04:43 12 Grudzień 2019
Andrzej Duda i Jarosław Kaczyński

Kałasznikow, mon amour

© AFP 2019 / Wojtek Radwanski
Polska
Krótki link
Autor
3492
Subskrybuj nas na

Nie znam się na władaniu państwem, lecz autorytatywnie mogę powiedzieć, że bez pudła wybraliśmy dla Polski prezydenta lepszego, bowiem Andrzej Duda zdecydowanie ładniej jeździ na nartach od Bronisława Komorowskiego.

Obaj mężowie stanu w toku kampanii  wyborczej, celem przypodobania się publiczności, nader chętnie filmowali swoje wyczyny na śnieżnym stoku zjazdowym. I dobrze się stało, że prezydentem został młodszy, bardziej sprężysty i wysmukły mężczyzna, który bez popadania w falset potrafi zakrzyknąć do swojej kompanii honorowej „Czołem, żołnierze!". I to także bardzo dobrze,  iż władza prezydenta nad wojskiem praktycznie kończy się na tej jednej kompanii, uzbrojonej w paradne karabiny starego stylu, na których przy komendzie „prezentuj broń!" pięknie demonstrują się bagnety. Dzięki temu Polsce nie grozi popadnięcie w jakieś dotkliwe nieszczęście.

Prezydent jest głową państwa, ale głową kręci Prezes, jak premierem Jerzym Buzkiem z tylnego krzesła manewrował niegdyś  przewodniczący Akcji Wyborczej „Solidarność" Marian Krzaklewski, który bezskutecznie próbował intronizować w Rzeczypospolitej Chrystusa Króla. Gdyby nie bezbożny i socjaldemokratyczny prezydent Kwaśniewski, mielibyśmy w Polsce monarchię konstytucyjną pod panowaniem Jezusa Chrystusa. Czy prezes Kaczyński zdoła zaprowadzić w Polsce dyrektoriat ojca redemptorysty Rydzyka? Osobiście bardzo w to wątpię.

Prezes nie jest aż tak wielki i mocny, jak usiłuje to wmówić publiczności jego protegowany prezydent. Jarosław Kaczyński nie tak dawno sromotnie przegrał w II turze wybory prezydenckie z Bronisławem Komorowskim, który wcześniej ledwie-ledwie wygrał w partyjnych prawyborach z  nadzwyczajnie sprawnym fizycznie i intelektualnie  politykiem Radosławem Sikorskim, który był jedynym w wolnej Polsce ministrem spraw zagranicznych i ministrem obrony, potrafiącym robić praktyczny użytek z kałasznikowa.

Minister spraw zagranicznych Radek Sikorski zachował się jak przystało na męża stanu. Kiedy jego konkurent w prawyborach wewnątrzpartyjnych zdobył już w Pałacu Prezydenckim upragniony żyrandol, szef dyplomacji swoim rozporządzeniem sprawił, że w blasku jego świateł w przedstawicielstwach dyplomatycznych Rzeczypospolitej na całym świecie pokazały się portrety głowy państwa polskiego, Bronisława Komorowskiego. Zacne to i wielkoduszne. Czy nowy szef MSZ, Witold Waszczykowski będze miał odwagę wydać zarządzenie o zawieszeniu portretów prezydenta Andrzeja Dudy we wszystkich polskich placówkach zagranicznych, czy też, wiedziony instynktem podwładnego, rozkaże na tym miejscu zawiesić podobizny prezesa Kaczyńskiego, wodza rewolucji? Na takie pominięcie jego wizerunku prezydent Duda zasłużył sobie, mówiąc podczas uroczystości zaprzysiężenia premier Beaty Szydło, że cała władza Rzeczypospolitej pochodzi od Boga, a namiestnikiem Pana Boga na Polskę jest mądry i nieziemsko dobry Jarosław Kaczyński.

Jarosław Kaczyński z kałasznikowem w ręku na portretach w polskich ambasadach i konsulatach wyglądałby jak Mały Powstaniec pozbawiony wielkiego hełmu. A tymczasem jego przystojny i nieprzejednany wróg, Radek Sikorski, na okładce swojej napisanej po angielsku książki („Prochy świętych. Afganistan", Warszawa 2007, tłum. Grzegorz Sowula) uwidoczniony jest w luźnych szatach mudżachedina. Z kałaszem, nonszalancko zwisającym z ramienia, Sikorski  wygląda, wypisz — wymaluj, jak młody John Wayn z winchesterem pod pachą (aktor John Wayn w celach widowiskowych strzelał z CKM do Wietnamczyków z pokładu helikoptera!).

Radek Sikorski wyjaśnia fachowo: „To nie jest kałasznikow, to krótsza wersja, tak zwany kałakow. Mniejszy kaliber, krótka lufa, składana kolba, wersja używana przez radzieckich oficerów i załogi czołgowe." I uprzedzając pytanie o użytkowanie broni w służbie prasowej, oświadcza: „Uważałem, że oddanie paru strzałów w kierunku ówczesnego wroga jest spełnieniem marzeń wielu moich rówieśników, którzy w Polsce walczyli z komunizmem metodami pokojowymi."

Jarosław Kaczynski sciska rękę Beaty Szydło po jej mianowaniu na stanowisko premiera, Warszawa 9 listopada 2015
© AFP 2019 / Janek Skarzynski
Bronisław Komorowski walczył z komunizmem, ustawiając w stanie wojennym znicze pod krzyżem przy kościele św. Anny, minister Waszczykowski może rzucił gdzieś na ulicę jakąś ulotkę wzywającą do strajku. Jeden tylko Sikorski walczył naprawdę, strzelając do żołnierzy radzieckich.

To błogosławiona dla Rzeczypospolitej okoliczność, że Radek Sikorski w toku walk o wolną Ukrainę stracił tekę ministra, a potem całą resztę majątku politycznego. Wkrótce po nim stanowisko szefa MSZ stracił także Grzegorz Schetyna, chociaż z kałasznikowa do nikogo nie strzelał, a tylko głosił, że Auschwitz wyzwolili Ukraińcy.

W nowej sytuacji po ataku terrorystycznym w Paryżu, gdy przywódcy Zachodu zaczynają tęsknie spoglądać w kierunku Rosji, dającej nadzieję na pokonanie Państwa Islamskiego, najcięższym zadaniem dla nowego ministra jest to, że chcąc — nie chcąc minister Waszczykowski będzie musiał „partnerów" z rosyjskiego korpusu dyplomatycznego polubić.

W Norwegii aresztowano pierwszego terrorystę z polskim paszportem, który w przebraniu bojownika islamskiego walczył w Syrii z całym cywilizowanym światem, lecz z Ameryką przede wszystkim. Przed polskim sądem okolicznością łagodzącą powinno być to, że z dwudziestosześcioletniego terrorysty może kiedyś wyrosnąć utalentowany pisarz, taki jak autor książki „Prochy świętych. Afganistan".

Dlaczego „kałasznikow" jest „mon amour"? Otóż za rządów premiera Buzka agresywne lobby usiłowało zniszczyć Radomską Fabrykę Karabinów „Łucznik", wytwarzającą m.in. AK-47, i skłonić rząd do zakupu dla WP amerykańskich karabinów szturmowych M-16. W polemice z tekstem A.K. Wróblewskiego, zamieszczonym w tygodniku „Polityka", ujawniłem na łamach „Trybuny" knowania lobbystów zaoceanicznego fabrykanta, zniechęcające władze RP do uruchomienia produkcji polskich karabinków szturmowych „Beryl", opartych o konstrukcję radzieckiego inżyniera Kałasznikowa, dostosowanych kalibrem 5,56 mm do standardu natowskiego, z krótszą lufą, ze składaną kolbą i celownikiem laserowym, karabinków równie skutecznych jak amerykańskie M-16, lecz mniej zawodnych i dwakroć tańszych. Dyrektor radomskiej FK przysłał do redakcji list z podziękowaniem za publikację, która pomogła władzom Rzeczypospolitej przełamać naciski i podjąć decyzję o zamówieniu pierwszego tysiąca sztuk „Beryli". Polsko-rosyjski „kałakow" zapobiegł bankructwu fabryki, a załogę uchronił przed zwolnieniami grupowymi. W karabinki „Beryl" wyposażona jest dziś m.in. eksportowa formacja komandosów „Grom".

Zgoda buduje, gdy rujnuje awanturnictwo.

Jakub Kopeć, polski publicysta, Warszawa

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji

Zobacz również:

Polska podjęła uchwałę ws. cofnięcia koncesji Radia Hobby, emitującego programy Sputnika
Polska nie zmieniła swojej decyzji o pozbawieniu Swiridowa prawa do stałego pobytu
Tagi:
Radosław Sikorski, Jerzy Buzek, Jarosław Kaczyński, Bronisław Komorowski, Norwegia, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz