06:34 23 Lipiec 2017
Warszawa+ 17°C
Moskwa+ 14°C
Na żywo
    Prezydent Polski Bronisław Komorowski

    Wybory i konsekwencje

    © AP Photo/ Alik Keplicz
    Polska
    Krótki link
    Peter S. Rieth
    Wybory prezydenckie w Polsce (22)
    0 11952744

    Sytuacja polityczna w Polsce nie jest przypadkowa, lecz jest konsekwencją szeregu złych wyborów. To nie UE i USA służą Polsce w ambicjach jagiellońskich, lecz to Polska posłuży Zachodowi w ambicjach mocarstwowych względem Rosji.

    Pisał w Moskwie przyjaciel Adama Mickiewicza, tłumacz polskiej poezji patriotycznej na język rosyjski Stiepan Pietrowicz Szewieriow: "w naszych szczerych, przyjaznych ścisłych kontaktach z Zachodem nie zauważamy, że jest on jakby człowiekiem noszącym w sobie straszną, zaraźliwą chorobę, otoczonym niebezpieczną atmosferą zakażonych wyziewów. Całujemy się z nim, obejmujemy, dzielimy z nim ucztę myśli, wychylamy kielich uczucia… i nie widzimy ukrytego jadu w tym beztroskim obcowaniu, nie czujemy wśród uciech uczty przyszłego trupa, którym już pachnie!" Słowa te, pisane w 1841 roku, oburzyły wielu. Czy jednak teraz Polacy nie czują pachnących trupów poległych niedaleko naszej granicy na skutek zachodniej zarazy, o której pisał Szewieriow, czy też koniecznie chcą czekać aż zapach trupów popłynie ponownie nad Warszawą? Odpowiedź poznamy 10 maja.

    Diabeł tańczy z nami

    Na Ukrainie trwa wojna domowa będąca katastrofą dla Polski. W Polsce trwają wybory prezydenckie. W zaistniałej sytuacji uznać je należy za najważniejsze w historii III Rzeczypospolitej. To w konsekwencji wyborów podejmowanych przez elitę solidarnościową na przestrzeni ostatnich 10 lat w dziedzinie polityki zagranicznej mamy dzisiejszy kryzys. Zamiast skupiać się w pełni na budowaniu wewnętrznej siły polskiej gospodarki, polskiej armii, polskich instytucji politycznych opartych o rzeczywistą suwerenność, elity obozu solidarnościowego poddali się złudzeniu, że pogłębiając zależności polityczno-wojskowe z USA, UE i NATO, będą w stanie wykorzystać siłę tych instytucji w dążeniu do odbudowy ładu jagiellońskiego. Elity polskie nie liczyły się z możliwością, że nie my tańczymy z diabłem, lecz diabeł z nami, że nie UE i USA posłużą Polsce w ambicjach jagiellońskich, lecz to Polska posłuży Zachodowi w ambicjach mocarstwowych względem Rosji. Powaga tej sytuacji zdaje się nie dotarła na hucznej konwencji wyborczej Prawa i Sprawiedliwości, która przypominała tragiczne dzieje opisane przez amerykańskiego historyka Roberta H. Lorda, wedle którego w 1793 roku "Rzeczypospolita ginęła wśród zabaw i iluminacji."

    W roku 2014 roku w Polsce zabrakło mądrego głosu
    Wtedy chodziło o bal w Grodnie urządzony przez Polaków na cześć zaborcy Jakoba Sieversa. Rozbiory jako temat poważnej debaty politycznej ożywały tylko w warunkach opresji, a przymierały w warunkach dobrobytu. Szkoda. Debata o tym, czy rozbiory były głównie winą polityki wewnętrznej państwa polskiego, czy też wynikały z czynników zewnętrznych to debata której celem nie jest samobiczowanie ani szukanie wroga zewnętrznego. Celem takiej debaty jest budowanie silnej Polski. Niewątpliwie, tylko silna Rzeczypospolita będzie w stanie przetrwać na mapie Europy i zarazem wpłynąć na korzyść kontynentalnych losów. Właśnie brak silnej Polski przesądził o tym, że w 2014 roku zabrakło mądrego polskiego głosu powstrzymującego rewolucyjne zapędy Zachodu na Ukrainie. Zamiast tego mądrego głosu, rząd i jego lojalna opozycja, po tym jak wzięli udział w sprowokowaniu rewolucji na Majdanie, niemalże na kolanach błagali kanclerz Niemiec o rozmieszczenie niemieckiego wojska w Polsce i tym samym oddali suwerenność państwa wywalczoną krwią męczeńską poległych na frontach drugiej wojny światowej oraz ciężką pracą polityczną prawdziwych bohaterów Solidarności. Stronnictwo, które powołuje się na dziedzictwo twórcy Muzeum Powstania Warszawskiego milczy, a jego odbicie lustrzane w rządzie wręcz skarży się, że mało mu obiecanych niemieckich żołnierzy w Polsce.

    Wojna światowa jest u naszych stóp

    Państwo istniejące "tylko w teorii" nie sprostało sytuacji międzynarodowej, w której się znalazło. Polityka administratora dyrektyw unijnych i kłótni smoleńskiej zaowocowała kryzysem. Jedynym sukcesem obozu solidarnościowego jest utrwalenie obłudy jakoby jego dwie frakcje należały do dwóch skrajnie odmiennych stronnictw politycznych, podczas gdy naprawdę należą do jednej i tej samej: partii neosanacyjnej Solidarności. Partia neosanacyjnej Solidarności przemieniła polską debatę publiczną w przestrzeń dla kiboli Tuska czy Kaczyńskiego, podczas gdy nad naszymi głowami rozgrywała się wojna światowa, którą traktowaliśmy jako daleką abstrakcję. Teraz jest u naszych stóp. Partia neosanacyjnej Solidarności wyeliminowała z debaty publicznej wszelkie przejawy poważnej refleksji nad państwem. Brak refleksji nad przyczynami wcześniejszych upadków doprowadzić może do kolejnego.

    Polska szczęśliwą zieloną wyspą brytyjską?

    O tym, że zagadnienia te nie są tylko akademickie świadczy nieznośna lekkość bytu z jakim państwo polskie, w pełni rządzone przez siły Solidarnościowe od 2005 roku, doprowadziło do tego, że do Polski w 2015 roku wjeżdżać będą duże oddziały wojsk niemieckich po to, aby, jak twierdzą udające polskie media niemieckie portale, "bronić Polskę przed Rosją." Ta tragikomiczna narracja już kiedyś pobrzmiewała na ziemiach Polski, gdy pod wpływem obietnic pruskich Polacy porzucili zamiary wsparcia Rosji w wojnie z Turcją i zamiast chociażby roztropnej ostrożności wręcz sprzymierzyli się z Prusami przeciwko Rosji, aby potem rozdzierać szaty nad pruską zdradą, gdy owe Prusy nie udzieliły Polsce obiecanego wsparcia wojskowego, a zaborcą Polski stał się powołany przez Rosję Niemiec bałtycki Jakob Sievers. Historia drugiego rozbioru Polski zdaje się właśnie powtarzać, ale z debaty prezydenckiej na razie wynika, że Polska jest szczęśliwą zieloną wyspą brytyjską lub, w najgorszym wypadku, ośrodkiem przemysłowym w Pensylwanii, przechodzącym trudne chwile i oczekującym na nowego gubernatora, który "sprawniej" pozyska środki inwestycyjne od rządu federalnego.

    Jednak najtragiczniejszym elementem polskiej kampanii prezydenckiej jest brak pochylenia się nad katolickimi tradycjami w obozie neosanacji solidarnościowej, w tym też jawne ignorowanie nauki Papieża Jana Pawła II, który wyraźnie dał do zrozumienia w 2003 roku, że amerykańskie zamiary rozpętania zbrojnej światowej rewolucji demokratycznej są niemoralne, z czego wniosek płynie prosty, że z każdym rokiem pogłębiający się udział polskiej neosanacji w amerykańskim neokonserwatywnym projekcie hegemonii światowej leży w sprzeczności z nauką Chrystusa głoszoną przez Kościół Katolicki.

    Od 2003 roku trwa pasmo złych wyborów

    Sytuacja w jakiej się znajdujemy nie jest przypadkowa, lecz jest konsekwencją szeregu złych wyborów. Przewidział ją Stefan Kisielewski, jeden z ojców polskiej myśli zachowawczej XX wieku. Ten do dziś powszechnie szanowany intelektualista publicznie sprzeciwił się w latach 80-tych rozpadowi Związku Radzieckiego jako bytu politycznego. Kisielewski uważał, że konieczne reformy gospodarczo-polityczne należało przeprowadzić w obrębie istniejących struktur geopolitycznych Układu Warszawskiego, i o ile popierał on radykalnie powiększoną swobodę jednostki i odejście od socjalizmu na rzecz wolnego rynku, zastrzegał, że błędem geopolitycznym mogłoby być zbyt gorliwe dążenie do rozwiązania Związku Radzieckiego. Kisielewskiemu nie chodziło bynajmniej o zachowanie systemu komunistycznego, lecz o zapobieżenie nawrotu chaosu politycznego i napięć etniczno-religijnych na obszarze postradzieckim.

    Kisielewskiego tezy wyrosły z jego bogatych doświadczeń. Osobiście pamiętał widok przygnębionego Piłsudskiego powracającego z nieudanej wyprawy kijowskiej. Poznał Romana Dmowskiego. Ubolewał nad Powstaniem Warszawskim. Z komunizmem walczył nie na ulicy, lecz w sejmie PRL, nie językiem ulicy, lecz spokojnymi i rzeczowymi argumentami na rzecz wolności. Na skutek euforii po upadku muru berlińskiego, zapomniano o jego przestrogach. Zaufano, że NATO nie wykorzysta próźni geopolitycznej pozostawionej przez odchodzące wojska radzieckie, oraz że państwa Europy Środkowej, z silną i suwerenną Polską na czele, strzec będą Europy Środkowej przed zakusami ze wschodu i zachodu. Wiara ta okazała się naiwna, szczególnie wobec Ukrainy, szczególnie wobec domniemanego pokojowego nastawienia Stanów Zjednoczonych. III RP dokonała wielu dobrych i złych wyborów, ale w zakresie polityki zagranicznej jej kurs od 2003 roku to pasmo złych wyborów, którego echa były coraz tragiczniejsze, a teraz zagrażają jej istnieniu. Dzisiaj jej faktycznym przedstawicielem w Mińsku jest kanclerz Niemiec, ktorej wojska będą zaraz strzegły jej granic. Oby okazała się dla Polski równie dobra jak błogosławiony przez Jana Pawła II Cesarz Austro-Węgier Karol. Jeżeli kanclerz Niemiec uratuje Europę przed wojną, uratuje też możliwość odnowy Polski. Czy Polskę będziemy mogli odnowić zależy już od nas.

    Czasu jest mało

    Wśród pierwszej czwórki kandydatów na prezydenta jest dwoje kandydatów, którzy nie zgadzają się z obecną polityką państwa. Jeden z nich jest uczniem Stefana Kisielewskiego. Druga z nich to kobieta, która zdaje się rozumieć wielką wartość polskiego dziedzictwa katolickiego i to, że rolą Polski w Europie jest bycie sumieniem politycznym kontynentu, a nie kolejnym rozgrywającym w żmudnym świecie "Realpolitik", który kończył się zawsze katastrofą i upadkiem i czarnych orłów, i… białego orła. Dodać należy, że o ile owa kobieta urodziła się w tym samym roku i miesiącu co wyżej podpisany, istnieje nadzieja, że myśli kategoriami nie zakotwiczonymi w świecie Gdańska '80, lecz Polski i Europy 2015 roku. Na razie kampania dopiero się rozpoczyna. Czasu jest mało. Nadziei na odnowienie Polski mniej. Jednak czy tego chcemy czy nie, przyjdzie nam zmierzyć się z konsekwencjami naszych wyborów. Zastanówmy się dobrze nad przyczynami upadku pradziadów, wyciągnijmy wnioski. Dokonajmy mądrego wyboru, aby nasze wnuki nie musiały zastanawiać się w przyszłości nad przyczynami naszego upadku.

    Tematy:
    Wybory prezydenckie w Polsce (22)

    Zobacz również:

    Polskie wybory, czyli - wojna!
    Wojna informacyjna zamieszana na rusofobii
    Sposób na „kremlowską propagandę”?
    Tagi:
    wybory prezydenckie, Unia Europejska, Rosja, USA, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz