20:48 14 Sierpień 2020
Polska
Krótki link
Autor
0 9914
Subskrybuj nas na

Oszaleliśmy. Tę smutną diagnozę za łatwością udowadnia stosunek Polaków do emigrantów w ciągu ostatnich dwóch lat. Nasz umysł przestał odróżniać dobro od zła, a kłamstwa przyjmuje bez wstrętu, udając, że jest najczystszą prawdą.

Fundacja Estera zaapelowała do rządu polskiego o pomoc przy przyjęciu 1500 chrześcijan z ogarniętej pożogą wojenną Syrii. Fundacja zapewniła, że nie prosi o pieniądze, bo te akurat ma. Organizacji chodzi jedynie o to, by polskie państwo maksymalnie uprościło biurokratyczne procedury w wydawaniu wiz i przyznawaniu chrześcijanom z Syrii statusu uchodźcy. Resztą miała zająć się fundacja.

Media rozpisywały się o konieczności solidarności z braćmi w wierze, ludzkiej solidarności i empatii. Przedstawicielka fundacji mówiła, że jeżeli Polska nie pomoże tym ludziom, to będzie miała ich krew na rękach. Rząd polski, a jakże, odpowiedział. Po trzech tygodniach. Najpierw minister Schetyna wyjaśniał, że tak prędko się nie da, bo musi się skonsultować, a w ogóle to nie jego resort, lecz ministerstwo spaw wewnętrznych. O kwestii uchodźców, zapewnił znany specjalista od historii II wojny światowej, rząd polski będzie rozmawiał niebawem, w następnym tygodniu. No i na początek Polska przyjąć może nie 300 rodzin, a jedynie 60. Miriam Shaded z Fundacji Estera bezsilnie mogła tylko konstatować, że urzędnicy MSZ, bo jednak ono, wbrew temu, co mówił Schetyna, miało najwięcej do zrobienia, obiecywali, że się sprawą zajmą. I na obietnicach się kończyło.

Potem sprawa docierała do urzędników na niższych szczeblach. Ci z kolei żądali fotografii miejsc, w których mieliby być osiedlani uchodźcy, żądali dodatkowych dokumentów.

Ukraińcy na rosyjskim punkcie granicznym Donieck
© Sputnik . Maksim Blinow
Niektórzy dziennikarze słusznie zwracali uwagę czemu Polska zdecydowała się pomagać ludziom faworyzując ich według kryterium wyznaniowego, choć śmierć równo groziła wszystkim innych ofiarom działań wojennych. Władze zapewniały, że to nieprawda, bo one gotowe są pomagać wszystkim potrzebującym w miarę możliwości, ale skoro trak się złożyło, to najpierw zaczną od chrześcijan. I wyznaczano datę kolejnej narady albo posiedzenia. Za kilka dni, za tydzień, za miesiąc.

Nie wiem, jak płynie czas ministerialnym urzędnikom w Polsce ale wiem, że zupełnie inaczej liczą go ludzie, dla których każda następna godzina może być ich ostatnią. Następnego dnia może nie być, a perspektywa tygodnia jest zupełnie niewyobrażalna, bo w takich przedziałach czasowych na wojnie się nie operuje. A polscy urzędnicy z lekkością przerzucali się miesiącami, dając jawny dowód, że obce są im najprostsze ludzkie odruchy współczucia.

To dobrze oczywiście, że znajdowali się dziennikarze, którzy naciskali ministrów o nierówność traktowania uchodźców w zależności od wyznawanej wiary. Byłbym z tych moich kolegów dumny, gdyby nie doskwierające mi od dłuższego czasu pytanie: czemu dopiero aktywność pewnej fundacji uruchomiła dziennikarską empatię w 2015 roku?

Ofiar wojny nie trzeba było szukać aż tak daleko i nie dopiero teraz. Od 2014 roku na Ukrainie toczy się krwawa wojna, w której większością ofiar jest ludność cywilna. Ostawmy na boku rozważania, kto z kim w tej wojnie walczy i jakie za stronami przemawiają racje. Natomiast poza wszelką dyskusją jest cierpienie cywilnych ofiar Donbasu. I od ponad roku nikt jakoś nie podjął tematu, że trzeba tym ludziom pomóc, przyjąć, dać im schronienie, uratować ich rodziny. Nic, ani słowa. Przepraszam, jestem niesprawiedliwy. Rząd Polski wspaniałomyślnie zajął się ofiarami ukraińskiego konfliktu: postanowił ewakuować z Doniecka i okolic 148 osób polskiego pochodzenia. Nikt wtedy się nie awanturował i nie pytał ministrów czemu stosuje się kryteria narodowościowe? Nikt się nie troszczył, czy nie można uratować jeszcze choć trochę ludzi. To bliski kraj, a zabijani cywile to, co za ulga, chrześcijanie, nie trzeba więc było zastanawiać się czy warto nachylać się nad wyznawcami obcej nam wiary.

Prawda, może nie chcieli? To całkiem możliwe, bo przytłaczająca większość uchodźców z Ukrainy szła w stronę Rosji i tam znajdowała schronienie.

Rosjanie nie patrzyli, czy ich stać na pomoc i kto w jakiego Boga wierzy, tylko rozwinęli szeroko zakrojoną i z pewnością kosztowną akcję pomocy uchodźcom, zapewnienia im pracy, nauki i normalnego życia. Rostow nad Donem przyjął ich około pół miliona. Nie słyszałem, żeby ich minister spraw zagranicznych szukał usprawiedliwienia swojej opieszałości w innych rosyjskich ministerstwach. Wszyscy robili to, czego wymagała od nich sytuacja. I przyzwoitość.

Centrum pomocy uchodźcom w Rostowie nad Donem
© Sputnik . Aleksander Pogotów
Centrum pomocy uchodźcom w Rostowie nad Donem

Może więc rzeczywiście Ukraińcy nie szukali w Polsce schronienia przed wojną, bo woleli Rosję?

Nieprawda, niektórzy jednak szukali. Ale bezskutecznie. W 2014 roku ponad 2 000 ludzi złożyło wniosek o przyznanie statusu uchodźcy. Nie dostał go nikt. W tym roku liczba ta nieco wzrośnie, ale nikt nie spodziewa się, że coś się zmieni.

Polska nie zajmuje się uchodźcami na Ukrainie, nie uważa za stosowne informować swoich odbiorców o tym problemie. Gdzieś czasem mignie jakiś obrazek, że cywile giną, ale zawsze z rąk „prorosyjskich separatystów". Nic, co nie jest poparciem tezy, że Rosja to agresor i krwawy najeźdźca nie jest warte rzetelnego dziennikarskiego materiału.

Można jednak moich kolegów zrozumieć. Gdyby chcieli pisać o uchodźcach z Ukrainy, to trzeba byłoby powiedzieć właśnie to tym, że ludzie uciekają do Rosji i postawić pytanie, jakim cudem uchodźcy szukają schronienia u tego podobno bezwzględnego i znienawidzone go przez Ukraińców agresora? A co gorsza, gdyby dziennikarz zajął się problemem uchodźców, to musiałby powiedzieć, że najlepszym rozwiązaniem tego problemu jest pokój na Ukrainie. A w jaki sposób miałby taki nieszczęśnik to powiedzieć, skoro cała oficjalna polska propaganda skoncentrowana jest na popychaniu Polski i całej Europy do wojny? Wyrzuciliby go z roboty.

Oszaleliśmy. Udajemy sami przed sobą, że nie zgasły w nas jeszcze ludzkie odruchy i stać nas na pomoc dla innych. Ale przecież to nieprawda, sami siebie oszukujemy. Dajemy sobą powodować przez militarystyczną propagandę, ślepniemy na tragedię za naszą granicą tylko po to, żeby mieć komfort zawodzenia w chórze i jedynej słusznej linii informacyjnej. Nie potrafimy sami sobie zadawać pytań, czy aby ktoś nas nie oszukuje i nie wykorzystuje naszego umysłowego lenistwa i niechęci do zadawania sobie zupełnie fundamentalnych pytań. Będziemy tego gorzko żałować.

Marceli Szpaczyński, polski publicysta, Warszawa

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Polska eksportuje do Rosji swoje jabłka z napisem „Macedonia”
Ukraina wystawiła na sprzedaż polską pomoc humanitarną
Tagi:
uchodźcy, migranci, Rostów nad Donem, Syria, Rosja, Ukraina, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz