22:01 14 Sierpień 2018
Na żywo
    Marszałek Sejmu Radosław Sikorski

    Głos politycznego bankruta

    © Sputnik . Aleksiej Daniczew
    Polska
    Krótki link
    Leonid Sigan
    17641

    W związku z publikacją Radosława Sikorskiego w "Financial Times" korespondent rozgłośni radiowej "Sputnik" Leonid Sigan rozmawiał z polskim politykiem, doktorem Mateuszem Piskorskim.

     — Były szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski dzisiaj na łamach angielskiej „Financial Times" skrytykował największe państwa Unii Europejskiej za brak samodzielnej polityki zagranicznej. Według eksministra, Europa jest reprezentowana tylko przez największe państwa takie, jak Niemcy czy Francja. Szczególnie wyraźnie ilustruje to, według Sikorskiego, konflikt na Ukrainie. Wniosek: Nie urządza go „Format normandzki" podobnie, jak prezydenta Andrzeja Dudę i obóz polityczny, z którego pochodzi. Co Pan doktor sądzi o tej sprawie?

     — Przede wszystkim, widać wyraźnie, że minister Sikorski próbuje zwiększyć wagę tych państw Unii Europejskiej, które nie tyle prowadzą niezależną politykę, co realizują politykę rozbieżną z celami i interesami Unii. Powiedziałbym, politykę zbliżoną do Stanów Zjednoczonych i reprezentującą interesy USA. Jak sądzę, minister Sikorski wybiera się już do nowej pracy do Stanów Zjednoczonych, w związku z zapowiadanym przez niego zakończeniem kariery politycznej w Polsce i Europie. Od tej pory jego głos można uważać za głos tej części ekspertów i polityków w Europie, którzy reprezentują w sposób bezpośredni interesy Waszyngtonu. Krótko mówiąc, minister Sikorski domaga się większej roli dla takich państw jak Polska, Rumunia, kraje bałtyckie. One rzeczywiście reprezentują odmienne stanowiska niż Francja, Niemcy, czy inne kraje tzw. starej Unii Europejskiej. Sikorski domaga się tego po to, aby te kraje mogły artykułować interesy Stanów Zjednoczonych w poszczególnych kwestiach, w tym, przede wszystkim, w konflikcie ukraińskim.

     — W ubiegły piątek odbyła się rozmowa telefoniczna prezydentów Poroszenki i Dudy. I znowu padły słowa o stworzeniu nowego „formatu" uregulowania konfliktu w Donbasie z udziałem, rzecz jasna, Polski. Więc dlaczego Polska, według Pana, jest uparcie pomijana w tej sprawie?

     — Polska od samego początku konfliktu na Ukrainie zajęła określone stanowisko.  Bezapelacyjnie poparła jedną ze stron i w związku z tym nie może być uznawana za mediatora, bo tym samym straciła wszelki tytuł do tego, aby mówić o swojej bezstronności. Ewentualny udział Polski w negocjacjach, czy procesie pokojowym byłby wzmocnieniem roli tylko i wyłącznie Kijowa, byłby przysługą wobec jednej ze stron, toczącego się konfliktu. Polska nie ma nawet najmniejszej wiarygodności w DRL i ŁRL. Nie ma też wiarygodności jako partner do prowadzenia jakichkolwiek mediacji w Unii Europejskiej. Ze strony takich państw jak Niemcy słyszymy głosy, że Polska od samego początku tego konfliktu w sposób zbyt jednoznaczny opowiadała się za wspieraniem jednej z jego stron.

     — Jak Pan uważa, w tej dziedzinie na prezydenta Andrzeja Dudę i jego drużynę nie warto liczyć?

     — Absolutnie nie. Ja nie sądzę, żeby ktokolwiek w sposób poważny traktował propozycje zgłaszane przez prezydenta Andrzeja Dudę. Tym bardziej, że prezydent Duda nie wystąpił z żadnymi konstruktywnymi koncepcjami rozwiązania konfliktu na terytorium Ukrainy, w Donbasie. A po prostu zażądał, czy zasugerował rozszerzenie formatu o nowe kraje. Ja myślę, że powiększenie formatu o inne kraje, a prezydent Duda mówił o wszystkich sąsiadach Ukrainy, ma sens tylko w odniesieniu do ewentualnych dyskusji nad rozwiązaniem wspólnego problemu, jakim jest fala masowej migracji z Ukrainy, a także rozlewanie się tego konfliktu na terytorium innych państw. W tym zakresie to mogłoby mieć sens. Natomiast prezydent Duda postrzega siebie w roli kogoś, kto mógłby występować w charakterze mediatora w tym konflikcie, a to jest z gruntu i założenia nie możliwe.

     — W orędziu prezydenta Dudy nie padły takie słowa jak Ukraina czy Rosja, tym niemniej wspomniał o potrzebie dobrych stosunków z sąsiadami. Jak Pan to zrozumiał?

     — Niektórzy komentatorzy i politycy, tacy jak Leszek Miller, uznali tę bardzo ogólnikową wypowiedź prezydenta Dudy za sygnał tego, że jest on gotów do wznowienia dialogu ze wszystkimi sąsiadami, również z Federacją Rosyjską. Natomiast kilka dni później po jego inauguracyjnej przemowie prezydent Duda bardzo wyraźnie mówił o konieczności wzmocnienia i wprowadzenia stałej obecności militarnej wojsk NATO, w tym wojska Stanów Zjednoczonych na terytorium Polski. To w oczywisty sposób przeczy tym, którzy twierdzą, że prezydent Duda jest gotów na dialog z Rosją. Widać wyraźnie, że, niestety, będzie on kontynuował język konfrontacji w tej sprawie. Ja nie mam najmniejszych złudzeń, co do profilu i stanowiska politycznego i prezydenta Dudy i partii, którą reprezentuje.

    Zobacz również:

    Polska rozpoczyna kampanię na rzecz rozszerzenia obecności wojskowej NATO w regionie
    UE potępiła eskalację walk na Ukrainie
    Prezydent Polski z pierwszą wizytą zagraniczną pojedzie do Estonii
    Tagi:
    polityka zagraniczna, prezydent Polski, Polska, Ukraina, Unia Europejska, Radosław Sikorski, Mateusz Piskorski, Andrzej Duda, Stany Zjednoczone, Waszyngton, Europa, Francja, Niemcy, USA, Ukraina, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz