18:10 11 Grudzień 2017
Warszawa+ 4°C
Moskwa+ 2°C
Na żywo
    Z ostatniej chwili:
    Iskander-M

    W ryzach wojennej retoryki

    © Sputnik. Aleksei Danichev
    Polska
    Krótki link
    Leonid Sigan
    0 7815

    18 marca w Warszawie odbyło się posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego. „Sputnik" poprosił skomentować to wydarzenie doktora Roberta Potockiego.

    18 marca w Warszawie odbyło się posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego, po którym prezydent Bronisław Komorowski oświadczył między innymi, że Rosja przechodzi "od zasady zdolności do miękkiej kooperacji ze światem zachodnim, w tym NATO, w kierunku jednoznacznej postawy konfrontacyjnej w stosunku do świata zachodniego". Skąd wzięła się konieczność ponownego omawiania rosyjskiej doktryny wojennej i dalszego kreowania wizerunku Rosji jako wroga? O tym i nie tylko korespondent radia „Sputnik" Leonid Sigan rozmawia z polskim politologiem, doktorem Robertem Potockim.

    - Wczoraj odbyło się posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego pod przewodnictwem prezydenta Bronisława Komorowskiego. Temat obrad: „Doktryna wojenna Rosji i jej znaczenie dla bezpieczeństwa Polski". Jak wiemy, doktryna ta była przyjęta jeszcze w ubiegłym roku. Więc po co, według Pana, z lamusa wyciągnięto ten dokument? W celu zastraszania własnych obywateli? Wszyscy przecież pamiętamy wątpliwości Donalda Tuska, czy polskie dzieci pójdą do szkoły 1 września.

    — Z perspektywy czasu wspomniane spotkanie Rady Bezpieczeństwa Narodowego i powołanie doktryny dzieli kilka miesięcy. Gdyby to spotkanie zwołano zaraz po ogłoszeniu nowej rosyjskiej doktryny, to nie zdziwiłbym się. Ale w tym wypadku wszystkie ruchy traktowałbym w kategoriach walki wyborczej, najpierw prezydenckiej, potem parlamentarnej. W czym rzecz? Otóż, prezydent, który walczy o drugą kadencję, stara się nie dopuścić do głosu swoich kontrkandydatów. Chce nie dopuścić do tego, aby jego potencjalni przeciwnicy zyskali. On gra albo na emocjach, albo na strachu obywateli przed rzekomym zagrożeniem rosyjskim.

    Można zadać pytanie, w jakim celu organizujemy to spotkanie, jeśli Rosja nie robi niczego nowego w stosunku do tego, co robiła od roku czy dwóch lat. Na czym ma polegać to rosyjskie zagrożenie? Czy na granicy polskiej wzrósł nagle kontyngent wojsk rosyjskich, czy Rosjanie nam grożą? Nie! Rada odbyła się w tle ćwiczeń wojskowych w Rosji, które były niezapowiedziane. Ale, jak można wnioskować z wypowiedzi generała Kozieja lub generała Balcerowicza, takiego rodzaju ćwiczenia stanowią normę dla Federacji Rosyjskiej, więc takiego zagrożenia nie ma.

    Jest, natomiast, podgrzewanie atmosfery zagrożenia wojennego. Należy jeszcze pamiętać o tym, że Polska, a propos konfliktu ukraińsko-rosyjskiego, spełnia w Unii Europejskiej i w NATO rolę państwa „jastrzębia". Nie wiadomo, dlaczego zajmuje postawę wojującą wobec Rosji. A to, tak naprawdę, obraca się przeciwko jej interesom.

    — Padają rankingi prezydenta Komorowskiego w jego kampanii wyborczej. Więc wróg — Rosja — to atut w jego kampanii wyborczej?

    — Zastanówmy się. Jak najłatwiej skonsolidować naród, społeczeństwo, aby zyskać jego głosy? Konsoliduje się wokół władzy w okresie zagrożenia, jeśli tego zagrożenia nie ma, to próbujemy w sposób sztuczny je wywołać. Ponieważ Rosja nam jakoby „zagraża", to musimy się skonsolidować wokół prezydenta. Przecież prezydent, obecne władze mają cały program, który na dzień dzisiejszy sprowadza się de facto do deklaracji i modernizacji sił zbrojnych, odłożonych na najbliższe lata. W konsekwencji chodzi o to, aby powiedzieć: „Zagłosujcie na nas, bo my wam zapewnimy bezpieczeństwo".

    Zakładam, że jesienią ta retoryka zniknie. Co prawda, nie mogę wykluczyć takiej sytuacji, że władze polskie będą wykorzystywały retorycznie to rzekome zagrożenie rosyjskie na użytek wewnętrzny, aby „spacyfikować" opozycję, albo aby czasami maskować własną nieudolność. W tym kontekście rzekomego zagrożenia, można tłumaczyć, na przykład, że nie udało się zbudować drogi, autostrady i tak dalej, bo pieniądze poszły na zbrojenia.

    Wypatrując wroga
    © flickr.com/ US Army
    - A tymczasem w stronę Warszawy transportowane są elementy amerykańskich baterii "Patriot". W polskich mediach nadal dominuje retoryka militarna, a politycy nie ustępują pod tym względem publicystom. Dlaczego tak się dzieje?

    - Należy sobie uzmysłowić, że to też jest połowiczne rozwiązanie. Obecność amerykańska, jednej baterii obrony przeciwrakietowej ma znaczenie symboliczne, polityczne. Zamiast modernizować własne siły zbrojne i doprowadzić do zbudowania własnego arsenału przeciwlotniczego, przeciwrakietowego, Polska ucieka się do posunięć symbolicznych. Odczytywałbym to raczej w kategoriach symbolicznych, bo jedna bateria przeciwrakietowa, odnośnie której są różne zastrzeżenia technologiczne, nic nie zmienia, jeśli chodzi o bezpieczeństwo Polski. Oprócz tego przesunięcie tej baterii do Polski ma też wydźwięk biznesowy.

    Polska zabiega w tej chwili o systemy obrony przeciwrakietowej, przeciwlotniczej. Można to postrzegać jako posunięcie biznesowe — przyjedziemy, pokażemy, w podtekście ambasador amerykański mógłby powiedzieć: "widzicie, to możemy dostarczyć w każdej chwili, to jest system sprawdzony, kupujcie to". To jest dobry biznes.

    Amerykanie myślą w kategoriach biznesowych. Przyjadą, pokażą, w razie czego powiedzą, jak kupicie rakiety to będą one kompatybilne z tym, co już macie. Ale podkreślam, jedna bateria w Polsce niczego nie zmieni. Jedynie nasze media będą głosiły, że w obliczu zagrożenia rosyjskiego Amerykanie przyszli nam z pomocą. Ale zastanówmy się, co to jest jedna bateria w porównaniu potencjalnymi rosyjskimi „Iskanderami", przecież to nas nie obroni.

    Tagi:
    Bronisław Komorowski, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz