13:16 15 Grudzień 2017
Warszawa+ 1°C
Moskwa+ 2°C
Na żywo
    Leonid Breżniew i Richard Nixon

    Ani skandal, ani geniusz: małość polskiego Watergate

    © East News/ Sovfoto/UIG
    Polska
    Krótki link
    Peter S. Rieth
    0 861

    Nie brak porównań polskiej afery podsłuchowej z aferą Watergate. Jest to porównanie chybione, ale warte rozważenia. Istotną różnicą taśm Nixona i polskich taśm prawdy jest to, że te pierwsze potwierdziły siłę państwa amerykańskiego, podczas gdy te drugie obnażają słabość III Rzeczypospolitej.

    Na wstępie, należy przypomnieć sobie, że rozmów prezydenta Nixona z najważniejszymi osobami w państwie nie nagrał kelner, ani agent obcych służb, tylko prezydent Nixon. To na jego rozkaz założono podsłuchy w Białym Domu w celu stworzenia archiwum dla przyszłych pokoleń historyków. Tym samym, każde słowo wypowiedziane przez prezydenta na taśmach Nixona jest wypowiedziane świadomie. Tylko rozmówcy Nixona w olbrzymiej większości pozostali nieświadomi faktu, iż są nagrywani. 

    Już same te fakty świadczą o sile, a nie o słabości państwa amerykańskiego. Żaden "kelner" nie byłby w stanie potajemnie nagrać najważniejszych osób w państwie, w którym zresztą procedury bezpieczeństwa wykluczały możliwość narady państwowej w restauracji, co raczej jest przypadłością bananowej republiki. Właśnie tym różni się państwo istniejące w praktyce od państwa istniejącego w teorii, że jego czołowi przedstawiciele mają czym latać i gdzie prowadzić poufne rozmowy, a ich wyobraźnia o ambicjach kończy się na władaniu we własnym państwie, a nie na ucieczce do obcego państwa, gdzie mieszka się lepiej.

     Różnica polega też na tym, że taśmy Nixona zostały upublicznione nie przez kelnerów i dziennikarzy, lecz przez prezydenta Stanów Zjednoczonych po decyzji Sądu Najwyższego; czyli wedle prawidłowej procedury konstytucyjnej. Właśnie kryzys Watergate pokazał, że instytucje państwa amerykańskiego istnieją, że działają. Polska afera taśmowa pokazała zaś, że po 25 latach elity solidarnościowe zbudowały państwo, które obalić potrafią kelnerzy i paru przedsiębiorców.

    Same nagrania z afery Watergate świadczą zaś na korzyść Nixona, w przeciwieństwie do polskich taśm prawdy. Oczywiście, przeciwnicy Nixona doszukali się w taśmach małostkowego, zakompleksionego człowieka nacechowanego paranoją, ale dla wielu ówczesnych obywateli, taśmy ujawniły bohatera walczącego o dobro publiczne w skrajnie trudnej sytuacji geopolitycznej. M. Stanton Evans wręcz stwierdził pół żartem, że gdyby wcześniej znał Nixona takiego, jakiego słychać na taśmach, to nawet by go popierał. Nie był to pogląd odosobniony. 

    Na taśmach Nixona słychać jak prezydent, weteran II wojny światowej i zwierzchnik sił zbrojnych, gani dowódców wojskowych, którzy z powodu złej pogody odkładają naloty na Kambodżę. Słychać prezydenta, który z nienawiścią wypowiada się o elitach medialnych i oderwanych od rzeczywistości intelektualistach i walczy o zwykłego obywatela. Słychać prezydenta, który budzi strach i szacunek wrogów. Słychać genialnego stratega geopolitycznego, który próbuje wyjść z twarzą z klęski wojny w Wietnamie i zawrzeć historyczny sojusz z Chinami. Przede wszystkim, słychać prezydenta, który myśli nieustająco o kraju i w pełni świadomie włada państwem. Ma cel polityczny dla narodu i dąży efektywnie do jego realizacji.

    Tymczasem, polskie taśmy prawdy ujawniają, że pomimo usilnych starań ostatnich 25 lat, pokolenie Solidarności nie zbudowało nawet namiastki instytucji silnego państwa polskiego. 25 lat temu pewne idiotyczne cechy polskiego życia politycznego tłumaczono komunizmem. Patrząc z perspektywy czasu, należy jednak stwierdzić, że generał Jaruzelski czy Władysław Gomułka byli wybitnymi Mężami Stanu, bo ich podstawowe osiągnięcia były wielkie, jeżeli zważyć na warunki w jakich oni działali. Gomułka postawił się Moskwie, której władza w latach 50-tych zdawała się wszechpotężna i w minimalnym stopniu zarysował wstępne granice suwerenności w obliczu Związku Radzieckiego. Generał Jaruzelski postawił tamę pogłębiającej się anarchii i doprowadził Polskę do ostatecznej i pełnej wolności w sposób względnie pokojowy. W obliczu tylu wielkich problemów tamtych lat, osiągnięcia te mogą zdawać się małe, ale w tak skrajnie trudnych warunkach, jakie wtedy panowały, urastają do wielkich osiągnięć politycznych.

    Czym zapisali się w kartach historii polskiej Radosław Sikorski i jego koledzy partyjni? Mieli możliwości o wiele szersze i uwarunkowania o wiele bardziej dogodne, aniżeli Gomułka i Jaruzelski. Działali w warunkach pokojowego współżycia między wschodem a zachodem i niemalże pełnego braku presji ze strony skonfliktowanych bloków. Nie musieli martwić się o to, czy ktoś na Polskę najedzie, nie musieli podporządkowywać się realiom zimno-wojennym. Mieli pełną swobodę. Mieli warunki wprost idealne dla geniuszu politycznego, dla prawdziwej ambicji politycznej – warunki, które, biorąc pod uwagę sytuację na Ukrainie, nieprędko się powtórzą. 

    Na polskich taśmach prawdy nie słyszymy polskiego Nixona, szorstkiego i czasem wulgarnego, ale zarazem genialnego i skupionego na losach państwa. Słyszymy wręcz, że polskie państwo istnieje w teorii, że jest ono co najwyżej odskocznią dla polskich polityków do lepszego życia na Zachodzie w strukturach unijnych. Słyszymy ludzi o miernych zasobach finansowych, którzy dorwawszy się do władzy podniecają się tym, że może teraz się dorobią i wyjadą.

    Słuchając Nixona, najgorsze co można o nim mówić, to to, że był to człowiek przesiąknięty mroczną paranoją. Słuchając polskich taśm, można się tylko wstydzić, że nawet w przestępstwie, nawet w złu, polska klasa polityczna jest obrzydliwie prowincjonalna. Wadą Nixona było to, że tak bardzo kochał swój kraj, że uroił sobie, że dokoła siebie ma samych wrogów wewnętrznych. Wadą polskiej klasy politycznej jest to, że tak bardzo nienawidzą fakt, iż urodzili się w Polsce, że w polityce upatrują szansę nie na władzę i chwałę, lecz na wydostanie się z własnego kraju. Idolem polskiej klasy politycznej jest Donald Tusk: człowiek, który po tym jak ogłosił, że Polsce może grozić wojna, spakował walizki i ochoczo z niej wyjechał. Marzeniem polskiej klasy politycznej jest dzień, w którym nie muszą już być Polakami, a staną się „Europejczykami”, z pogardą patrząc na Polaczków, którzy nawet za dwa tysiące potrafią pracować, co dopiero za sześć. 

    Nixona Amerykanie pamiętają nie tylko za Watergate, ale i za otwarcie Chin oraz zakończenie wojny w Wietnamie. Sam skandal jest wręcz podręcznikowym przykładem sprawności państwa konstytucyjnego w Stanach Zjednoczonych. Polska klasa polityczna nie dorasta Nixonowi do pięt; ani w skandalu, ani w geniuszu. Pan Sikorski i jego koledzy na zawsze pozostaną w pamięci jako drobni krętacze, którzy przynajmniej zbudowali parę dróg i może nawet autostradę, po czym dali się pokonać kelnerowi. 

    Zobacz również:

    Cimoszewicz o Polsce: za 15 lat staniemy się skansenem
    Polskie polityczne trzęsienie ziemi
    Polski stan leniwego umysłu
    Tagi:
    Watergate, skandal, Richard Nixon, Radosław Sikorski, Donald Tusk, USA, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz