13:18 20 Wrzesień 2017
Warszawa+ 12°C
Moskwa+ 16°C
Na żywo
    Plac Zamkowy w Warszawie

    Warszawa: Klincz rusofobii

    © Fotolia/ drummond79
    Polska
    Krótki link
    Zofia Bąbczyńska-Jelonek
    0 642018027

    Relacje polsko-rosyjskie zakleszczyły się w okowach rusofobii i pokrętnej polityki historycznej, wykreowanej przez rządzących i realizowanej na różnych poziomach życia publicznego. Znamię rusofobii, charakterystyczne dla obecnych władz w Polsce, przyjęło monstrualne rozmiary i zainfekowało także stosunki unijno-rosyjskie.

    Dyktat przeinaczania

    Mord w Katyniu był największą zbrodnią XX w., dowodzi polski prezydent. Obóz w Auschwitz wyzwalali Ukraińcy, uważa szef polskiej dyplomacji. Reżim Putina jest zdolny do używania siły w polityce zagranicznej, straszy dyrektor Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia. Zaufanie świata do systemu politycznego Rosji było bardzo słabe przed morderstwem Niemcowa. A po nim jest jeszcze słabsze, zapewnia b. polski premier, obecnie szef Rady Europejskiej.

    Mówiący powyższe opinie mają wspólną cechę: są politykami, z wykształcenia historykami, nastawionymi negatywnie do Rosji i jej prezydenta.

    Polacy historię traktują wybiorczo i partykularnie. Naginają lub przeinaczają fakty, odrzucają ze zbiorowej świadomości to, co nie wygodne dla partykularnych interesów politycznych lub kreowanego wizerunku Polski, jako dumnego kraju o szlachetnym narodzie, na którego ze wszech stron czychają wrogowie.

    Do wiedzy historycznej Polacy mają nonszalancki stosunek. Trudno z takim nastawieniem budować obecnie w Polsce zręby dialogu z Rosją.

    By poprawić relacje, rząd polski w porozumieniu rządem rosyjskim, cztery lata temu powołał Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia. W Rosji powstała analogiczna placówka. Bogdan Zdrojewski, ówczesny minister kultury, ogłosił konkurs na stanowisko dyrektora. Konkurs wygrał jego pełnomocnik ds. Centrum.

    Dr Sławomir Dębski, historyk i politolog, w pierwszych dniach września 2011 r. odebrał nominację z rąk swego byłego pryncypała. Wcześniej, w latach 2007-10 był dyrektorem Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, m.in. redaktorem naczelnym rosyjskojęzycznego kwartalnika „Jewropa”. Jest też autorem  monografii „Między Berlinem i Moskwą. Stosunki Niemiecko-Sowieckie 1939 – 1941”, której już sam tytuł mówi o jego nastawieniu do Rosji. Używanie rusycyzmu „sowiecki” zamiast „radziecki”, jest w Polsce postrzegane jako wyraz krytyki Rosji i wyrażenie pogardy wobec ZSRR.

    Czy to jest odpowiedni człowiek na tym stanowisku? Ośmielam się twierdzić, że nie.

     

    Rusofob na straży pojednania i porozumienia z Rosją

    Sławomir Dębski chętnie udziela się mediom i w swoich wypowiedziach nie odbiega od ogólnego nurtu krytyki Rosji we wszystkim. I tego, co istniało w rosyjskiej historii, i tego, co Rosja robi obecnie.

    Grzegorz Schetyna
    © AFP 2017/ TOBIAS SCHWARZ
    W styczniu w wywiadzie dla I Programu Polskiego Radia, pytany o interpretację działań Armii Czerwonej w II wojnie światowej, stwierdził: „Armia Czerwona w Związku Sowieckim rzeczywiście wypychała Niemców, którzy dokonali agresji. Zatem była armią wyzwoleńczą. Donald Tusk we wrześniu 2009 roku, powołując się na węgierskiego publicystę dobrze to ujął: chodzi o to, że wrażliwość narodów Europy Środkowej jest następująca: Armia Czerwona przyniosła oswobodzenie od nazizmu, natomiast nie przyniosła wolności. Bo żołnierze Armii Czerwonej sami wolności nie mieli.”

    W tym samym wywiadzie dr Dębski mówił, że traktowanie w Donbasie wziętych do niewoli żołnierzy z rządowej armii ukraińskiej, świadczy o tym, że na wschodniej Ukrainie nie ma powstańców (separatystów), lecz są … bandyci. „Ci bandyci zachowują siłę do walki dzięki wsparciu z Rosji – dostają amunicję, uzbrojenie, kiedy trzeba i są w opałach – żołnierzy”, — dowodził.

    Ale to nie koniec „rewelacji” dyrektora rządowego centrum, powołanego do dialogu i porozumienia z Rosją. Na zapowiedź uznania przez ukraiński parlament Rosji, jako agresora, dr Dębski stwierdził, że ta decyzja „przybliży uznanie relacji między Rosja a Ukrainą za stan wojny”.

    No cóż, marzyć o wojnie między Rosją a Ukrainą każdy może… Ale, czy powinno to być publiczne marzenia szefa Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia?

     

    Dębski o Krymie

    O tym, że dr Dębski jest głęboko zaangażowany w konflikt ukraiński i jest rzecznikiem rządu kijowskiego, upatrującego wszystkie swoje nieszczęścia w Rosji, świadczy m.in. jego wywiad dla portalu Wirtualna Polska z 17 marca br. w którym zajmuje się Krymem. Z satysfakcją, choć nie zawsze zgodnie z prawdą, wylicza kłopoty, jakie przez Rosję dotykają półwysep i wylicza: rosyjski inwestor, jak się tam zadomowi, to będzie mógł prosperować wyłącznie w Rosji, a jak nawiąże kontakt z inwestorem zachodnim, to grożą mu i jego kooperantom sankcje i zamrożenie kont. Wg Międzynarodowej Agencji Ruchu Lotniczego niebo nad Krymem należy do jurysdykcji ukraińskiej. Do portów na Krymie nie może zawinąć żaden zachodni statek, bo będzie miał kłopoty, itp. „Więc to ma swoje poważne konsekwencje dla rozwoju i przyszłości półwyspu”, — stwierdza dr Dębski.

    Szef Centrum ma też pomysły, co zrobić z obecnie rosyjskim Krymem. Na łamach rosyjskich „Wiedomosti” zaproponował Ukrainie zrzeczenia się Krymu na rzecz Rosji, oczywiście nie za darmo. Jak to nie wypali, to wspólne rosyjsko-ukraińskie zarządzanie półwyspem, a potem wspólnie przeprowadzone referendum. Trzecim sposobem na Krym byłoby ustanowienie nad półwyspem przez 20 lat ONZ-owskiej Rady Powierniczej. Dr Dębski uważa, że „innej drogi nie ma”, a każdy z jego wariantów „prowadziłoby do zniesienia sankcji i zakończenia okupacji”.

    Putin – opium dla plebsu

    Wielki kłopot sprawia dr. Dębskiemu prezydent Putin i jego popularność w Rosji. Uważa, że badania przeprowadzone przez Ogólnorosyjskie Centrum Opinii Publicznej (WCIOM) są bałamutne i nie oddają prawdy, bo ludzie w Rosji boją się mówić, co na serio myślą, a autorytet władzy Putina „przed kryzysem wokół Ukrainy wyraźnie spadał. Owszem, dzięki tej szowinistycznej euforii, jaką wzbudził operacją na Krymie jego notowania niewątpliwie wzrosły”.
    Potwierdzające wysokie notowania Putina w Rosji — badania wykonane przez niezależne Centrum Lewady – dr Dębski kwituje stwierdzeniem: „Jeżeli cały aparat państwa jest zaangażowany do tego, aby tłumić inne opinie, a za ich wyrażanie można zostać zabitym, jak w przypadku Borysa Niemcowa, to w takim społeczeństwie wyniki badania opinii publicznej trzeba wziąć w nawias”.

    Relacje coraz gorsze

    Budowanie pozytywnych relacji z sąsiadem, wobec którego, z rządowych i prezydenckich pozycji kierowane są nieustannie mniej lub bardziej wydumane pretensje — jest trudno. Opierać je na jednostronnie traktowanej historii – jeszcze trudniej. Postawienie historyka z cechami rusofoba na stanowisku dyrektora rządowej placówki, mającej na celu dialog i porozumienie z Rosją, niweczą ten zamiar w zarodku.

    Współprzewodniczący Polsko-Rosyjskiej Grupy ds. Trudnych Adam Rofield
    © AFP 2017/ Pier Paolo Cito
    Co ciekawe, przeprowadzone na zlecenia zarówno Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu, jak i analogicznej placówki w Rosji (opublikowane w tym roku), badania opinii publicznej dot. postrzegania transgranicznego sąsiada w obu krajach — potwierdzają te trudności.

    Łukasz Mazurkiewicz z firmy ARC Rynek i Opinie, która dokonała analizy i sporządziła raport ze zleconych przez Centrum badań, zwraca uwagę, że o ile wyniki poprzednich identycznych badań, z końca 2012 r. dawały obraz „małej stabilizacji” w relacjach polsko-rosyjskich, to badania z grudnia 2014 r. przynoszą zupełnie odmienne rezultaty, „które określić można jako głęboki regres”. Wpłynęły na to wydarzenia na Ukrainie i przekaz o nich, jaki dociera do Polaków.

    „Dramatyczne wydarzenia roku 2014 na Ukrainie stworzyły całkowicie nowy kontekst stosunków rosyjsko-polskich. Dwa kraje znalazły się po przeciwnych stronach barykady”, – stwierdza w podobnym tonie Walerij Fiodorow z WCIOM, komentując badania, które WCIOM przeprowadził w Rosji. Jego zdaniem na pierwszy plan we wzajemnych relacjach wysunęły się już wcześniej „licznie występujące przykłady niezadowolenia, krytyki, oskarżeń i konfrontacji, słowem, siły wzajemnego odpychania, podczas gdy siły przyciągania wyraźnie osłabły i nic nie wskazuje, by miało się to zmienić”. Konflikt w sprawie Ukrainy między Rosją i Zachodem, za którego ważną część Polska się uważa, „przyćmił i pozbawił wartości podjęte przez przywódców obu państw w latach 2011–2013 próby zbliżenia”.

    Jeszcze dwa lata temu „były podstawy, by patrzeć na przyszłość relacji polsko-rosyjskich jako na proces stopniowego osłabiania stereotypów i zrzucania ciężkiego bagażu historii. Współgrało to z prowadzoną wówczas polityką polskich władz, nastawioną na pragmatyczne kształtowanie relacji z Federacją Rosyjską, mimo częstych różnic stanowisk i interesów obu państw” stwierdza Łukasz Mazurkiewicz.

    Niestety, polskie władze zmieniły nastawienie i cały dorobek poszedł na marne…
    Nie tylko z powodu ciężkiego kryzysu społecznego na Ukrainie, mediom opisującym propagandowo i jednostronnie te wydarzenia, ale dzięki takim ludziom, jak dr Dębski, który zamiast pracować nad pojednaniem i porozumieniem z Rosją – angażuje się w ukraińskie awantury przeciwko Rosji.

    Tymczasem z dnia na dzień obnaża się prawdziwe oblicze Ukrainy, targanej bezsensowną wojną domową, bezlitosną rywalizacją oligarchów o wpływy i widmem bankructwa. Coraz więcej krajów unijnych przeciera oczy ze zdumienia i coraz trudniej w łonie UE zapanować nad jednomyślnością ocen wobec Rosji i roli UE w konflikcie społecznym na Ukrainie.

    Dla Sławomira Dębskiego, ten, kto to wszystko dostrzega, jest po prostu „pożytecznym idiotą Kremla, którego należy ignorować”.
    Czyżby panie Dębski?

     


    Zofia Bąbczyńska-Jelonek, publicystka polska

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji

    Zobacz również:

    Stratfor: dopóki Poroszenko rozdziela aktywy, będzie obserwowany
    Prezydent Estonii: NATO to już nie to samo, co w latach zimnej wojny
    Tagi:
    Sławomir Dębski, Rosja, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz