21:21 29 Kwiecień 2017
Na żywo
    Prezydent Rosji Władimir Putin

    Władimir Putin - kandydat na prezydenta Polski

    © Sputnik. Aleksej Drużynin
    Polska
    Krótki link
    Jakub Korejba
    0 1268018818

    Obserwując przebieg kampanii na prezydenta Polski można dojść do wniosku, iż bez Władimira Putina kandydaci po prostu nie mieliby o czym rozmawiać.

    W miarę zbliżania się do finału prezydenckiej gonitwy, zwiększa się także nerwowość kandydatów i napięcie w ich sztabach wyborczych. Mniej lub bardziej profesjonalni specjaliści od imidżu gorączkowo szukają tematów, które mogą zwrócić uwagę wyborczego ludu na ich klienta i choć trochę podbić sondażowe słupki. Pomimo, iż w worku z gorącymi tematami grzebią oni coraz głębiej, wciąż wyciągają z niego ten sam wielokrotnie zgrany problem: Rosję i jej prezydenta. Niemal codziennie słyszymy, iż Putin zrobił to, robi owo i zapewne zrobi tamto, zupełnie jakby miało to natychmiastowe przełożenie na sytuację życiową Polaków.

    W każdym kraju świata, kandydat na prezydenta powinien oczywiście dać do zrozumienia swoim wyborcom co sądzi i co zamierza przedsięwziąć w kwestii polityki zagranicznej wobec sąsiadów. Nawet jednak biorąc pod uwagę to, iż Polska i Rosja mają długą i niełatwą historię sąsiedzkich sporów i nieporozumień, trudno racjonalnie wytłumaczyć ilość (ogromną) i ton (histeryczny) komentarzy związanych z tym krajem i jego przywódcą. W wypowiedziach kandydatów oraz medialnych komentarzach do nich, niemal codziennie, jak mantra powtarza się temat Rosji i co znamienne, niemal wyłącznie w kontekście problemów, wyzwań, czy nawet ewentualnego konfliktu. Okazuje się bowiem, iż we współczesnej Polsce nic nie jest w stanie tak rozgrzać emocji społeczeństwa i dać kandydatom pole do krasomówczych popisów, jak kwestia „trudnego sąsiedztwa" z Rosją i ewentualnego zagrożenia z jej strony.

    Jeżeli popatrzeć na dobór tematów i ton argumentacji, to można odnieść wrażenie, iż Rosja stanowi największy problem polityki wewnętrznej i zagranicznej Polski. Patrząc na ściśnięte od zacietrzewienia twarze pretendentów na najwyższy urząd w państwie i słuchając ich wypowiedzi można dojść do wniosku, iż dla Polaków nie ma dziś bardziej palącej kwestii niż prezydent Rosji i jego rzekomo nieprzyjazne zamiary wobec sąsiadów.

    Okazuje się iż dwa słowa — Władimir Putin — są w stanie zapełnić dowolną lukę w programie wyborczym czy nieścisłości poglądów kandydatów. Można odnieść wrażenie, iż to nie Komorowski, Duda czy Ogórek, ale właśnie Władimir Putin jest dziś kandydatem na prezydenta Polski. To bowiem wokół jego działań i wypowiedzi zbudowana jest kampania niemal wszystkich kandydatów.

    Wydaje się, iż ciągłe wałkowanie jednego tematu w różnych, czasem najbardziej niespodziewanych kontekstach ma dwie przyczyny: świadomą i nieświadomą.

    Pierwsza z nich wypływa z konieczności ukrycia intelektualnej miałkości i zapełnienia programowej pustki słabo ukrywanej przez wszystkich niemal kandydatów: wydaje się, iż obowiązująca między nimi niepisana zasada, aby o wszystko obwiniać Rosję daje możliwość bezpiecznej ucieczki od faktu, iż na rozwiązanie rzeczywistych problemów po prostu nie mają oni pomysłu. Stara jak świat zasada polityków głosi, iż w sytuacji, kiedy naród zaczyna szukać winnych złej sytuacji w kraju, to najlepiej wskazać palcem na siły działające z zagranicy — nic tak nie integruje ludzi wokół władzy jak wróg zewnętrzny.

    Drugą, można przypisać wypływającemu z historycznych kompleksów i narodowych uprzedzeń specyficznemu zespołowi poglądów i reakcji, który można opisać przez analogię z diagnozowanymi przez psychiatrów nerwicami: ponieważ nie znamy przyczyn istniejących w kraju problemów, lub znamy je, ale z różnych względów wypieramy ze świadomości, to najlepszym sposobem racjonalizacji rzeczywistości jest opisanie nieznanego poprzez znane, czyli w tym wypadku poprzez działanie Rosji. Od co najmniej trzystu lat bowiem, polska elita polityczna wyspecjalizowała się w objaśnianiu wszelkich wewnętrznych i zewnętrznych problemów Polski działaniami ze strony wschodniej sąsiadki i jej przywódców, odczuwających rzekomo wobec naszego kraju nieodpartą mieszankę zawiści i wrogości.

    Tak skrajne i ostentacyjne skoncentrowanie debaty publicznej na oczywistym temacie zastępczym można byłoby potraktować z przymrużeniem oka jako studium przypadku dla specjalistów od socjotechniki i PR-u, gdyby nie to, że ma ono miejsce w kluczowym dla kraju momencie: od tego, kto i jak będzie rządził Polską przez pięć kolejnych lat zależy bowiem kształt państwowości i los obywateli na wiele dziesięcioleci naprzód. W historii Europy zakończył się bowiem okres przejściowy, w którym państwa słabe wewnętrznie i bierne w polityce zagranicznej, mogły spokojnie uczestniczyć w kontynentalnej grze bez ponoszenia kosztów tego uczestnictwa i bez konsekwencji podejmowanych przez siebie błędnych decyzji. Przez lata polscy politycy mogli robić kariery na podstawie pustych słów i trwać na scenie politycznej niezależnie od rezultatów swojej działalności, objaśniając swoje porażki niezależnym od nich splotem geopolitycznych okoliczności. Pierwszym z brzegu przykładem może być kwestia rosnących kosztów utrzymania, które odczuwają co miesiąc wszyscy obywatele: według polskich polityków najpierw gaz drożał bo Rosja nie budowała nowych gazociągów, następnie drożał bo Rosja je budowała. A ponieważ brak logiki nie przeszkadzał w osiąganiu socjotechnicznego efektu, politycy z powodzeniem używali rosyjskiego argumenty dla uzasadnienia coraz to nowych kwestii: dziś na przykład okazuje się, iż zamiast budować szkoły, drogi i szpitale Polska wyda w najbliższym czasie dziesiątki miliardów na uzbrojenie, nie dlatego, iż kilka amerykańskich koncernów skutecznie „zalobbowało" u tego czy innego ministra lub urzędnika, ale dlatego, iż musimy bronić się przed Rosją. Polacy potrzebują od swojego państwa i rządzącej nim elity konkretnych odpowiedzi na prawdziwe problemy. Dramat polega na tym, iż politycy nie chcą lub nie mogą ich dać, grając ze społeczeństwem w nową wersję dziecięcej gry „pomidor", na każde niewygodne pytanie odpowiadając „Putin".

    Jeżeli na serio wziąć używaną przez najpoważniejszych kandydatów argumentację, to należało by uznać, iż za chwilę będziemy czy właściwie już jesteśmy w stanie konfliktu z Rosją, a jej prezydent od samego rana myśli o tym jak zaszkodzić krajowi nad Wisłą. Zgodnie z tą logiką, naczelnym zadaniem polskiego przywódcy ma być obrona państwa i narodu przed tym zagrożeniem i biada temu, kto choć spróbuje skonfrontować tę histeryczną logikę z rzeczywistością. Głębszy problem polega jednak na tym, iż w odróżnieniu od elity politycznej, której dobrze służą awantury i konflikty na Wschodzie, obywatelom Polski potrzeba od Rosji przyjaźni, spokoju i konstruktywnej współpracy, bez której przy naszym położeniu nie uda się nadrobić cywilizacyjnych zaległości.

    Niestety trudno spodziewać się, aby po tym wszystkim, co zostało i być może jeszcze zostanie powiedziane w czasie kampanii jej zwycięzca był w stanie spojrzeć prezydentowi Rosji w oczy i konstruktywnie z nim współpracować. Stara zasada dyplomacji mówi, iż zadaniem polityki zagranicznej jest zmienić wroga w neutrała, neutrała w partnera a partnera w sojusznika. Polska elita polityczna z uporem wartym lepszej sprawy postępuje z Rosją dokładnie na odwrót.

    Zobacz również:

    Putin: Rosja to stabilny partner, bo nie tańczy jak jej zagrają
    Polska potwierdziła swój zamiar przystąpienia do eurostrefy
    Europejczycy mają większe szanse powrotu na rosyjski rynek niż Amerykanie
    Putin: „Zabójstwo Niemcowa było haniebne”
    Argentyna i Rosja umacniają współpracę gospodarczą
    Putin: Po wojnie staraliśmy się narzucić siłą swój model rozwoju krajom Europy Wschodniej
    Media: Biegły ujawnił tajne informacje o katastrofie MH17 w Donbasie
    Putin: Supermocarstwa takie jak USA potrzebują wasali, a nie sojuszników
    Tagi:
    Władimir Putin, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz