodowe, tak jak je rozumieją. Ale nie jest to teraz spowodowane przez wirus, zaczęło się wcześniej, a koronawirus jedynie mocno to zintensyfikował.

© Sputnik . Alexei Druzhinin
Fiodor Łukjanow

Drugim rezultatem pandemii może być wyjście dwóch państw na najwyższą arenę walki, a mianowicie Stanów Zjednoczonych i Chin. To znowu nic nowego. Już dawno do tego zmierzano, ale w ostatnim czasie, przynajmniej jedna strona – chińska – nie dążyła do ostatecznej konfrontacji. Nie dlatego, że Chińczycy się boją, a po prostu nie mieli wystarczającej pewności co do własnych zasobów, głownie – moim zdaniem – niematerialnych, i chcieli to odroczyć.

Teraz z wielu powodów Chiny jako pierwsze wyszły z kryzysu. Wyszły w taki sposób, że wielu uważa to za wzorcowe. Jest to kontrowersyjny moment, jednak taki obraz został stworzony. U Chińczyków pojawiło się to, czego nie mieli dotąd – pewność co do własnej poprawności ideologicznej, moralnej i politycznej.

Oznacza to, że prawdopodobnie Chiny po tym kryzysie - i widzimy to już w niektórych przejawach – będą zachowywać się o wiele bardziej stanowczo. Z drugiej strony Stany Zjednoczone, pomimo niezwykle trudnego okresu podczas epidemii, oczywiście nigdzie nie znikną, margines wytrzymałości jest ogromny, dlatego pozostają światową dominantą. Jednocześnie dominantą, która doświadcza pewnych problemów z pewnością siebie.

Oznacza to, że mamy dwa kraje, teraz równe pod względem wielkości, jeśli weźmiemy całkowitą siłę lub prawie równe pod względem wielkości. Ale obecny hegemon odczuwa niewielki spadek samooceny, a wyłaniający się kandydat - wręcz przeciwnie, zwiększa ją. To nie jest najlepsze połączenie i może prowadzić do dość brutalnej konfrontacji. Większej niż wcześniej.

Świat może zmierzać w kierunku ostrej konfrontacji dwóch wielkich supermocarstw. Oznacza to, że wszyscy inni będą musieli zająć jakieś stanowisko. Będą przeciągani na swoją stronę lub zmuszani do pomocy, choć w większości przypadków bardziej korzystne będzie zachowanie neutralności.

— A w przypadku Unii Europejskiej? Najwyraźniej zjednoczona Europa ma największe problemy?

— Obraz Unii Europejskiej jako niemal doskonałej - przynajmniej według planu i schematu - struktury międzynarodowej spowodował niezwykle wysokie oczekiwania wobec niej, które podsyciły same europejskie elity polityczne. Okazało się jednak, że nie spełniła tych oczekiwań podczas ostrego kryzysu. Zwłaszcza w krytycznym momencie, gdy mowa o epidemii i potrzebie izolacji.

W tym momencie wszystkie kraje zaczynają myśleć tylko o sobie, jest to całkowicie normalne, nie można nikogo o to winić, ale przeszło to w ostrą konfrontację z całą narracją integracji europejskiej, którą słyszeliśmy od dziesięcioleci. I było potężnym ciosem.

Ale jeszcze poważniejsze problemy – moim zdaniem - zaczną się dopiero po zakończeniu epidemii. Kiedy pojawi się pytanie, kto zapłaci za odbudowę przede wszystkim państw, które najbardziej ucierpiały i najsłabszych. W tym przypadku okazuje się, że jest to Europa Południowa.

— Znowu Niemcy muszą zapłacić za wszystko?

— Niemcy powinny zapłacić lub, w każdym razie, wziąć na siebie znacznie większą odpowiedzialność. Co ogólnie jest naturalne, ponieważ Niemcy były i pozostają głównym beneficjentem integracji europejskiej. Dlatego, kiedy Włosi lub Hiszpanie domagają się obecnie większej hojności, a mówi się im: istnieje dyscyplina finansowa, przepraszam, to podważa samą ideę. Idea zjednoczonej Europy jednak nie opierała się wyłącznie na kalkulacjach makroekonomicznych.

Nie mogę powiedzieć, co się ostatecznie stanie. Nadal nie sądzę, że UE zacznie się rozpadać. Ale będą zacięte walki. W końcu Włochy i Hiszpania nie są również ostatnimi krajami w UE, zwłaszcza Włochy, w końcu to kraj założycielski.

Jest Francja, która oczywiście nie zapadła się jak Włochy, ale znajduje się w ciężkiej sytuacji i też nie jest zainteresowana tym, aby dominowało czysto niemieckie podejście.

Unię Europejską czekają ciężkie czasy odnośnie wyjścia z kryzysu. Nie epidemii, a kryzysu ekonomicznego, który nadejdzie. Jak do tego dojdzie, nie wiemy. I w tym okresie o jakiejś międzynarodowej roli Unii Europejskiej w ogóle nie warto mówić. Nie było jej tam wcześniej, ponieważ problemy wewnętrzne zaczęły się dawno temu. Ale teraz zupełnie jest daleko od tego.

— W przestrzeni medialnej pojawiła się teza, że wielkie mocarstwa - Stany Zjednoczone, Rosja i Chiny - znów zaczynają dzielić strefy wpływów, będzie to rodzaj „nowej Jałty”. A kraje Europy Środkowej i Wschodniej mogą znów zostać poddane kontroli Moskwy. Jak prawdziwe są obawy Polaków, państw bałtyckich?

— Ogólnie rzecz biorąc, ciekawe, że to, co się dzieje, jest nieco sprzeczne z obrazem, który wielu w Unii Europejskiej bardzo lubiło rysować odnośnie mieszkańców Europy Wschodniej – wyzyskiwacze, którzy nie doceniają tego, co dla nich robią. W tym kryzysie Europa Wschodnia, nawet najmniej rozwinięte kraje w UE, wykazały się raczej swoją kompetencją.

Nie słyszymy o poważnych problemach w tych państwach. Najgorzej sytuacja wygląda w krajach rozwiniętych gospodarczo: we Włoszech, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii. W Niemczech sytuacja jest lepsza, ale widzimy tam również silne napięcia.

Europa Wschodnia i Środkowa stosunkowo dobrze wychodzi z pandemii. Chociaż stamtąd pochodzą zarzuty wobec UE, że Wspólnota nawet palcem nie ruszyła, aby jakoś pomóc. Ale te małe kraje radzą sobie ze swoimi problemami. To jest ciekawe.

Nie wiem, z czym jest to związane, być może z dziedzictwem znienawidzonego systemu radzieckiego, który zmusza do szczepienia się, dlatego odporność jest lepsza. Albo z dziedzictwem socjalistycznym – medycyną masową, której zachowały się pewne pozostałości. Nie jestem ekspertem, ale to interesujący fakt, którego nie należy ignorować. Europa Wschodnia okazała się dość stabilną społecznością.

Jeśli chodzi o dyskusje na temat tego, że będzie nowa Jałta, takie rozmowy w różnych kontekstach toczą się od dłuższego czasu. Nowej Jałty nie może być z różnych powodów. Po pierwsze, nawet jeśli chodzi o zmianę wpływów światowych, nie dotknie to w pierwszej kolejności Europy Wschodniej. Teraz Europa jako całość jest dość peryferyjna w kontekście globalnym. A tym bardziej Europa Wschodnia. Nie wyobrażam sobie, aby Trump, Putin i Xi Jinping, jako trzej przywódcy w Jałcie w 1945 roku, siedzieli i dzielili te terytoria. Co więcej, obecnie – moim zdaniem – temat sfer wpływów, tradycyjny i normalny w minionych epokach, po prostu stracił na znaczeniu. Tylko dlatego, że komu jest to potrzebne? Ekspansja dla samej ekspansji, powiększanie terytorium, tworzenie stref buforowych prawdopodobnie przyniesie więcej problemów niż korzyści.

W jakim stopniu Stany Zjednoczone i Chiny będą zainteresowane tym, aby wykorzystać zachodzące procesy w swoich interesach? Chiny mają wyłącznie interes gospodarczy. Jest on duży. Sądzę, że tutaj, bez względu na to, co zrobią Europejczycy ze wschodu lub zachodu, wzrośnie chiński czynnik planu geoekonomicznego i strategicznego. Wszędzie, a także w Europie. Ponieważ to skończoność chińskiego Jedwabnego Szlaku, który jest niezbędny do funkcjonowania globalnego systemu chińskiej obecności.

Oczywiście Stany Zjednoczone muszą utrzymać swoją pozycję w Europie, ale Europa nie jest priorytetem. Główny kierunek konkurencji będzie w Azji i jest związany z Chinami.

— A Rosja? „Wschodnia flanka NATO”, jak nazywa siebie Polska, obawia się „rosyjskiej agresji”…

— Oczywiście Rosja ma wrażenie, że jej interesy były rażąco ignorowane przez długi czas, szczególnie w Europie Wschodniej.

Ale rosyjskie ambicje, jeśli można o nich mówić, nie polegają na odzyskaniu stref wpływów, ale na osiągnięciu tego, by kraje te nie tworzyły poważnych problemów dla Rosji. Politycznych, gospodarczych – dowolnych.

Wymaga to pewnej zmiany polityki, co jest dość trudne, biorąc pod uwagę, że tożsamość polityki zagranicznej wielu krajów w Europie Środkowej i Wschodniej opiera się na powstrzymywaniu i ograniczeniu Rosji. Ale jeśli mimo wszystko będzie się to zmieniać pod wpływem systemu czynników, to nikt nie potrzebuje wracać do Pragi, Warszawy czy Rygi jako zwycięzca.

Tym bardziej, że w tej nowej sytuacji rosyjskie priorytety będą dalej przemieszczać się w stronę Azji. Tylko dlatego, że Azja jest teraz o wiele ważniejsza niż cokolwiek innego, a Rosja to kraj azjatycki w trzech czwartych swojego terytorium.

— Bardzo dziękuję za rozmowę.

Tematy:
Świat ogarnięty pandemią COVID-19 (105)

Zobacz również:

Ławrow: Stosunki z Polską należy traktować filozoficznie
Leszek Miller: „W Moskwie pijane niedźwiedzie z karabinami nie biegają po ulicach"
„Warszawy nie widać z kremlowskiego gabinetu Putina"
ABW strzela w tył głowy. Bez sądu i śledztwa
Głód, przemoc i choroby: koronawirus najbardziej uderzy w dzieci
Sprawa dziennikarza Swiridowa: ETPC przystąpił do formowania składu sądu
Duda podpisał ustawę o tarczy antykryzysowej
Tagi:
Jałta, Xi Jinping, Donald Trump, Władimir Putin, Polska, polityka, Moskwa, Rosja, Leonid Swiridow, Fiodor Łukjanow, medycyna, kryzys, UE, Europa, Rosja, USA, Chiny, pandemia, koronawirus
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz