22:33 18 Październik 2017
Warszawa+ 13°C
Moskwa+ 11°C
Na żywo
    Prezydent Polski Bronisław Komorowski z żona głosują w jednym z warszawskich lokali wyborczych

    Żółta kartka dla Komorowskiego

    © AFP 2017/ Janek Skarzynski
    Polska
    Krótki link
    Jakub Korejba
    Wybory prezydenckie w Polsce (22)
    0 9144994

    We wczorajszych wyborach większość Polaków głosowała nie „za" ale „przeciw". Wyniki pierwszej tury wyborów prezydenckich pokazują jak gigantyczny jest rozziew między sytą, zadowoloną z siebie polityczną, biznesową i medialną elitą a większością narodu, który nie załapał na jeżdżący „bronkobusem" dobrobyt i powodzenie...

    Oto bowiem okazuje się, iż szumnie opiewany historyczny sukces, którego uosobieniem są intensywnie okadzani w mediach rząd i prezydent został spektakularnie odrzucony przez większość obywateli.

    Polacy, w swojej większości głosowali bowiem przeciw. Nie „na" opozycję, która zarówno w swej retoryce, jak i próbach sformułowania programu dla kraju jest równie marna jak władza, ale „przeciw" tym, którzy uosabiają niesprawiedliwość i brak perspektyw życia we współczesnej Polsce. Nie „na" tego czy innego kandydata, ale „przeciw" gadającym głowom, które ten układ uosabiają. Nie „na" konkretne programy, ale „przeciw" politycznemu perpetuum mobile, w którym od w politycznym menu, od dwóch dekad mają do wyboru „dwa nieświeże dania i dwie nieświeże zakąski". Stąd właśnie oszałamiający wynik najbardziej radykalnego buntownika tych wyborów Pawła Kukiza, który po nabraniu wiatru w żagle, poprzez same swoje istnienie nie pozwoli polskiej scenie politycznej dalej pogrążać się w partyjniackim marazmie. Okazało się bowiem, iż to on najlepiej zrozumiał, iż Polacy nie chcą takiego państwa i takiej polityki, jakie widzieli przez ostatnie lata.

    A miało być tak pięknie. Jeśli by oceniać Polskę i Polaków na podstawie tego, co można obejrzeć w wiodących stacjach i przeczytać w wysokonakładowych gazetach, to jeszcze dwa — trzy miesiące temu, wydawało się, iż urzędujący prezydent w cuglach wygra wybory już w pierwszej turze. Według nich, wszystko szło świetnie, „Polska rosła w siłę a ludzie żyli dostatniej" i tylko urzędujący prezydent mógł zagwarantować kontynuację narodowego bankietu. Problem polega jednak na tym, iż przez te wszystkie lata, dolce vita pod znakiem biało — czerwonej kokardy kończyło się na rogatkach stolicy, pozostawiając resztę kraju z jej problemami samym sobie wedle dogmatu, iż jeśli czegoś nie ma w TVNie i „Wyborczej" to to po prostu nie istnieje.

    Klęska obecnego prezydenta wynika nie tyle z jakości jego kontrkandydatów, ile z butnej wiary — jego i jego sztabowców — iż wszystkich przeciwników politycznych da się zneutralizować łatką ekstremistów i oszołomów, którzy swym wichrzycielstwem zburzą „zgodę i bezpieczeństwo". Bo problem nie w tym, iż Polacy zgodę i bezpieczeństwo odrzucają, a w tym, iż w swoich województwach, powiatach i gminach jej po prostu nie mają. Program Komorowskiego skierowany był do sytych, zadowolonych i spokojnie patrzących w przyszłość, podczas, gdy większość Polaków z obawą oczekuje jutrzejszego dnia. Studenci boją się, iż nie znajdą pracy, nauczyciele, iż stracą swoja, lekarzom wstyd przynosić marne pensje do domu a przedsiębiorcy zamiast robić pieniądze, ostatkiem sił walczą z biurokratami i inspektorami. I wszyscy ci ludzie nie mają ani interesu, ani przekonania, aby bronić istniejącego układu opiewanego przez prezydenta i jego akolitów.

    Największym przegranym tych wyborów jest Bronisław Komorowski — wczoraj dostał on od narodu żółtą kartkę i wygląda na to, że za dwa tygodnie dostanie czerwoną i będzie musiał zejść z politycznego boiska. Bo, nawet, jeżeli — co w obecnym układzie mało prawdopodobne — uda mu się wygrać w drugiej turze, to przecież nie takiego wyniku oczekiwała od niego partia z dziesiątkami przyrosłych do ministerialnych biurek i rządowych limuzyn notabli, tysiącami napawających się materialnymi i moralnymi słodkościami władzy aparatczyków i dziesiątkami tysięcy nowych (i nikomu poza samą partią niepotrzebnych) urzędników, których niekompetencja w zarządzaniu sprawami obywateli może równać się tylko zacietrzewieniu w obronie status quo. To właśnie ich dobrobyt i samopoczucie obronić miał „gajowy Rzeczypospolitej", gwarantując bezkarne rwanie „czerwonego sukna" przez kolejną pięciolatkę.

    Prezydent Bronisław Komorowski podczas meczu finałowego Polska - Brazylia mistrzostw świata siatkarzy w Katowicach,  21 września 2014
    © Sputnik. Władimir Piesnia
    I to właśnie wszyscy oni będą najbardziej przegrani, jeżeli na jesieni obecnego roku władzę straci partia rządząca. Bo trudno oczekiwać, aby po spektakularnym tryumfie kandydatów opozycyjnych i antysystemowych, po tym, jak ludzie powiedzieli im „idźcie i bierzcie władzę" Duda i Kukiz przez pół roku, jakie zostały do wyborów parlamentarnych siedzieli z założonymi rękami. Oni wiedzą, iż w wyborach prezydenckich Polacy głosowali nie tyle na nich, co przeciwko obrośniętej w państwowy tłuszcz platformerskiej nomenklaturze. Jednak, o ile, do tej pory znajdowali się w cieniu przytłaczających sondaży Komorowskiego i każdą minutę czasu antenowego musieli niemal odbijać od obecnego prezydenta, o tyle teraz dostali jasną, demokratyczną legitymację do przejścia do ofensywy.

    „Źle się dzieje w państwie polskim" powiedzieli wczoraj głośno i wyraźnie wyborcy oczekując, iż zostaną przez swoich kandydatów usłyszani. I jest to niewątpliwie szansa na zmianę. Problem w tym, iż, jak już wielokrotnie w najnowszej historii Polski bywało, może być to zmiana na gorsze.

    Tematy:
    Wybory prezydenckie w Polsce (22)

    Zobacz również:

    W rusofobii – Komorowski coraz bardziej osamotniony
    Miller: Komorowski „ma biegunkę antyrosyjską"
    Komorowski: 9 maja Rosja znów będzie prężyć muskuły
    Zeman: nie wykluczone, że za 20 lat Rosja stanie się członkiem UE
    Lech Wałęsa przepowiada Rosji rozpad i 20-milionową ludność
    Tagi:
    wybory prezydenckie, Gazeta Wyborcza, Bronisław Komorowski, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz