20:44 22 Wrzesień 2020
Polityka
Krótki link
0 83
Subskrybuj nas na

Bułgarski premier Bojko Borysow stał się uczestnikiem skandalu z powodu opublikowanego nagrania, na którym osoba o głosie podobnym do głosu szefa gabinetu omawia bieżące wydarzenia z nieznanym rozmówcą.

Bułgarskie media poinformowały o nagraniu, którego autentyczność nie została udowodniona, 12 czerwca po otrzymaniu go przez wiele redakcji. 

Jak sugeruje Mediapool, nagranie zostało prawdopodobnie zarejestrowane w kwietniu zeszłego roku. W rozmowie, wśród innych ważnych wypowiedzi, mężczyzna o głosie podobnym do głosu bułgarskiego premiera przyznał, że ma związek z kontrolą firmy ubezpieczeniowej Eurohold, która miała nabyć aktywa czeskiej spółki dystrybucyjnej energii ČEZ. Najpierw Komisja Kontroli Finansowej przyszła do Eurohold z kontrolą, a następnie Komisja Ochrony Konkurencji całkowicie zakazała transakcji.

Jeśli ktoś nagle zacznie opowiadać, że wplątałem KKF (Komisję Kontroli Finansowej) w sytuację z Euroholdem, to dostanie ode mnie w twarz za to, że nie wziął pod uwagę mojej opinii

– mówi osoba, której głos ma rzekomo należeć do Borysowa.

W rozmowie poruszono również temat schematów korupcyjnych z europejskimi dotacjami, o których informacje doprowadziły do poważnego skandalu w 2019 roku. Następnie wiceminister gospodarki Aleksander Manolew został zmuszony do odejścia ze stanowiska po tym, jak okazało się, że używa do celów osobistych domu dla turystów zbudowanego za środki europejskie. Według magazynu „Capital”, z tego, co powiedział "Borysow", staje się jasne, że wiedział o zamiarach prokuratury, która chciała wnieść oskarżenie przeciwko Manolewowi. Jednocześnie prawdziwym celem takich demaskacji był zamiar uderzenia w Jelenę Jonczewą z opozycyjnej Bułgarskiej Partii Socjalistycznej: po sprawie z Manolewem oskarżono ją również o to, że jej krewny korzystał z domu zbudowanego za fundusze UE do celów prywatnych.

Manolew jest skończony, dziś lub jutro zostanie mu przedstawione (oskarżenie – red.), zniszczymy go. Ostrzegałem go. Zniszczę wszystko, aby zniszczyć Jelenę Jonczewą. Nie oszczędzę żadnego z naszych

– powiedział mężczyzna na nagraniu.

Powodem skandalicznej rozmowy było oświadczenie przewodniczącej Zgromadzenia Narodowego, Cwiety Karajanczewy, o ludobójstwie Ormian, które w 2015 roku w Bułgarii zdecydowano nazywać masową eksterminacją. Mimo tej decyzji w 2019 roku szefowa parlamentu ponownie podniosła kwestię „ludobójstwa”. Nagrani mężczyźni skomentowali to w następujący sposób: W takiej sytuacji Karajanczewa powinna udawać, że nie pomyślała zanim powiedziała, te słowa. „Niech Cwieta powie po prostu: Jestem prostą p***ą z Kyrdżali (region w południowej Bułgarii – red.) i nie widzę różnicy między masową eksterminacją a ludobójstwem. Weźcie pod uwagę moją głupotę" – powiedział Borysow.

Powiedział, że musiał również zastosować tę technikę w rozmowach z europejskimi kolegami, gdy konieczne było wyjaśnienie jego decyzji. „Kiedy jesteś głupi, wszystko jest proste. Wyjaśniłem rano jednemu trzy razy: ponieważ jestem głupi i nie znam angielskiego, nie zrozumiałem, co do mnie mówi”, powiedział mężczyzna, zauważając, że działo się tak z kolegami z innych krajów – Niemiec, Węgier i Polski. „Wyjaśniłem koledze z Bawarii z taką przyjemnością, że wszystko stało się z powodu mojej głupoty. A potem koledze z Węgier i koledze z Polski. <...> Jestem prostakiem i jest mi łatwo. Bycie skomplikowanym jest przerąbane" – powiedział mężczyzna.

13 czerwca sam Bojko Borysow w komentarzu dla serwisu informacyjnego Epicenter.bg zaprzeczył, że głos na nagraniu należy do niego. Nagranie nazwał „stuprocentowym kłamstwem” i zwrócił uwagę na fakt, że opisane wydarzenia miały miejsce w różnych dniach.

15 czerwca premier powiedział, że publikacje takie jak nagranie, które wyciekło, nie interesują go, ponieważ pojawiają się stale.

To tylko hartuje

powiedział Borysow dziennikarzom.

Dziś bułgarski analityk i socjolog Kinczo Stojczew również powiedział, że głos nie może należeć do premiera, a nagranie jest fałszywe.

„To nie jest język, którego używa Borysow” – powiedział w bułgarskiej telewizji krajowej.

Skandal z nagraniem skomentował przywódca państwa Rumen Radew, podkreślając, że zdarzenie dyskredytuje jego kraj.

„Demonstracyjna niechęć pana Borisowa sprawdzenia autentyczności nagrania jest co najmniej dziwna. Nie chodzi tu po prostu o Bojko Borisowa, a o premiera, chodzi o Bułgarię, kraj, który został poważnie zdyskredytowany” – oświadczył prezydent.

Wypowiedzi mężczyzny na nagraniu to atak na parlament Bułgarii, uważa Radew.

– To wideo to bezpardonowy i brutalny atak na bułgarski parlament, na nasz rozwój europejski, demonstruje on butę i autorytaryzm naszego modelu rządów. Jeśli pan Borisow i jego otoczenie twierdzą, że nagranie nie jest autentyczne, to autora tego fejku należy niezwłocznie znaleźć i jak najsurowiej ukarać – powiedział Radew.

P.S. Możliwe, że polscy koledzy rozgryźli technikę udawania głupca, o której była mowa, ponieważ terminowi „głupota” w Polsce zostało poświęcone niejedno badanie. A że towarzyszy ona życiu politycznemu i społecznemu od wieków świadczy fakt, że w „Księdze przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich” zebranych i opracowanych przez Samuela Adalberga i wydanych w Warszawie w latach 1889-1894 jest ponad dwieście przysłów o głupich i głupocie. Z kolei w 1837 roku Michał Wiszniewski, późniejszy dziekan Wydziału Filozoficznego Uniwersytetu Jagiellońskiego przedstawił klasyfikację głupców w swojej pracy pt. „Charaktery rozumów ludzkich”. Zaś wydane w 1947 „Dzieje głupoty w Polsce” znanego eseisty, publicysty i polityka Aleksandra Bocheńskiego stały się dla wielu ważną i pouczającą książką.

Zobacz również:

Bułgarska diaspora na Ukrainie o działaniach Bułgarii: To ingerencja
Bułgaria oburzona ukraińską reformą: To poważny cios dla naszej diaspory
Bułgaria ma dla turystów z Polski wyjątkowy bonus
Tagi:
partnerstwo, Europa, Bojko Borisow, skandal, Bułgaria
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz