18:37 28 Październik 2020
Polityka
Krótki link
Eskalacja konfliktu w Górskim Karabachu (77)
10292
Subskrybuj nas na

Od końca września w Górskim Karabachu prowadzone są działania zbrojne. Podczas spotkania w Moskwie szefów MSZ Rosji, Azerbejdżanu i Armenii udało się osiągnąć porozumienie o zawieszeniu broni, jednak strony twierdzą, że w praktyce porozumienie w wielu aspektach nie jest przestrzegane.

Generalny dyrektor agencji informacyjnej MIA „Rossiya Segodnya” Dmitrij Kisielow przeprowadził równolegle wywiad z azerbejdżańskim i armeńskim liderem.

Prezydent Azerbejdżanu Ilham Alijew ocenił w wywiadzie udzielonym dyrektorowi generalnemu agencji informacyjnej MIA „Rossiya Segodnya” Dmitrijowi Kisielowowi m.in. obecną sytuację panującą w regionie, jakie straty poniosły strony konfliktu, czy to prawda, że po stronie Azerbejdżanu walczą najemnicy z Syrii i Libii. Wyjaśnił również stanowisko Baku odnośnie głównych zasad porozumienia, od czego powinno rozpocząć się pojednanie. Poinformował jak strona azerbejdżańska widzi kompromis w kwestii Górskiego Karabachu i jakie są jej „czerwone linie”, których nigdy nie przekroczy. Wyjaśnił również, czy jego zdaniem obywatele Azerbejdżanu i Armenii mogą żyć w pokoju.

— Panie Prezydencie, jestem naprawdę wdzięczny za możliwość rozmowy w tak trudnym dla Azerbejdżanu i dla całego świata czasie. Jak Pan ocenia rezultaty działań wojennych od 27 sierpnia, jakie są straty po obu stronach w pańskiej ocenie i czy jest wielu jeńców?

— Dwudziestego siódmego września Azerbejdżan kolejny raz został zaatakowany przez armeńskie siły zbrojne, to był nie pierwszy atak w przeciągu ostatnich trzech miesięcy.

Podobny atak, ale na mniejszą skalę, został przeprowadzony na granicy państwowej w lipcu, wtedy atak został odparty, następnie w sierpniu ze strony Armenii została wysłana jednostka dywersyjna po to, żeby przeprowadzić akcję terrorystyczną na cywilach i żołnierzach, dowodzący tej jednostki został zatrzymany, składa zeznania.

Pod koniec września również na nasze miejscowości przeprowadzono ostrzał artyleryjski i w ciągu pierwszych kilku godzin mieliśmy ofiary zarówno wśród cywilów, jak i wśród wojskowych.

Na dzisiaj mamy 43 ofiary śmiertelne wśród cywilów i ponad 200 rannych, około dwóch tysięcy domów w wioskach i miastach, które znajdują się przy linii styku są albo całkowicie zniszczone albo uszkodzone. Niestety, Armenia kontynuuje ostrzał artyleryjski nawet po ustaleniu warunków zawieszenia ognia, w tym barbarzyńskie bombardowanie miasta Gandża, wskutek którego zginęło 10 cywilów i około 40 zostało rannych.

Co tyczy się strat na polu bitwy, to według naszych danych, straty strony armeńskiej są o wiele większe od naszych. O ofiarach wśród żołnierzy będziemy informować po ustaniu gorącej fazy konfliktu.

Odnośnie skutków działań wojennych to są one bardzo pomyślne dla armii Azerbejdżanu, udało nam się przebić przez głęboko urzutowaną obronę przeciwnika. Na niektórych terenach istniały nawet cztery linie obrony. Górski teren, oczywiście, sprawia, że obrona jest o wiele łatwiejsza, niż kontrofensywa.

Obecnie spod okupacji wyzwolone zostały dziesiątki miejscowości, między innymi miasto Dżabrail i duża część wiosek wokół niego, zdecydowana większość wiosek w regionie Fuzuli, osada Sugowuszan, mająca znaczenie strategiczne. Wypędziliśmy okupantów ze strategicznych wysokości w pasmie górskim Murowdag i i kontynuujemy udaną operację przywrócenia integralności terytorialnej naszego kraju. 

— Z różnych stron słyszymy o udziale najemników z Syrii albo z Libii po stronie azerbejdżańskiej armii, na ile można w to wierzyć?

— Wypowiadałem się na ten temat wielokrotnie. Nie ma potrzeby zaangażowania zagranicznych sił wojskowych w Azerbejdżanie. Nasza armia składa się z ponad stu tysięcy żołnierzy i jeśli będzie taka konieczność to dzięki mobilizacji ta liczba może wzrosnąć kilkukrotnie.

Dzisiaj te jednostki wojskowe, którymi dysponujemy, są w pełni zdolne do wykonania każdego przydzielonego im zadania. Kadry przedstawiające zniszczenie armeńskiego sprzętu wojskowego są dostępne w Internecie. Oczywiście, żaden najemnik nie ma takich kwalifikacji i takich technicznych możliwości. Tylko za pomocą bezzałogowych samolotów szturmowych zniszczyliśmy sprzęt wojskowy przeciwnika o wartości ponad 1 mld dolarów, nie licząc innych środków, którymi dysponujemy.

Potencjał armii azerbejdżańskiej jest znany, nie jest to dla nikogo tajemnicą. Dlatego nie mamy potrzeby angażowania dodatkowych sił zbrojnych. Azerbejdżan zawsze konsekwentnie walczył z międzynarodowym terroryzmem, nigdy nie dopuścimy, żeby na naszym terytorium gnieździły się jakieś terrorystyczne organizacje, tym bardziej, żeby stanowiły zagrożenie dla naszego narodu i dla naszych sąsiadów.

Nikt nie przedstawił nam żadnych dowodów na obecność na terenie Azerbejdżanu zagranicznych formacji zbrojnych, które biorą udział w bieżących starciach. Nasze oficjalne stanowisko jest takie, że żadnych zagranicznych najemników u nas nie ma. 

— Porozumienie uzgodnione w Moskwie 10 października zawiera główne warunki pokojowego rozwiązania konfliktu, proszę powiedzieć coś więcej o tych warunkach, jak je Pan rozumie?
— To są warunki wypracowane na przestrzeni wielu lat. Podczas mojej współpracy z poprzednimi władzami Armenii robiliśmy duże postępy w procesie uzgadniania stanowisk. To nie było łatwe.

Negocjacja, to w każdym wypadku, złożony proces, a tym bardziej w tak ważnej kwestii. Niemniej, obie strony wykazywały chęć podążania ścieżką porozumienia politycznego. Niestety po dojściu do władzy obecnego rządu Armenii wszystko, co zostało wypracowane do tego czasu, strona armeńska po prostu wyrzucła do śmieci.

Były również próby zmiany formy negocjacji, zaprosić do rozmów władze tak zwanej Republiki Górskiego Karabachu, co było odrzucone zarówno przez nas, jak i przez Współprzewodniczących Mińskiej Grupy OBWE.

Co tyczy się podstawowych warunków, to wszystko jest tam jasno zapisane. Zakłada się stopniowe wyzwalanie okupowanych azerbejdżańskich terenów. W pierwszym etapie to południowo-wschodnia część okupowanego terytorium – pięć rejonów.

W drugim etapie to tereny znajdujące się między Górskim Karabachem a Armenią – rejon Lachin i rejon Kelbadżar. Otwarcie całej komunikacji, w tym również znajdującej się w innych częściach armeńsko-azerbejdżańskiej granicy. Powrót uchodźców i przesiedleńców do miejsc, gdzie mieszkali wcześniej, co zakłada powrót azerbejdżańskich uchodźców do Szuszy i innych rejonów byłego Nagorno-Karabachskiego Obwodu Autonomicznego. I rozmowy odnośnie wypracowania ostatecznego statusu Górskiego Karabachu, który powinien być uzgodniony przez strony.

W zasadzie, mówiąc krótko, te podstawowe warunki Azerbejdżan zawsze szanował i je wypracowywaliśmy.  Ale nowa armeńska władza wielokrotnie pokazała, że są nie do przyjęcia, że oni nie oddadzą ani jednego centymetra ziemi. To mówił premier. Minister Obrony Armenii powiedział, że Armenia gotowa jest na nową wojnę o nowe terytorium. Rozlegały się ciągłe groźby i obelgi pod naszym adresem, co doprowadziło do takiej sytuacji. Myślę, że strona armeńska powinna trzeźwo ocenić nową sytuację i przestrzegać zawieszenia broni, które barbarzyńsko złamała w ciągu kilku godzin, bombardując spokojne pogrążone wу śnie miasto Gandża.

— Panie Prezydencie, jeśli mówimy o kompromisach, to na jakie ustępstwa byłby Pan gotów? I czy jest granica, jakiej nigdy nie przekroczycie w tej kwestii?

— Nasze stanowisko zawsze było bardzo konstruktywne i konsekwentne. Opierało się ono zarówno na normach międzynarodowego prawa pod względem realizacji czterech rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ, jakie wymagały całkowitego, natychmiastowego i bezwarunkowego wycofania sił armeńskich z naszych terytoriów. Nasze stanowisko zawsze opierało się na pragmatycznym podejściu i sądzę, że te rozwiązania, które znalazły się na stole negocjacyjnym są tego dowodem.

Jeśli chodzi o czerwone linie, to mówiliśmy o tym bardzo jasno i współprzewodniczący Mińskiej Grupy to doskonale wiedzą: integralność terytorialna Azerbejdżanu nie może być naruszona w żadnych okolicznościach, Azerbejdżan nigdy nie zgodzi się na niepodległość Górskiego Karabachu.

Ale jednocześnie nasza propozycja opierała się na tym, że w przyszłości na terytorium Górskiego Karabachu powinny żyć w zgodzie i współistnieć zarówno społeczność armeńska, jak i azerbejdżańska. Jak to zresztą ma miejsce i w innych miejscach Azerbejdżanu, miedzy innymi w Baku, gdzie mieszka wielotysięczna diaspora ormiańska, w Rosji, w Gruzji, w innych państwach, gdzie Ormianie i Azerowie mieszkają i pracują często w jednej wsi i nie ma między nimi żadnych niesnasek.

Dlaczego nie można tego osiągnąć u nas? Jesteśmy na to nastawieni, ale oczywiście nie mogą zostać zapomniane konsekwencje czystek etnicznych i wszyscy nasi przymusowi przesiedleńcy powinni wrócić do swoich domów. W zasadzie nakreśliłem trochę więcej niż podstawowe zasady, jeśli chodzi o nasze podejście do możliwych kompromisów.

— Brutalność tej wojny przeszła już do historii i Pan jest już również jej częścią. Jak chciałby Pan zapisać się w historii?

— Jak wiadomo każda wojna to brutalność, to ofiary, to cierpienia ludzi, strata bliskich, ale różnica polega na tym, że dla narodu azerbejdżańskiego to wojna wyzwoleńcza, a dla Armenii najeźdźcza. Nie jest dla nikogo tajemnicą również ten fakt, który znają już także międzynarodowi pośrednicy, że tak zwana Armia Górskiego Karabachu nie istnieje.

Dziś ta formacja, którą strona armeńska tak nazywa, składa się w 90% z żołnierzy, będących obywatelami Armenii – są oni powoływani do służby wojskowej przez armeńskie komisje i wysyłani do okupowanych terytoriów Azerbejdżanu: do Agdam, Fuzuli, Dżyrakan, Karwaczarr, Qubadlı, Laçın, Zəngilan. Pytanie: a co oni tam robią?

Na uznanych międzynarodowo terytoriach Azerbejdżanu znajdują się obecnie armeńskie siły okupacyjne. I nie można tego niczym wytłumaczyć: ani z punktu widzenia prawa międzynarodowego, ani z punktu widzenia ludzkiej moralności. Nie można przez 30 lat prowadzić polityki niedopuszczania Azerbejdżanu do ziemi ich przodków.

To przecież terytoria, gdzie ludność ormiańska nigdy nie żyła. Inna kwestią jest to, że tam jest wszystko zniszczone i żeby tam wrócić trzeba podjąć ogromne starania i poświęcić czas, takiego stanowiska nie da się jednak w żaden sposób usprawiedliwić. Dlatego my i nasi wojskowi walczymy i giniemy na azerbejdżańskiej ziemi, a armeńscy żołnierze, oni giną na ziemi, którą ich rząd chce utrzymywać pod okupacją.

Jeśli chodzi o rolę w historii to nie zastanawiałem się nad tym wcześniej, a teraz tym bardziej. Moje najważniejsze zadanie to nie zawieść zaufania azerbejdżańskiego narodu, spełnić  obietnice, które składałem w ciągu wszystkich lat, kiedy sprawuję to stanowisko. I prowadzić kraj na drodze rozwoju oraz zapewnić jego integralność terytorialną, a to, jak moja rola zostanie oceniona w przyszłości, będzie już zależeć od woli azerbejdżańskiego narodu, od tego, co osiągniemy.

Dlatego uważam, że pytanie to należy zostawić tym, których zdanie było dla mnie zawsze najważniejsze przy podejmowaniu tych czy innych decyzji, między innymi odnośnie Górskiego Karabachu.

— Dziękuję Panie Prezydencie, zadałem wszystkie pytania, jakie planowałem, może chciałby Pan dodać coś jeszcze od siebie?

— Chciałbym wykorzystać tę możliwość - a propos wyrażam wdzięczność za taką sposobność zaadresowania swoich słów do wielomilionowego audytorium. Chciałbym wyrazić się jasno, żeby było więcej zrozumienia dla stanowiska Azerbejdżanu. Niekiedy bywają bowiem różne opinie w związku z konfliktem, z jego historią, stanem obecnym. Opierając się na faktach, chciałbym zwrócić uwagę, co tak naprawdę miało i ma miejsce.

Na początku XIX wieku chan Karabachu i Szuszi Ibrahim Khalil Khan zawarł umowę z carską Rosją, reprezentowaną przez generała Cycianowa ws. włączenia Chanatu Karabachskiego w skład Rosji. Tekst umowy, który nazywa się Porozumieniem Kurakczajskim, jest opublikowany w Internecie, każdy może się z nim zapoznać.

W dokumencie tym nie ma ani jednego słowa o ludności ormiańskiej w Chanacie Karabachskim. Masowe przesiedlenia ludności ormiańskiej do tego regionu zaczęły się po dwóch wojnach rosyjsko-perskich w 1813 i 1828 roku. I od tego czasu z terytorium współczesnego Iranu i częściowo Anatolii Wschodniej zaczęło się masowe przesiedlanie Ormian do Karabachu. To odnośnie tego, do kogo ta ziemia należy pod względem historycznym.

Po upadku Imperium rosyjskiego w 1918 roku została utworzona Demokratyczna Republika Azerbejdżanu i armeńskie niepodległe państwo. Tak więc Demokratyczna Republika Azerbejdżanu została utworzona  w ramach wszystkich tych terytoriów i co więcej następnego dnia po ogłoszeniu jej utworzenia postanowiła przekazać miasto Erywań Armenii jako stolicę. To również fakt historyczny.

Przywódca Republiki Czeczeńskiej Ramzan Kadyrow
© Sputnik . Sayid Tsarnaev
W 1921 roku Kaukaskie Biuro KC podjęło decyzję ws. pozostawienia Górskiego Karabachu w składzie Azerbejdżanu, a nie przekazania, jak twierdzą niektórzy pseudohistorycy. Taka jest właśnie historia tego regionu. Ale to, co stało się już przed rozpadem ZSSR jest jak myślę wszystkim znane. Przecież rozpad Związku Radzieckiego również zaczął się od separatyzmu w Górskim Karabachu. Było to (swojego rodzaju – red.) pociągnięcie za spust.

Wiele osób zapomina przecież o tamtych demonstracjach, kto je organizował, kto za tym stał. Często mówię, że Paszinian to produkt Sorosa. I myślę, że wszyscy się ze mną zgodzą. Ale Soros to już nawet nie postać, to pojęcie. Absolutnie nie wykluczam, że i wtedy, aby podzielić ogromny kraj uruchomiono właśnie takie instrumenty.

Podzielić od środka, zasiać niezgodę, skłócić narody i zniszczyć państwo. I właśnie tak się stało. Dlatego chciałbym po prostu uświadomić te fakty historyczne rosyjskiej społeczności i powiedzieć, że Azerbejdżan i Rosję łączą wielowiekowe więzy przyjaźni, współpracy, wzajemnego zrozumienia. I jestem przekonany, że żadna siła nie jest w stanie na to wpłynąć, chociaż widzimy próby zasiania niezgody, podważenia zaufania, podejmowane z różnych stron. Jednak dzięki konsekwentnej polityce zarówno rosyjskiego, jak i azerbejdżańskiego kierownictwa nie tylko się nie cofamy, ale idziemy naprzód.

Dziś Rosja i Azerbejdżan określają się wzajemnie partnerami strategicznymi. Poziom współpracy między naszymi państwami może być tylko przykładem dla pozostałych sąsiadów.

Jestem przekonany, że kiedy faza wojskowa konfliktu się skończy i przejdziemy do uregulowania politycznego, a jesteśmy gotowi to zrobić choćby jutro, jeśli strona armeńska porzuci próby przywrócenia siłą tego, co straciła i tego, co do niej nie należy, to jestem pewien, że Rosja będzie w dalszym ciągu odgrywać wiodącą rolę w stabilizacji w naszym regionie.

Dlatego chciałbym za Państwa pośrednictwem przekazać wszystkim Rosjanom jak najserdeczniejsze życzenia.
W ubiegłym roku Azerbejdżan odwiedziło milion Rosjan. Mam nadzieję, że po pandemii ta dynamika zostanie przywrócona. Zawsze będziemy cieszyć się z odwiedzin naszych gości z Rosji. A i oni wiedzą, że przyjeżdżając do Azerbejdżanu, mogą czuć się jak u siebie w domu.

Tematy:
Eskalacja konfliktu w Górskim Karabachu (77)

Zobacz również:

Alijew nazwał starcia w Karabachu „chwilą prawdy” dla Azerbejdżanu
Alijew: Erywań powinien przedstawić harmonogram wycofywania wojsk z Karabachu
Alijew o składzie azerbejdżańskiej armii: „Nie ma u nas najemników. To nasze oficjalne oświadczenie”
Tagi:
Rada Bezpieczeństwa ONZ, George Soros, OBWE, zagrożenie, sprzęt wojskowy, Syria, ofiary, MIA Rossiya Segodnya, Rosja, Azerbejdżan, Armenia, Górski Karabach, stosunki międzynarodowe, stosunki dyplomatyczne, wojna, konflikt, Ilham Alijew
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz