01:46 19 Sierpień 2017
Warszawa+ 23°C
Moskwa+ 20°C
Na żywo
    Próba generalna przed paradą wojskową z okazji Dnia Zwycięstwa w Moskwie

    Jeśli Polska nie chce podziękować Armii Czerwonej z serca, to powinna przynajmniej zrobić to z wyrachowania

    © Sputnik. Ilija Pitalew
    Polska
    Krótki link
    Jakub Korejba
    Na szlaku Zwycięstwa (10)
    0 656517132

    70-ta rocznica zwycięstwa w Drugiej Wojnie Światowej obchodzona jest w Polsce w sposób osobliwy: można odnieść wrażenie, iż władze wszystkich szczebli postawiły sobie za cel usunięcie wszelkich śladów historycznego faktu, iż to właśnie radzieccy żołnierze wyzwolili nasz kraj od hitlerowców.

    Jak Polska długa i szeroka, co chwila znikają z powierzchni ziemi pomniki wdzięczności, a symboliczną kulminacją tego procederu było usunięcie z warszawskiej Pragi monumentu „czterech śpiących”. I choć w większości działania te motywowane są najróżniejszymi „technicznymi” powodami, w rodzaju remontu skrzyżowania, to władze nawet nie bardzo skrywają, iż prawdziwe przyczyny mają charakter ideologiczny: celem nie jest korekta krajobrazu, ale korekta narodowej pamięci.

    Z jakiegoś bowiem powodu, władze współczesnej Polski uznały, iż obecny kurs polityki kraju i strategiczne plany na przyszłość wymagają także odpowiedniego uzasadnienia ideologicznego, które z kolei jest niemożliwe bez rewizji myślenia o historii drugiej połowy ubiegłego wieku. Z jednej strony, ponieważ Niemcy są podobno naszym „najbliższym partnerem handlowym” i „strategicznym sojusznikiem”, to niezręcznie jest wypominać, im, iż w każdej polskiej rodzinie jest ktoś zabity przez ich przodków. I zapewne każdy polski polityk, który przyczyni się do relatywizacji niemieckiej winy poprzez zrównanie Trzeciej Rzeszy z ZSRR, może liczyć w Berlinie (a tym samym w Brukseli) na uśmiechy i poklepywania.

    W rezultacie polska polityka historyczna wobec Niemiec utrzymana jest w duchu znanego dowcipu, w którym wszyscy Niemcy, którzy w latach czterdziestych byli w wieku poborowym, pracowali na kolei. Z drugiej strony, przyjęcie takiej linii wymusza znalezienie „czarnego luda”, którym w oczywisty sposób staje się Rosja, która zgodnie z obowiązującą obecnie interpretacją historii zawsze była zła i nigdy nie zrobiła dla nas nic dobrego. A jeśli tak, to nie mogła przecież wyzwolić Polski i żadna wdzięczność, tym bardziej wykuta w kamieniu, jej się nie należy.

    Rola ZSRR w wojennej i powojennej historii Polski nigdy zapewne nie doczeka się jednoznacznej interpretacji: zbyt zagmatwane i dramatyczne były w tamtych czasach losy Polaków, aby oni wtedy i my – ich potomkowie dzisiaj, znaleźli wspólny mianownik zasług i win. Ideologiczne zacietrzewienie części polskiego społeczeństwa należy więc zapewne przyjąć jako daną a nad nienawistnymi wywodami przejść do porządku dziennego: są ludzie, którzy nigdy i nigdzie nie powiedzą Związkowi Radzieckiemu i jego żołnierzom „dziękuję”. Gorzej jednak, kiedy postawa ta staje się punktem wyjścia polityki państwa i dogmatem planowania strategicznego. Jeżeli bowiem brak konsensusu w kwestii moralnej oceny znaczenia radzieckiego zwycięstwa dla Polski da się zrozumieć, to jego epokowe korzyści geopolityczne są po prostu niepodważalne. Nawet skrajny rusofob i „zwierzęcy” antykomunista, jeśli tylko ma choć cień zrozumienia geostrategicznego położenia Polski, wie, iż do dziś powinniśmy dziękować Sowietom za to, co zrobili dla nas w 1945 roku.

    Po pierwsze, zakończyli trwającą od sześciu lat bezlitosną i konsekwentną akcję masowej eksterminacji Polaków i systematycznego niszczenia narodowego mienia. I choć wielu ma uzasadnione zastrzeżenia wobec tego, jak w wyzwolonej Polsce zachowywali się radzieccy towarzysze i ich polscy sojusznicy, to skala strat ludzkich i materialnych przed i po wejściu Armii Czerwonej jest po prostu nie do porównania. Często mówi się, iż w tamtych czasach Polacy nie mieli dobrego wyboru, i trzeba było rozstrzygać między różnymi obliczami zła. Być może tak to wygląda z naszej perspektywy. Jednak dla milionów naszych rodaków zamkniętych w obozach śmierci, oflagach, pracujących niewolniczo w niemieckich fabrykach czy po prostu bojących się wyjść na ulicę, słowa „zwycięstwo” i „wyzwolenie” miały jednoznaczny charakter.

    Prezydent Bronisław Komorowski podczas meczu finałowego Polska - Brazylia mistrzostw świata siatkarzy w Katowicach
    © Sputnik. Władimir Piesnia
    Po drugie, ustalili i wymusili na swych zachodnich sojusznikach najlepsze granice, jakie Polska miała w swojej historii. I choć w kwestii statusu naszego kraju w stosunkach międzynarodowych nic się nie zmieniło: nadal był on przedmiotem a nie podmiotem polityki światowej i tak, jak po I Wojnie Światowej jego istnienie i kształt terytorialny były rezultatem targów wielkich mocarstw, to właśnie interes ZSRR zdecydował o ustabilizowaniu się naszej państwowości w bezpiecznych granicach. Gdyby Stalin nie odciął Polski od Kresów i wkroczyłaby ona z nimi w lata 90-e, to można sobie wyobrazić, iż stosunki z litewską, białoruską i zwłaszcza ukraińską mniejszością przesłoniłyby swym okrucieństwem nie tylko Jugosławię. A biorąc pod uwagę, iż poradziecka Ukraina była państwem atomowym, konsekwencje ewentualnego konfliktu byłyby po prostu przerażające.

    Po trzecie, ustabilizowali i na pół wieku zamrozili sytuację geopolityczną w Europie Wschodniej, która co najmniej przez sto poprzednich lat była widownią narodowych i terytorialnych sporów. Gdyby nie „łapa radzieckiego niedźwiedzia”, to narody naszego regionu – wewnątrz państw oraz między nimi – zapewne długo jeszcze urządzałyby wzajemną rzeźnię, dając siłom zewnętrznym możliwość interwencji. Zapewne ustalony w Jałcie porządek regionalny dla wielu był niesprawiedliwy. Nie da się jednak zaprzeczyć, iż dając Słowakom i Węgrom, Rumunom i Bułgarom, Polakom, Litwinom i Ukraińcom swój kawałek ziemi i pilnując, aby nikt nie orał cudzej miedzy, Związek Radziecki w końcu rozwiązał kwestie narodowe i graniczne, które przez wiele dziesięcioleci doprowadzały do spięć i konfliktów nierzadko skutkujących krwawymi ofiarami.

    Okazuje się więc, iż niezależnie od wrażliwości historycznej i politycznych poglądów, współcześni Polacy mają za co podziękować Związkowi Radzieckiemu i jego poległym na naszej ziemi żołnierzom. Gdyby nie oni, to zarówno polskie państwo, jak i naród zapewne nie przetrwałyby XX wieku. Sąsiada można lubić lub nie – w życiu narodów, uczucia, nawet irracjonalne, są sprawą równie naturalną jak w życiu ludzi. Warto jednak rozumieć, iż kiedy palił się dom naszych rodziców, to właśnie jego synowie przybiegli z wiadrami gasić pożar. A to, że korzystając z okazji, wykroił sobie z naszej działki kawałek ziemi, akurat wyszło nam na dobre: oprócz jabłek, pagórków, leniwych rzek, cierpkiego wina i miłości były tam chwasty sposobne zaatakować i zniszczyć całą posesję. I choćby za to należy się mu zwykłe „dziękuję”.

    Pomniki wdzięczności to bowiem nie tylko „symbol sowieckiego zniewolenia” ale także słupy graniczne porządku, w którym Polska miała możliwość przetrwać i odrodzić się do nowego życia. Usuwając te zbudowane z kamienia, nasz rząd wznosi w ludzkiej pamięci wielki pomnik niewdzięczności, który pozostanie w niej na długie lata.

    Tematy:
    Na szlaku Zwycięstwa (10)

    Zobacz również:

    W rusofobii – Komorowski coraz bardziej osamotniony
    „Nigdy nie dzieliliśmy Zwycięstwa na nasze i cudze”
    Tagi:
    komunizm, rocznica zakończenia II wojny światowej, Dzień Zwycięstwa, II wojna światowa, ZSRR, Rosja, Moskwa, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz