Polityka
Krótki link
Wzrost napięcia na linii Rosja-Zachód (34)
10793
Subskrybuj nas na

W drugiej części Siergiej Ławrow udzielił wywiadu Dmitrijowi Kisielowowi, dyrektorowi generalnemu MIA Rossiya Segodnya, do której należy Agencja Sputnik, i opowiedział o tym, czy dojdzie do wojny w Donbasie, dlaczego Zełenski nie może dodzwonić się do Putina i co Moskwa jest gotowa przedyskutować z obecnymi władzami Ukrainy.

— Napięcie rosło od początku roku. Wygląda na to, że po telefonie Bidena do Putina nieco opadło. Moja ocena jest taka, że ​​gwarancje wojskowe USA dla Ukrainy okazały się blefem. Ale strzelanina nadal nie ustaje, używa się dużych zakazanych kalibrów, a wrażenie jest takie, że ten pokój nie różni się zbytnio od wojny, równowaga jest bardzo niestabilna. W Donbasie jest już ponad pół miliona rosyjskich paszportów, czyli obywateli Federacji Rosyjskiej. Czy będzie wojna?

— Jeśli zależy to od nas i od milicji ludowej, o ile możemy zrozumieć ich zasadnicze podejście, to wojny można i należy unikać. Mówiąc o stronie ukraińskiej, o stronie Zełenskiego, to nie zamierzam zgadywać, bo według wszelkich oznak najważniejsze jest dla niego utrzymanie władzy i jest gotów zapłacić za to każdą cenę, w tym pobłażanie neonazistom oraz ultraradykałom, którzy nadal nazywają Milicję Ludową Donbasu terrorystami. Niech nasi zachodni koledzy zwyczajnie to przeczytają, niech zobaczą przebieg wydarzeń z lutego 2014 roku. Żaden z tych obszarów nie zaatakował pozostałej części Ukrainy.

Zostali uznani za terrorystów, byli początkowo celem operacji antyterrorystycznej, a następnie jakiejś operacji połączonych sił. Ale oni nie chcą – wiemy to na pewno – toczyć wojny z przedstawicielami reżimu kijowskiego. Wielokrotnie mówiłem naszym zachodnim partnerom, że są absolutnie stronniczy w ocenie tego, co się dzieje, lekkomyślnie broniąc działań Kijowa, powiedziałem im, że istnieje obiektywny obraz, który regularnie pokazują nasi dziennikarze po prawej stronie linii kontaktowej, a korespondenci wojenni pracują tam prawie bez przerwy.

— W okopach.

— W okopach. Ale nieustannie, każdego dnia sporządzają reportaże, które pozwalają ocenić, jak czują się mieszkańcy tych terytoriów, terytoriów odciętych od reszty Ukrainy blokadą gospodarczą, terytoriów, na których regularnie giną dzieci i cywile, niszczona jest infrastruktura cywilna, szkoły, przedszkola. I zapytałem – robię to regularnie – naszych zachodnich kolegów, dlaczego nie zachęcają swoich mediów do tego, by podjąć taką samą pracę po lewej stronie linii kontaktowej, aby było jasne, jakie szkody tam wyrządzono, które obiekty zostały dotknięte najbardziej. W końcu kilka lat temu, po naszych wielomiesięcznych staraniach, OBWE opublikowała w końcu nie tyle raport o tym, ile osób zginęło, ile osób zostało rannych, ale raport, który pokazał, ile obiektów cywilnych i cywilów zostało poszkodowanych na terytorium republik, a ile na terytorium kontrolowanym przez Kijów. Ta statystyka jest pięciokrotnie wyższa na niekorzyść Kijowa i potwierdza, że ​​w przeważającej większości przypadków Kijów uderza w cele cywilne, a milicja odpowiada atakiem na punkty, z których się strzela. Od tego czasu staramy się regularnie sporządzać tego rodzaju raporty.

Kierownictwo specjalnej misji obserwacyjnej, a nawet sama OBWE, czuje się w tej sprawie bardzo nieswojo i stara się na wszelkie możliwe sposoby unikać publikowania takich rzetelnych danych. Jeśli mowa o ostatnich wydarzeniach, kiedy otwarcie ogłosiliśmy, że prowadzimy ćwiczenia w Południowym i Zachodnim Okręgu Wojskowym Federacji Rosyjskiej, niczego nie ukrywając, że na naszym terytorium organizujemy dwutygodniowe manewry, to pamiętacie, jaki krzyk się podniósł, że Rosja kieruje wojska do granicy z Ukrainą.

Sama terminologia: my mówimy – ćwiczenia Południowego i Zachodniego Okręgu, oni mówią - Rosja rozmieszcza jednostki wojskowe na granicy z Ukrainą. A potem, kiedy ćwiczenia się skończyły, a my to ogłosiliśmy, z zachodniej strony zaczęły się rozlegać takie okrzyki: a więc Rosja została zmuszona do ustąpienia, Rosja się wycofała. Jest takie wyrażenie – samospełniająca się przepowiednia, tu chodzi o coś innego, to jest wishful thinking, myślenie życzeniowe.

Nawiasem mówiąc, to mniej więcej z tej samej bajki, co sytuacja z „siódemką” – kiedy za każdym razem się spotykają, mówią: „Nie będziemy wzywać Rosji z powrotem do „siódemki”. Boże, przecież wielokrotnie mówiliśmy, że już nigdy tam nie wrócimy. Tej „ósemki” już nie będzie, to przeszłość, ale mimo to odrodzenie tego tematu, a także tego, że Rosja poddała się i wycofała swoje wojska, zawróciła je do koszar, oczywiście pokazuje, że Zachód chce z tego czerpać przede wszystkim korzyść dla promowania swojego decydującego słowa, decydującego miejsca we współczesnych stosunkach międzynarodowych. To jest smutne.

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski podczas inspekcji pozycji ukraińskich sił zbrojnych w Donbasie.
© REUTERS / Ukrainian Presidential Press Service
Ale temat tego, co się dzieje z ukraińskim uregulowaniem, był omawiany przez Putina i Merkel, niedawno prezydent Putin rozmawiał o tym z prezydentem Macronem, a także był poruszany podczas niedawnej rozmowy z Bidenem. Moim zdaniem sytuacja jest bardzo prosta. Ci, którzy otaczają protekcją Zełenskiego i jego zespół, nie chcą go zmuszać do przestrzegania porozumień mińskich. Rozumieją całkowitą daremność stawiania na użycie siły, słyszeli sygnały z Doniecka i Ługańska o gotowości do obrony swojej ziemi, swoich domów, ludności, która nie chce żyć według praw narzuconych przez neonazistów. Prezydent Putin powiedział bardzo wyraźnie, że nigdy nie zostawimy w biedzie tych, którzy mieszkają w Donbasie, tych, którzy opierają się otwarcie radykalnemu neonazistowskiemu reżimowi.

A to, co mówi prezydent Zełenski w swoich różnych wywiadach, że na Ukrainie nie ma problemów ani z językiem rosyjskim, ani z Rosyjską Cerkwią Prawosławną i że jest gotów omówić to wszystko z prezydentem Putinem, to wie Pan, to chyba wstyd, dla rozsądnego – jak zawsze uważałem – człowieka, by deklarował, że z językiem rosyjskim nie ma problemów, a Cerkiew Prawosławna na Ukrainie również nie napotyka trudności w funkcjonowaniu. Jestem pewien, że on wszystko doskonale wie. Może w ogóle nic mu nie raportują, a on żyje w jakimś zamkniętym świecie. Ale Zachód oczywiście wysłał sygnały do ​​Zełenskiego. Powiedział Pan, że nie ma co liczyć na pomoc wojskową ze strony Stanów Zjednoczonych. Wiedzieli o tym wszyscy i zawsze. Jeśli ktoś żywił złudzenia, że ​​taka pomoc przyjdzie, cóż, tacy doradcy są bezwartościowi w każdym rządzie, w tym w rządzie pana Zełenskiego.

I niestety Zachód nadal próbuje przekonać nas na wszelkie możliwe sposoby, że trzeba jakoś złagodzić porozumienia mińskie, jakoś zmienić ich kolejność. Zełenski (mówi) nie podoba mi się to.

Ale jeśli by wszystko było na odwrót: najpierw przejmiemy pełną kontrolę nad tym terytorium, w tym nad granicą z Rosją, cóż, wtedy zajmiemy się wyborami i amnestią i w ogóle wszystkim, co powinno tam być, ze specjalnym statusem tych terytoriów... Wiadomo, że gdyby tak zrobili, gdyby ktoś im na to pozwolił, to w zasadzie doszłoby do masakry.

A Zachód nie może lub nie chce go zmusić do przestrzegania porozumień mińskich w ściśle ustalonej kolejności, niepodlegającej niejednoznacznej interpretacji, która została rozpisana od pierwszego do ostatniego kroku. A kontrola nad granicą jest ostatnim krokiem, kiedy te terytoria będą miały już szczególny status zapisany w Konstytucji Ukrainy, kiedy na tych terytoriach odbędą się wolne wybory, które muszą zostać uznane za takie przez OBWE i tak dalej. I oczywiście będzie pełna amnestia, nie tylko taka, jaką wyobrażano sobie za Poroszenki i za obecnego reżimu, a mianowicie, że zobaczymy, że ci, którzy nie popełnili żadnych specjalnych przestępstw, będą podlegali amnestii na zasadzie indywidualnej. To kolejne zniekształcenie.

Porozumienia mińskie zakładają całkowitą amnestię dla wszystkich, którzy brali udział w działaniach wojennych po obu stronach bez żadnego wymiaru sprawiedliwości okresu przejściowego, o czym zaczynają teraz mówić nasi zachodni koledzy. Dlatego uważam, że teraz główna odpowiedzialność spoczywa na Zachodzie, bo tylko Zachód może zmusić Zełenskiego do zrobienia tego, co podpisał jego poprzednik i co podpisał Zełenski, kiedy w grudniu 2019 roku w Paryżu potwierdził prezydentowi Rosji, Francji i kanclerz Niemiec, że nie ma alternatywy dla porozumień mińskich i zobowiązał się do włączenia kwestii specjalnego statusu Donbasu do ustawodawstwa i konstytucji.

— Wiele osób nie rozumie, dlaczego Rosja nie uznaje Donbasu, a Abchazja i Osetia Południowa są przez nią uznawane. I nawet wśród dziennikarzy, moich kolegów, jest żądanie uznania w końcu Donbasu – DRL i ŁRL. Dlaczego tego nie robimy?

— Ma Pan rację, że prawdopodobnie istnieje analogia z Abchazją i Osetią Południową, z jednym wyjątkiem – w Abchazji i Osetii Południowej, kiedy doszło do agresji Saakaszwilego na Cchinwal, na stanowiskach sił pokojowych, w tym rosyjskich, nie zawarto takich porozumień, które byłyby podobne do mińskiego pakietu środków. Tam nawet nie podpisano, lecz po prostu omówiono dokument Miedwiediew-Sarkozy, który zakładał szereg kroków, ale który nie został podpisany przez Gruzję. A Sarkozy, po osiągnięciu porozumienia z nami w Moskwie, poleciał do Tbilisi, aby uzyskać poparcie dla tego dokumentu ze strony Saakaszwilego. Saakaszwili podpisał ten dokument dopiero po wykreśleniu z niego kluczowych zapisów.

Sarkozy próbował przedstawić to jako kompromis, ale dla wszystkich było to zupełnie jasne. Tam dokument zaczynał się od zdania z preambuły – Federacja Rosyjska i Republika Francuska, dążąc do normalizacji sytuacji na Zakaukaziu, proponują Gruzji, Osetii Południowej i Abchazji co następuje: zawieszenie broni... ten początek Saakaszwili wykreślił i wyszło po prostu, że: pierwszy punkt to zawieszenie broni i dalej. Od tego czasu Zachód domaga się od nas wypełnienia tych umów. Cóż, to tylko taki przykład.

W przypadku Donbasu sytuacja była inna, a 17-godzinne rozmowy w Mińsku z udziałem liderów formatu normandzkiego – prezydenta Hollande'a, kanclerz Merkel, prezydenta Poroszenki, prezydenta Putina – dały wynik, który dwa dni później został zatwierdzony przez Radę Bezpieczeństwa ONZ bez żadnych dodatków, bez wątpliwości, czy musi być wykonany. Dlatego obecnie, ogólnie rzecz biorąc, moralna i międzynarodowo słuszność prawna jest po naszej stronie i po stronie republik. I uważam, że nie powinniśmy pozwolić panu Zełenskiemu i jego całej drużynie, która wije się, jak tylko może, zerwać się z haczyka. Weźmy pod uwagę wypowiedź Zełenskiego, kiedy już desperacko chciał wywrócić do góry nogami porozumienia mińskie, że nie są one już odpowiednie, ale ich potrzebujemy, bo utrzymanie porozumień mińskich jest gwarancją zachowania sankcji wobec Rosji.

Pytamy Zachód, jak to oceniacie? Nieśmiało odwracają wzrok i nie mogą nic odpowiedzieć. Ale myślę, że to wstyd, wstyd, gdy dochodzi do takiej kpiny z międzynarodowego dokumentu prawnego, a Zachód, który jest współautorem tego dokumentu i który poparł go w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, demonstruje całkowitą bezradność.

— Zełenski nie może dodzwonić się do Putina – on po prostu nie odbiera telefonu. Kułeba nie może się skontaktować z Panem. Co to znaczy? Dlaczego?

— Oznacza to tylko, że na tym kierunku swoich działań dążą do przerobienia porozumień mińskich i przedstawienia Rosji jako strony konfliktu. Ponieważ wnioski, które do niedawna pochodziły zarówno od mojego kolegi Dmitro Kułeby, jak i od prezydenta Zełenskiego, dotyczyły uregulowania w Donbasie. Na co powiedzieliśmy: „Drodzy przyjaciele, nie powinniście tego dyskutować z nami, ale – jak ustaliliście w ramach porozumień mińskich – z Donieckiem i Ługańskiem”.

Jest tam wyraźnie napisane, że kluczowe etapy ugody powinny być przedmiotem konsultacji i porozumienia z Donieckiem i Ługańskiem. A kiedy mówią, że na linii kontaktu szykuje się nieprzyjemna sytuacja, to chcemy porozmawiać z ministrem Ławrowem lub prezydentem Putinem – to nie do nas z tym. Prezydent na spotkaniu z Alaksandrem Łukaszenką niedawno na Kremlu powiedział bardzo wyraźnie, że jeśli chcą o tym porozmawiać, to adresat powinien być inny. Jeśli nasi partnerzy, w tym prezydent Zełenski, chcą rozmawiać o normalizacji stosunków dwustronnych, to zapraszamy, zawsze jesteśmy gotowi do takiej rozmowy.

— Ale nie ma jeszcze odpowiedzi? Takiej zgody...

— Słyszałem, że Zełenski powiedział, że polecił Jermakowi, szefowi swojego biura, wynegocjować harmonogram, miejsce i miasto, i że to miejsce nie ma znaczenia, bo każdy dzień zwłoki oznacza, że ​​ludzie umierają. Nawiasem mówiąc, co do tego, że ludzie umierają i co się dzieje na linii kontaktowej, to Kijów w ostatnich kilku tygodniach jakoś bardzo zaciekle zaczął promować potrzebę ponownego potwierdzenia zawieszenia broni. Wszyscy jego zachodni patroni zaczęli do nas apelować – wpłyńcie na Donbas, aby w końcu doszło do prawdziwego zawieszenia broni.

Prezydent Putin, rozmawiając przez telefon z prezydentem Macronem i kanclerz Merkel w ciągu ostatnich kilku tygodni, przypomniał im o faktach. A fakty są takie, że w lipcu 2020 roku w grupie kontaktowej osiągnięto najpoważniejsze i najskuteczniejsze porozumienie o zawieszeniu broni. Skuteczne, ponieważ uzgodniono mechanizm monitorowania przestrzegania go. Mechanizm ten zakładał całą sekwencję działań – przede wszystkim obowiązek każdej ze stron nie reagować natychmiast na ostrzał, ale zgłosić naczelnemu dowództwu, że doszło do naruszenia. I dopiero wtedy od tego naczelnego dowództwa otrzyma rozkaz, jak postępować: odpowiedzieć lub uzgodnić mechanizmy stworzone do komunikacji między dowódcami w terenie. Zatem porozumienie, zgodnie z oczekiwaniami, znalazło odzwierciedlenie w zarządzeniach wydanych przez Doniecką Republikę Ludową i Ługańską Republikę Ludową.

Te rozkazy zostały opublikowane, rozkazy wojskowe.

Kijów obiecał zrobić to samo, ale tak się nie stało. Zamiast tego zaczął znowu bawić się słowami i zamiast wywiązać się z obowiązku meldowania na samą górę o jakimkolwiek ostrzale i otrzymywaniu stamtąd rozkazów, zaczęto zastępować ten bardzo klarowny schemat pewnymi niejasnymi sformułowaniami, bez względu na to, że na późniejszych spotkaniach wytykały im to Donieck i Ługańsk, a i nasi przedstawiciele w grupie kontaktowej mówili o tym niejednokrotnie.

W formacie normandzkim tym właśnie zajmował się Dmitrij Kozak przez te wszystkie miesiące w kontaktach ze swoimi francuskimi i niemieckimi kolegami. Ze strony ukraińskiej udział brał też Andrij Jermak.

Przeczytałem transkrypcję tych rozmów. To po prostu, jak to się mówi, jak grochem o ścianę – ja o niebie, ty o chlebie. I nagle, kilka tygodni temu, ukraińskie kierownictwo zdecydowało, że konieczne jest ponowne ożywienie tematu zawieszenia broni. To wstyd i hańba.

Wie Pan, z wielką przyjemnością oglądałem serial „Sługa ludu”, kiedy nikt nie przypuszczał, że jego bohater będzie podążał tą drogą w prawdziwym życiu. Ale nie poszedł tą drogą, bo gdyby teraz Władimir Zełenski obejrzał ten serial i próbował zrozumieć przekonania osoby, którą przedstawił na ekranie, a potem porównał te przekonania z tym, co robi teraz, cóż, on prawdopodobnie odniósłby sukces w jednej z najbardziej efektownych sztuk inkarnacji. Nie wiem, kiedy był sobą, a kiedy grał rolę, ale kontrast jest uderzający.

— Czy już wiadomo, kto trafi na listę państw nieprzyjaznych Federacji Rosyjskiej?

— Teraz zajmuje się tym rząd na polecenie prezydenta. Bierzemy udział w tych pracach, uczestniczą w nich również inne resorty. Ale teraz nie wybiegałbym tak daleko w przyszłość: nie chcemy w nieuzasadniony sposób umieszczać na tej liście każdego kraju, który mówi coś złego o Rosji. Będziemy oczywiście opierać nasze decyzje na dogłębnej analizie sytuacji oraz określeniu możliwości współpracy na innej płaszczyźnie. Jeśli dojdziemy do wniosku, że inaczej nie można, cóż, myślę, że ta lista będzie okresowo aktualizowana. Nie jest ona jednak „martwa”, będzie rewidowana w miarę rozwoju naszych stosunków z danym państwem w przyszłości.

— Kiedy będzie można zapoznać się z tą listą?

— Sądzę, że niedługo. Rząd otrzymał konkretne instrukcje, zrozumiałe kryteria, którymi kierujemy się w naszej pracy. Więc myślę, że nie trzeba będzie na nią długo czekać.

— Czy nieprzyjazne państwa nie będą mogły zatrudniać lokalnego personelu?

— Osób fizycznych – Rosjan lub cudzoziemców.

— Czy to jedyny środek wymierzony w nieprzyjazne państwa, czy zostaną podjęte też inne działania?

— Cóż, na tym etapie, dla celów tego dekretu, który został podpisany przez prezydenta Putina, taki jest konkretny cel tego przedsięwzięcia.

— Kolejnym tematem są Czechy. Jak rozumieć całą tę sytuację?

— Nie mogę na ten temat nic powiedzieć, ponieważ nie rozumiem, nie obejmuję rozumem, czego chcieli. Można to oglądać jak jakiś niezbyt dobrym serial. W tej historii jest znowu pełno schizofrenicznych elementów. Kiedy prezydent Zeman mówi, że trzeba to rozwikłać, nie odrzuca możliwości tego, że był to sabotaż przeprowadzony przez jakiś zagranicznych agentów. Sugeruje jedynie, by wziąć też pod uwagę wersję, o której mówiło czeskie kierownictwo, w tym obecny premier Babiš, kiedy w 2014 roku oświadczono, że to zaniedbanie właścicieli tego magazynu. Prezydent Zeman zasugerował jedynie, aby uwzględniono wersję, która nigdy nie została obalona przez te siedem lat. Teraz jest oskarżany o zdradę. A przewodniczący parlamentu twierdzi, że prezydent Zeman – mówiąc o konieczności przeanalizowania wszystkich wersji – ujawnił tajemnice państwowe. Cóż, czy to nie schizofrenia? Moim zdaniem, jak najbardziej.

Należy dowiedzieć się, co naprawdę wydarzyło się w tym magazynie. Niemieckie media donoszą, że znajdowały się tam miny przeciwpiechotne, których zakazuje konwencja sygnowana przez m.in. Czechy i Bułgaria. Pojawia się tu wiele pytań.

— Jak to możliwe, że pewien Bułgar, który dostarcza te miny przeciwpiechotne, a zostały one tam znalezione, najwyraźniej kontroluje magazynem w Czechach, którego nie kontrolował wtedy rząd?

— Okazuje się, że tak.

— Może w takim razie Czesi powinni zacząć od siebie?

— Zapewne należałoby wziąć przykład z Ukrainy, gdzie również ogromna liczba ludzi posiada broń oraz ogromna ilość broni i amunicji nie jest kontrolowana przez siły zbrojne Ukrainy, tylko przez bataliony ochotnicze. To już jest tendencja, kiedy państwo nie jest w stanie zapewnić sobie monopolu na użycie siły.

 

Tematy:
Wzrost napięcia na linii Rosja-Zachód (34)

Zobacz również:

Ambasada Rosji w Kijowie otrzymała notę ws. wydalenia konsula z Ukrainy
Donbas: wysadzono samochód sił zbrojnych Ukrainy
Nadchodząca rozmowa między Putinem a Zełenskim: ujawniono potencjalne tematy
Tagi:
Rada Bezpieczeństwa ONZ, MIA Rossiya Segodnya, kryzys gospodarczy, dolar, biznes, finanse, gospodarka, SWIFT, Władimir Putin, Wołodymyr Zełenski, Format normandzki, porozumienia mińskie, konflikt, Donbas, Ukraina, Czechy, stosunki międzynarodowe, stosunki dyplomatyczne, MSZ Rosji, Siergiej Ławrow
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz