01:52 20 Styczeń 2020
Polska
Krótki link
Autor
0 225
Subskrybuj nas na

Spadek notowań PO i klęska wyborcza Komorowskiego nie jest efektem jakości rządów. Gdyby o to chodziło – Platforma przerżnęłaby już wybory w 2011 roku, bo doprawdy niczym nie zasłużyła sobie na reelekcję. Obecne kłopoty władzy to wynik utraty zdolności komunikacji.

Mówienie dobrze o wszystkich nie psuje politykowi wizerunku – wręcz przeciwnie, wyraźnie go poprawia. Olbrzymia popularność  Bronisława Komorowskiego wynikała, moim zdaniem, z jego jednoznacznie pozytywnego przekazu – jej utrata wiązała się w znacznym stopniu z przyjęciem zaprojektowanej przez Misia Kamińskiego strategii kampanii negatywnej. Konfrontacyjny język może podobać się wyborcom Kukiza, wkurwionym na cały świat – ale nie jest ofertą dla establishmentu, do którego odwołuje się Platforma.

Prezydent Bronisław Komorowski podczas meczu finałowego Polska - Brazylia mistrzostw świata siatkarzy w Katowicach
© Sputnik . Władimir Piesnia
To zresztą świetnie widać w przepływach elektoratu. Odsetek głosów zabranych przez Pawła Kukiza Platformie jest niewielki – to między półtora, a dwa i pół procent głosujących. Największy kukizowy urobek pochodzi od tzw nonvotersów: nieomal połowa spośród tych, którzy 10 maja oddali głos na rockmana, w poprzednich wyborach prezydenckich i parlamentarnych nie głosowała, albo nie pamięta na kogo. Co jest oczywiście równoznaczne: nikt nie zapomina, na kogo głosował, ale niektórzy, w wyniku zmasowanej propagandy „postawy obywatelskiej” wolą się nie przyznawać do absencji.

Również triumfalne zwycięstwo Dudy to zjednoczone głosy Kaczyńskiego  i nonvotersów – zaledwie co dziesiąty wyborca Komorowskiego z 2010 roku przerzucił się na kandydata PiS. Tak niewielkie  przepływy elektoratu między PO i opozycją sugerują, że kłopoty Platformy wynikają z faktu, iż wyborcy zniechęcili się do niej – a nie z tego, że zaczęli popierać inne ugrupowania. To daje jej nadzieję: obietnica poprawy może skłonić do powrotu żonę, która odeszła od męża dziwkarza, ale nie taką, która związała się z kimś innym.

I Ewa Kopacz, w swoim dość prostym, kobiecym postrzeganiu świata (pamiętacie opowieść o tym, co robi kobieta, kiedy spotyka na ulicy człowieka z nożem: biegnie do domu i zamyka drzwi, żeby chronić dzieci) znakomicie to wyczuwa. Stąd jej przeprosiny, adresowane do „wyborców Platformy” nie były, wbrew powszechnym komentarzom, strategicznym błędem. Jeśli dziwkarz chce odzyskać żonę, musi przysyłać kwiaty jej, a nie wszystkim swoim kochankom. Dziś PO nie ma co marzyć o zdobyciu elektoratu innych partii: jej celem musi być odzyskanie jak największej grupy jej własnych wyborców, rozczarowanych ostatnimi ośmioma (czy też może raczej czterema) laty.

I zabiera się za to całkiem udatnie. Złoty strzał stanowi prof. Zembala – ale i inne ruchy personalne wskazują na to, że partia wreszcie odzyskuje propagandowe wyczucie, które towarzyszyło jej za czasów Donalda Tuska. Brutalna akcja Kopacz, które wywaliła połowę platformianej elity, może być oczywiście wyśmiewany w duchu „Stonoga przewrócił rząd” – ale jest też wyraźnym znakiem, iż partia rządząca rezygnuje z arogancji, która kosztowała ją prezydenturę. Wylecieli politycy, stanowiący uosobienie platformianej bezczelności, tacy jak Radek Sikorski, czy Andrzej Biernat.

Na ich miejsce zaś przychodzą postaci sympatyczne – symbolem tej zmiany jest kandydatura Małgorzaty Kidawy-Błońskiej na marszałka Sejmu. Bardzo przystojna dama w średnim wieku, wyróżniająca się nienagannymi manierami i żelazną konsekwencją w unikaniu wszelkiej konfrontacji siłą rzeczy rozbraja opozycję: brutalne atakowanie jej zrobi jak najgorsze wrażenie na każdym z wyjątkiem najbardziej zakamieniałych pisowców. Podobny handicap towarzyszy prawdopodobnej rzeczniczce sztabu wyborczego, Joannie Musze.

Widok na Bałakławę
© Sputnik . Mihail Mokrushin
Fanom sportu – a tylko oni zauważają fakt istnienia ministra sportu – trudno będzie okładać pięściami po głowie zasłużonego sportowca, wielokrotnego medalistę Adama Korola. W tym kontekście słabo mi się chce wierzyć w wybór kompletnie anonimowego posła Cezarego Tomczyka na osierocone przez Kidawę-Błonską stanowisko rzecznika rządu.

Tak naprawdę ważne jest jednak to, czy ta strategia może w ciągu najbliższych czterech miesięcy zaprocentować wzrostem notowań, który pozwoli PO utrzymać się przy władzy. Osobiście sądzę, że tak.

Spadek notowań PO i klęska wyborcza Komorowskiego nie jest efektem jakości rządów. Gdyby o to chodziło – Platforma przerżnęłaby już wybory w 2011 roku, bo doprawdy niczym nie zasłużyła sobie na reelekcję. Obecne kłopoty władzy to wynik utraty zdolności komunikacji: przyjacielsko pozytywny przekaz, oparty na miękkiej charyzmie Donalda Tuska, zastąpiła arogancka propaganda sukcesu i wrażenie słabości, wynikającej z braku lidera. Na brak lidera PO nic nie poradzi, bo lidera po prostu nie ma. Może jedynie znowu zacząć dać się lubić. Pytanie tylko, czy to wystarczy?

Operacja ratownicza w pobliżu platformy wiertowniczej Petrobras platform P-36
© AP Photo / Domingos Peixoto
PiS bez wątpienia wygra wybory parlamentarne – w tym znaczeniu, że zdobędzie najwięcej głosów. Mało jednak prawdopodobne, żeby osiągnęło samodzielną większość: nawet coraz wyraźniejsze nęcenie wyborców premier Beatą Szydło nie pozwoli, w moim mniemaniu, na przebicie szklanego sufitu, który tworzy nad PiSem bardzo silny elektorat negatywny. Niespełna 35 procent Andrzeja Dudy z I tury wyborów prezydenckich to absolutny szczyt pisowskich możliwości. To maksymalnie 200 mandatów – o 30 za mało  do samodzielnego rządzenia.
Pytanie zatem: co się stanie z pozostałymi 260?
Sondaże każą oczywiście przyglądać się nieistniejącemu póki co ruchowi Pawła Kukiza. Jego notowania przekraczają 20 procent i przeważnie dają mu 2-3 miejsce. Można mieć wątpliwość, czy ta tendencja się utrzyma, kiedy rockman zacznie pokazywać swoich ludzi – acz z drugiej strony, lato działa na jego korzyść. Podczas, gdy zwolennicy PO wyruszą na zasłużone wakacje, biedni wkurwieni wyborcy Kukiza zostaną w swoich dusznych mieszkaniach i chętnie pójdą na jeden czy drugi wiec wyborczy. Jakby jednak nie było – klubowi parlamentarnemu kukizowców daję nie więcej niż kwartał.

Będzie to bowiem formacja podobna do czeredy posłów Palikota w ostatniej kadencji, Polskiej Partii Przyjaciół Piwa z pierwszej, czy też – w mniejszym stopniu – do Klubu Parlamentarnego Samoobrony. W mniejszym stopniu – bo kiedy Samoobrona weszła do Sejmu, miała za sobą dekadę działalności, więc spora część miejsc na listach została obsadzona przez prawdziwych działaczy; indywidua w rodzaju Rutkowskiego czy Misztala stanowiły mniejszość. Natomiast ugrupowania powstające ad hoc na potrzeby wyborów, nieposiadające struktur i członków, a także wspólnych poglądów poza ogólnym hasłem „precz  z preczem” – nieodmiennie ulegają temu samemu mechanizmowi. Kiedy trzeba znaleźć ponad 900 kandydatów na posłów, selekcja odbywa się na dość prostej zasadzie: kto da więcej. Do Sejmu trafiają ludzie, których stać na zapłacenie za miejsce (nazywa się to składką na komitet wyborczy) oraz własną kampanię.  A to przeważnie oznacza przedsiębiorców z małych miejscowości, którzy osiągnęli pewien poziom finansowego sukcesu i teraz łakną prestiżu i pozycji towarzyskiej.

Dość łatwo przewidzieć, że wśród takiej dość przypadkowej zbieraniny koncept JOW-ów, czy jakakolwiek inna buntownicza idea, głoszona przez Kukiza, nie doczeka się żelaznej lojalności. Członkowie kukizowego klubu parlamentarnego błyskawicznie porzucą swego lidera, kiedy poznają siłę swojego mandatu – i bez zażenowania zwrócą się do tego, kto da więcej.

A w dziedzinie negocjacji biznesowych Platforma jest nieopisanie bardziej kompetentna od PiS. Sądzę też, iż – niezależnie od tego, co mówią dziś sondaże – do Sejmu dostaną się PSL i SLD. Ten ostatni być może pod jakimś nowym sztandarem. A oba te ugrupowania wyróżniają się długą historią i znakomicie zdają sobie sprawę, iż koalicja ze słabą Platformą jest rozwiązaniem znacznie bezpieczniejszym, niż przyjęcie roli przystawki przy PiS. W sumie zatem – może okazać się, że zwycięska partia Kaczyńskiego stanie się w Sejmie osamotnioną opozycją, naprzeciw antypisowskiego rządu jedności narodowej.
To tak dla pocieszenia tych, którzy żyją w cieniu pisowskiego horroru.

Agnieszka Wołk-Łaniewska, publicystka polska, Tygodnik „NIE”

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji

Zobacz również:

Andrzej Duda - nowym prezydentem Polski
Beata Szydło kandydatką PiS na premiera Polski
Tagi:
wybory, wybory prezydenckie, Platforma Obywatelska, Prawo i Sprawiedliwość, Małgorzata Kidawa-Błońska, Ewa Kopacz, Andrzej Duda, Bronisław Komorowski, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz