17:02 15 Grudzień 2017
Warszawa+ 2°C
Moskwa+ 2°C
Na żywo
    Telewizja TVN 24

    Media publiczne, czy media narodowe?

    © Zdjęcie: Facebook.com/TVN24.pl
    Polska
    Krótki link
    Leonid Sigan
    6322

    Nowy rząd zapowiada reformę mediów publicznych. Czego można spodziewać? Rozmowa z publicystą, posłem na Sejm V kadencji Mirosławem Orzechowskim o przyszłej reformie.

    -Polskie media poświęcają dziś sporo miejsca reformie mediów publicznych. Według posłanki PiS Barbary Babuli media publiczne staną się mediami narodowymi. Więc jak Pan sądzi, czy to nie grozi totalną propagandą?

    — Wszyscy, a przynajmniej większość w Polsce widzów, słuchaczy, czytelników mają wrażenie, że coś z mediami powinno się stać, bo one nie nadążają za zmianami politycznymi w kraju i w Europie, i że są najczęściej dosyć jednostronne w przekazywaniu informacji. Na podstawie oceny sytuacji powstał taki zamysł. Oczywiście nikt nie może stwierdzić, że jakakolwiek administracyjna reforma może przynieść coś, jeżeli nie będzie w zamyśle organizatorów takiej reformy właśnie to, żeby uzyskać możliwość upowszechnienia mediów, w których toczy się szeroka, niczym nieskrępowana dyskusja.

    W Polsce mamy do czynienia z taką sytuacją, że przytłaczająca większość mediów są mediami niemieckimi. Rośnie uczestnictwo amerykańskie. Teraz został kupiony TVN. I to też bardzo jednostronnie ustawia profil tego przekazu, który Polacy słyszą.

    Ja nie chcę tłumaczyć pomysłodawców tego przedsięwzięcia, bo źródeł pewnie jest wiele. Jednym z nich jest, z tego, co czytamy, zamiar zamiany płacenia abonamentu przez widzów i słuchaczy tzw. opłatą audiowizualną. Także przemienienie sposobu organizacji mediów ze spółek skarbu państwa w narodowe instytucje kultury, na przykład jak opera narodowa, czy filharmonia narodowa. To jest zmiana w dużej mierze organizacyjna - w projekcie jest napisane, że ma być zarząd jednoosobowy. Wszystko ma się odbyć z udziałem środowisk twórczych.

    Praktyka pokaże, jak to będzie wyglądać. Do tej pory jesteśmy po zmianie systemu ćwierć wieku i wciąż ta sfera kuleje. W Polsce nie ma ustawy o zakazie koncentracji własności mediów. W Polsce bezkarnie oddano Niemcom prasę, obecną jeszcze w czasach PRL-u, najpierw Francuzom, ale to był taki pośredni etap. Powstają nowe gigantyczne instytucje, zajmujące się też działalnością wydawniczą.  

    Z kolei ta część mediów, które są publiczne, można bez większego ryzyka powiedzieć, że jest nieprzerwanie w rękach tych samych środowisk politycznych, liberalnych. Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory i prezydenckie, i parlamentarne i prawdopodobnie będzie chciało dokonywać zmian także w mediach. Ja osobiście wolałbym, żeby media były różnorodne, swobodne pod względem politycznym. Wypada nam pozostać teraz przy słowie nadziei. Żadna administracyjna zmiana nie zagwarantuje polepszenia. A nie musi też być gorzej. Ale lepiej, żeby była poprawa, żeby skutek tego był rzeczywisty, a nie skończyło się to po prostu państwową propagandą.

    -Zamieszanie powstało za sprawą spektaklu Teatru Polskiego we Wrocławiu. Ingerencja w sprawy repertuaru tego teatru ze strony wicepremiera i ministra kultury Piotra Glińskiego. Szum jest spory. Czy Pan uważa, że rzeczywiście minister kultury może sobie pozwolić na taką ingerencję?

    — Ja sam jestem absolwentem Łódzkiej Szkoły Filmowej, jestem scenarzystą filmowym i w związku z tym powiem tak: Jestem odbiorcą tego, co prezentują twórcy kultury. Teatr Polski we Wrocławiu wystawiał sztukę „Śmierć i dziewczyna", zapowiadaną od samego początku jako sztuka pornograficzna. Jest to teatr narodowy, takich instytucji jest niewiele.

    Ja uważam, że ani złamany grosz z publicznych pieniędzy nie powinien być wydawany na przedstawienia, które miałyby używać jako narzędzia wypowiedzi pornografii. Jest to kierunek destrukcyjny. Polacy są katolikami. W żadnym interesie państwa nie leży to, żeby publiczne pieniądze były trwonione na podobne przedstawienia. Ja, co prawda, spektaklu nie widziałem i odnoszę się do tego, co było w zapowiedziach. Moim zdaniem minister nie powinien w tej sprawie brać udziału, bo to jest za wysoko.

    - Radio Hobby z Legionowa transmituje programy naszej rozgłośni Sputnik, no i właśnie za to chcą jej odebrać licencję.

    — To jest skandal. Na szczęście to się jeszcze nie dokonało i wierzę, że to się nigdy nie stanie. To już byłoby naprawdę coś, co miałoby przejaw sprzeczności z naszym pierwszym punktem naszej rozmowy. Emisja audycji Sputnika w niczym nie zubaża polskiego rynku, wręcz przeciwnie poszerza go.

    Strona internetowa Sputnika jest chętnie czytana. To są dobrze podane materiały, profesjonalnie. To jest zupełnie niezrozumiała prowokacja, która była zrobiona rękoma sięgającymi aż do Krajowej Rady Radiofonii. Chcę wierzyć, że tak nie będzie. Jestem przekonany, że sprawa dobrze się skończy i że wszyscy zapomną o tym. To było głupie, niepotrzebne, prowokacyjne i niezręczne.

    Zobacz również:

    Uwagi komentatora: Czy w Polsce jest cenzura?
    Sprawa Swiridowa: Do polskiego sądu skierowano już skargę
    Tagi:
    telewizja, TVN 24, Radio Hobby, Sputnik, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz