20:49 23 Lipiec 2017
Warszawa+ 23°C
Moskwa+ 20°C
Na żywo
    Wiaczesław Połunin

    Polska - kraj bez sensu?

    © Sputnik. Wladimir Fedorenko
    Polska
    Krótki link
    Jakub Korejba
    1951821435

    Większość Polaków nie chodzi na wybory i nie interesuje się tym, kto rządzi w ich własnym państwie. Marny prezent na 25 urodziny niepodległości i kiepski prognostyk na przyszłość.

    Rok 2015 to moment, w którym Polacy zdecydują o kształcie swojego państwa na kolejne lata: podwójne wybory to unikalna szansa wystawienia politykom świadectwa i zadania narodowej pracy domowej na kolejne lata. I oto, okazuje się, iż większość Polaków czuje do polityki taką odrazę, iż stara się trzymać od niej jak najdalej.

    Pracownie badania opinii publicznej wielokrotnie w ciągu roku pytają Polaków o mniej lub bardziej istotne sprawy. W tym zalewie słów, liczb i informacji, czasem traci się rozeznanie między sprawami ważnymi i tymi powszednimi, banalnymi. I właśnie niedawno, w zeszłym roku, gdzieś między pytaniami o ulubiony kolor i plany wakacyjne zginęły, niemal niezauważone przez media odpowiedzi na fundamentalne dla naszego państwa pytania. Odpowiedzi bezwzględne i zatrważające. 

    Oto bowiem CBOS opublikował wyniki badań, z których wynika, iż w Polsce zanotowano najniższy w historii poziom zainteresowania polityką wśród młodzieży – 72% rozpoczynających dorosłe życie Polaków nie potrafi sprecyzować swoich poglądów na to, kto i jak powinien rządzić państwem. Większość tych, którym już niedługo przyjdzie wybierać posłów, senatorów i prezydenta nie interesuje się polityką i nie śledzi ważnych wydarzeń w kraju.

    Odpowiedzi na kolejne pytania ankieterów dopełniają rozpaczliwy obraz stanu polskiego państwa: 70% młodych negatywnie ocenia funkcjonowanie demokracji w Polsce a tylko 16% ma pozytywny stosunek do realiów ustrojowych państwa w którym żyje. Zapytani o ocenę klasy politycznej, 92% abiturientów szkół średnich jest zdania, iż politycy dbają wyłącznie o własne sprawy, a partie w swojej działalności nie kierują się interesem obywateli. 78% badanych nie odczuwa wpływu na to, co robi rząd, czując się we własnym państwie przedmiotem a nie podmiotem polityki.

    Co chyba najbardziej istotne: 75% pytanych jest zdania, iż sprawy kraju zmierzają w złym kierunku, a tylko 5% widzi światełko w tunelu.

    Warto podkreślić, iż badania przeprowadzono wśród uczącej się młodzieży, a więc teoretycznie najbardziej dynamicznych, wykształconych i zdeterminowanych do działania mieszkańców naszego kraju. Co ciekawe, mimo, iż od publikacji tych danych, upłynęło już w Wiśle sporo wody, żadna z głównych sił politycznych nie podjęła, nie to, żeby działań, ale choćby dyskusji nad tym problemem. Dla panów i pań w Pałacu Namiestnikowskim i na Wiejskiej, wszystko jest na swoim miejscu – rządy się zmieniają, a my nadal jesteśmy posłami, ministrami i dyrektorami, i to od nas zależą kariery setek tysięcy radnych, burmistrzów i urzędników. W tej kwestii, jak w żadnej innej, wśród przedstawicieli różnych stron polskiej sceny politycznej panuje wręcz idealny konsensus. A ludzie? Jacy ludzie? Jak mawiał duchowy ojciec polskiej klasy politycznej Nikodem Dyzma: „kraj bogaty – wytrzyma”.

    Wychodzi więc na to, iż w 25 rocznicę odzyskania niepodległości, polskie państwo, z jego instytucjami, etosem i klasą polityczną jest nikomu do niczego niepotrzebne – funkcjonuje gdzieś daleko od codziennych problemów zwykłych ludzi i nie chce się nimi interesować. Polacy i ich elita rządząca stanowią dwa oddzielne, niemal nie przecinające się zbiory: obywatele czują się we własnym kraju jak w niewoli u pazernych, aroganckich i zdemoralizowanych czynowników.

    Flaga i godło FR, Kreml
    © Sputnik. Anton Denisow
    I kwestia nie tylko w tym, iż od wielu już lat na każdym kolejnym głosowaniu mamy do wyboru, jak w starej, zapyziałej restauracji „dwa nieświeże dania i dwie nieświeże przystawki” – zbiór wciąż tych samych, dawno skompromitowanych i niebudzących nadziei na jakąkolwiek zmianę partii. Polacy odrzucają nie tylko je, ale całą filozofię działania państwa, które przynosi im nędzę w domu, beznadzieję w szkole, bałagan w szpitalach, brud na ulicy i wstyd zagranicą. Bo właśnie takie uczucia budzi u większości obywateli obcowanie ze strukturą pieczętująca się Orłem Białym i dająca sobie w jego imię prawo do wyzyskiwania miejscowej ludności.

    Młodzi Polacy nie mają poglądów na politykę, nie dlatego, że są a priori wyzuci z patriotyzmu i programowo bezideowi. Problem w tym, iż w zagrabionej im przez pseudoelitę sferze zwanej debatą publiczną nie znajdują ani osobowości, ani poglądów, które warte byłyby ich poparcia. Ludzi oraz idei (jak mówi się współczesnym korporacyjnym językiem – „projektów”) dla których warto pracować i żyć. I kiedy polskie media wraz z tzw. „ekspertami” z przekąsem rechoczą nad tym, ile miliardów dolarów kosztowała olimpiada w Soczi, to warto byłoby zapytać ilu młodych Polaków zazdrości swoim rosyjskim rówieśnikom dumy z tego, że ich kraj jest w stanie zorganizować podobną imprezę.

    Nie trzeba Nostradamusa, żeby przewidzieć, iż duża część z tych przepytanych trzech czwartych, która źle czuje się w Polsce, w dającej się przewidzieć perspektywie spakuje walizkę, kupi bilet na tanie linie i pojedzie szukać szansy na lepsze życie zagranicą. W krajach, które oferują swoim mieszkańcom kontrakt społeczny na zasadach lepszych niż podły dil chciwych z leniwymi, który w ostatnich latach stał się w Polsce niemal narodową ideologią. A ci, którzy zostaną, nie będą mieli najmniejszej chęci nie tylko do służby ojczyźnie, ale także do posiadania dzieci, przestrzegania prawa czy płacenia podatków. I kiedy za parę lat statystyka pokaże, iż z Polski znów wyjechały na stałe kolejne miliony młodych, a w kraju wzrosły przestępczość, pijaństwo i nędza, to zapewne znów nie zepsuje to nastroju uczestnikom tzw. „sceny politycznej”, która w polskich warunkach jest po prostu suto zakrapianą alkoholem, rozwrzeszczaną imprezą na koszt podatnika.

    Badania nie pozostawiają wątpliwości: Polacy postrzegają politykę własnego państwa jako wielokrotnie odgrzewany program kiepskiego, prowincjonalnego cyrku – czasem śmieszny, ale najczęściej żałosny. Ci sami od wielu lat aktorzy wykrzykują te same hasła, nawet nie próbując wysilić się na pozór, iż wszystko to ma jakikolwiek związek z potrzebami ludzi i interesem państwa. I kiedy w przyszłości historycy czasów obecnych pisać będą kolejne rozdziały dziejów, to zapewne trudno będzie im się oprzeć wrażeniu, że zarówno Rozbiory, Wrzesień 1939, jak i niechybny koniec III Rzeczypospolitej były absolutnie logicznym zakończeniem powtarzającego się w historii Polski cyklu. Kolejny jego akt rozgrywa się na naszych oczach i nie ma żadnych przesłanek aby twierdzić, iż tym razem logika dziejowa zostanie naruszona.

    Zobacz również:

    Czy pan Kowalski ma się zbierać na wojnę?
    Ukraina będzie musiała dogadać się z Rosją, aby uratować gospodarkę
    Jaceniuk: Ukraina znajduje się w stanie wojny z Rosją
    MFW: Ukraina nie jest w stanie spłacić długów wobec Rosji
    Tagi:
    CBOS, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz