15:50 25 Październik 2020
Polityka
Krótki link
150
Subskrybuj nas na

„To mogło przyjść do głowy tylko oderwanym od rzeczywistości biurokratom z Komisji Europejskiej w Brukseli” - tak nową strategię migracyjną Komisji Europejskiej ocenia ekspert ds. UE Andreas Wehr.

Co zawiera nowa strategia migracyjna Komisji Europejskiej, co się zmieni i kto na tym skorzysta? Sputnik porozmawiał na ten temat z publicystą i ekspertem ds. Unii Europejskiej Andreasem Wehrem.

— Czy rzeczywiście w Brukseli przyjęto nową reformę, czy też w zasadzie wszystko pozostanie bez zmian?

— Komisja Europejska przyjęła zapowiadany dawno temu pakiet reform, które mają zmienić politykę migracyjną. W jego centrum znajduje się tzw. system dubliński, który nie zostanie zniesiony - jak przedwcześnie twierdzili niektórzy komentatorzy. Raczej się zmieni. W ostatnich latach był już wielokrotnie korygowany, a teraz jest ponownie reformowany w czwartej wersji.

Ogólnie rzecz biorąc, system dubliński oznacza, że migranci i uchodźcy muszą ubiegać się o azyl w kraju, do którego pierwotnie przybyli na terytorium Unii Europejskiej.

Tam wniosek musi zostać rozpatrzony i podjęta w jego sprawie decyzja. Z reguły angażują się w to Grecja, Włochy czy Hiszpania. Ale jeśli przyjezdni nie przestrzegają tych zasad i po prostu udają się do wybranego przez siebie kraju UE - na przykład do Niemiec, to ten kraj w określonym czasie może ich odesłać z powrotem do kraju przyjazdu. Ale może również przekierowywać migrantów i uchodźców do innego kraju, przez który przybyli do centrum Europy.

Jednak ta procedura działa z dużymi błędami od samego początku. Kraje przybycia znajdujące się na peryferiach UE nie są oczywiście szczególnie zainteresowane przejęciem całego ciężaru związanego z migracją, gdy gromadzą się u nich migranci i uchodźcy. Stąd też nie przeszkadza im to, że przybywający migranci dość szybko udają się do innych krajów Unii Europejskiej na własne ryzyko, że ciągnie ich do centrum Europy. Z kolei te kraje docelowe nie są w stanie poradzić sobie z zarejestrowaniem nielegalnie przybyłych migrantów w przewidzianym krótkim czasie i odesłaniem ich z powrotem do kraju przybycia lub innego kraju, przez który przekraczali po drodze.

— Jakie zmiany powinny teraz pojawić się w systemie dublińskim?

— Kraje przybycia, czyli Grecja, Włochy i Hiszpania oczywiście z zadowoleniem przyjęłyby fakt, że gdyby system dubliński został „pogrzebany”, bo zostałyby odciążone. Ale reszta UE tego nie chciała, bo wtedy przyjezdni będą mogli całkowicie swobodnie jechać tam, gdzie chcą, oczywiście wybiorą stosunkowo bogate kraje w sercu Europy. W rezultacie doszło do kompromisu między oboma obozami – migranci i uchodźcy, którzy po przybyciu mogą potwierdzić, że ich bliscy krewni mieszkają już w innym kraju Unii Europejskiej, będą mogli w przyszłości od razu skierować się dalej, aby przejść tam procedurę ubiegania się o azyl.

To ustępstwo „jądra Europy” w stosunku do krajów peryferyjnych. Z kolei kraje przybycia będą musiały w przyszłości stosować przyspieszoną procedurę rozpatrywania wniosku o azyl. Pozwoli ona w ogóle nie rozpatrywać wyraźnie nieuzasadnionych wniosków, w ogóle nie przeprowadzać procedury rozpatrzenia, a odrzucać ją operatywnie. Powinno to być zgodne z praktyką stosowaną już w portach lotniczych Unii Europejskiej. Tam wniosek osób ubiegających się o azyl sprawdzany jest w tak zwanej „procedurze lotniskowej” w ciągu zaledwie kilku godzin. Jeśli jest to wyraźnie bezzasadne, osoby, które wjechały, są niezwłocznie odsyłane z powrotem do swojego kraju.

Ale to działa tylko z tego powodu, że linie lotnicze są zobowiązane do przyjmowania z powrotem osób, które wjechały nielegalnie – i na koszt linii lotniczej. Ale dla tych, którzy przybyli drogą morską do Grecji, Włoch czy Hiszpanii, nie jest to takie łatwe. Często nie mają przy sobie dokumentów. A jeśli ich tożsamość zostanie zidentyfikowana, ich kraje pochodzenia często odmawiają im pozwolenia na powrót.

Z tego powodu nie należy oczekiwać, że wiele zmieni się w poprzedniej procedurze, która miała niedociągnięcia. Jednak wraz z przyjęciem nowej „przyspieszonej procedury granicznej” podkreśla się wolę Komisji Europejskiej, aby na greckich wyspach u wybrzeży Turcji, a także na Malcie, włoskiej wyspie Lampedusa, a także na hiszpańskich Wyspach Kanaryjskich, utworzyć tak zwane „centra przylotów”, w których przeprowadzona zostanie wstępna kontrola tego, czy procedura weryfikacyjna jest ogólnie perspektywiczna. Wyspy są do tego szczególnie odpowiednie, ponieważ migranci i uchodźcy mogą dotrzeć dalej tylko z trudem i na własne ryzyko. Z tego też powodu odbudowywany jest obóz Moria na Lesbos.

— Oczywiście w polityce migracyjnej UE istnieją sprzeczne interesy nie tylko między krajami peryferii i „jądra” Europy, ale także między krajami Europy Wschodniej, takimi jak Polska, Węgry itp., które nie chcą przyjmować migrantów i uchodźców, a resztą Unii Europejskiej. Czy nowe propozycje Komisji Europejskiej coś w tym zmienią?

— Tak, coś się w tym zmieni. Komisja Europejska i stojące za nią państwa w tej sprawie wycofują się z prowadzonej od kilku lat polityki zmuszania krajów wyszehradzkich – Polski, Słowacji, Czech i Węgier – do przyjmowania napływów migrantów i uchodźców. W ostatnich latach presja ta stale rośnie. Komisja Europejska złożyła nawet pozew do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości przeciwko Polsce i Węgrom, aby zmusić je do zmiany stanowiska.

Przede wszystkim socjaldemokraci, zieloni i lewica wciąż na nowo domagali się w Parlamencie Europejskim wprowadzenia kary dla zbuntowanych krajów, na przykład zmniejszenia należnych im funduszy na politykę rolną i regionalną. Wszystko to ostatecznie nie przyniosło rezultatów. Aktualnie nawet Austria stanęła po stronie krajów wyszehradzkich. Komisja Europejska uznaje teraz, że decyzja o tym, kogo chce przyjąć jako migranta lub uchodźcę, jest wyrazem suwerenności każdego kraju, w tym członka UE. To prawdziwy postęp w tej inicjatywie.

— Już teraz przewidziane w zamian „partnerstwo eksportowe” wywołuje wielkie oburzenie w sieciach społecznościowych. Czy jest ono uzasadnione?

— Zgodnie z propozycją Komisji Europejskiej do takiego „partnerstwa eksportowego” powinno dojść, jeśli w jakiś kraj UE uderzy fala uchodźców – jak to miało miejsce w 2015 roku. Wówczas należałoby uruchomić „mechanizm solidarności”, który w pierwszej kolejności zobowiązywałby inne państwa członkowskie UE do udzielenia pomocy dotkniętemu krajowi poprzez przyjmowanie napływów uchodźców. Jeśli jakiś kraj odmówi, powinien odpowiadać przynajmniej za wydalenie tych osób, których wnioski o azyl zostały odrzucone. Oczekuje się, że kraj zapewni na to fundusze i personel. Osoby do deportacji będą musiały pozostać w kraju wjazdu. Jeśli wydalenie nie zostanie przeprowadzone w ciągu ośmiu miesięcy, państwo wspierające musi zaakceptować wszystkie osoby przeznaczone do deportacji.

Konkretnie będzie to oznaczało, co następuje: Węgry będą musiały zapewnić fundusze i personel, aby wysłać osoby, którym odmówiono azylu w Grecji, z powrotem do ich krajów. Jeśli to nie zadziała, Budapeszt będzie musiał ich przyjąć.

Most Krymski
© Sputnik . Official information site of the construction of the Crimean bridge
To mogło przyjść do głowy tylko biurokratom z Komisji Europejskiej w Brukseli, oderwanym od rzeczywistości – bo to nigdy nie zadziała. Widzę w tym tylko bezradną próbę wywarcia presji na wschodnioeuropejskie kraje Grupy Wyszehradzkiej. Chcą, aby jakoś wzięli na siebie ciężar polityki migracyjnej Unii Europejskiej. Oczywiście powinno to uspokoić wszystkich, którzy nadal żądają dla nich kary.

— Jak ocenia Pan działania Ursuli von der Leyen i Niemiec w Unii Europejskiej?

— Strategia migracyjna to pierwszy ważny akt prawny, który Ursula von der Leyen przedstawiła jako przewodnicząca Komisji Europejskiej. Program "Następne pokolenie UE - odbudowa po pandemii" został przyjęty w lipcu przez Radę Europejską, a nie przez Komisję Europejską. A jeśli chodzi o dotychczas głośno zapowiadaną „Zieloną Umowę”, to wszystko pozostaje na poziomie deklaracji o zamiarach.

Opracowując strategię migracyjną, von der Leyen zdecydowanie pamiętała, że w lipcu 2019 roku została wybrana na przewodniczącą Komisji Europejskiej bardzo niewielką przewagą. O jej wyborze zadecydowały głosy konserwatywnych partii rządowych w Polsce i na Węgrzech, dlatego też próbuje teraz złagodzić presję na te kraje.

Strategia zawiera obecnie dziewięć tekstów ustaw i zaleceń, łącznie 450 stron. Większość tekstów do tej pory jest tylko w języku angielskim. Zajmie to trochę czasu, zanim wszystkie szczegóły będą znane. Dzięki temu będzie jasne, co sądzi w tej sprawie Rada – organ rządów państw członkowskich Unii Europejskiej. Parlament Europejski również ma prawo głosu.

Zobacz również:

Śląsk: Ciężarówka z niespodzianką – zatrzymano ponad 30 nielegalnych migrantów
Spłonął największy grecki obóz migrantów: wszystkiemu winien COVID-19?
Tagi:
UE, migracja
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz