18:37 23 Wrzesień 2017
Warszawa+ 18°C
Moskwa+ 14°C
Na żywo
    Prezydent Polski Andrzej Duda podczas wizyty w Niemczech

    Ukraina – Polska: Milczenie nie zawsze jest złotem

    © AP Photo/ Gero Breloer
    Polska
    Krótki link
    Zofia Bąbczyńska-Jelonek
    423486865

    Prezydent Andrzej Duda wybiera się mniej więcej za tydzień na Ukrainę. Ale, po co, w jakim celu, co w zanadrzu chce zawieźć – nie wiadomo. Milczenie władz RP jest zastanawiające.

    Polska polityka zagraniczna, po kaskadzie fajerwerków medialnych autorstwa szefów MSZ: Radosława Sikorskiego i Grzegorza Schetyny, stała się bardziej powściągliwa, do tego stopnia, że trudno jest potwierdzić oficjalnie sygnalizowane wizyty zagraniczne prezydenta Polski.

    Kancelaria prezydencka, w osobie ministra Krzysztofa Szczerskiego, poinformowała 21 listopada br. Polską Agencję Prasową (PAP), że Andrzej Duda uda się na Ukrainę 14 grudnia, oficjalne spotkanie z prezydentem Petro Poroszenko zaplanowano na 15 grudnia, i że jest to ostatnia zagraniczna podróż prezydenta w tym roku. Poza spotkaniami z osobistościami Ukrainy, polski prezydent będzie gościem tamtejszej Polonii. Komunikat PAP upubliczniły media, m.in.: Radio Maryja i Gazeta Wyborcza. Na próżno szukać jednak jakiejkolwiek informacji na temat tej wizyty na stronach internetowych obu prezydentów. Nawet w tzw. anonsach dla mediów na stronie prezydenta Ukrainy nie ma ani słowa. Nie wiadomo, więc, po co, i z czym do Kijowa ma polecieć polski prezydent.

    Jeszcze bardziej tajemniczy jest polski MSZ, który wprawdzie mocno interesuje się Ukrainą, ale niewiele na ten temat informuje. Co najwyższej o polsko-ukraińskim festiwalu jazzowym „Jazz Bez" z koncertami we Lwowie i Przemyślu, których współorganizatorem jest konsul generalny RP we Lwowie.   

    O wyniku spotkania szefów dyplomacji w ramach 22. obrad plenarnych Rady Ministerialnej OBWE (OSCE) w Belgradzie (3 grudnia) MSZ jednak milczy. A szkoda, bo w ramach tych obrad, na nieformalnym lunchu szefów dyplomacji państw z obszaru OBWE, w tym też Polski, tzw. „Trojka" przedstawiła zaakceptowaną i podpisaną końcową wersję raportu: „Powrót do dyplomacji" (Back of Diplomacy — Final Report and Recommendations of the Panel of Eminent Persons on European Security as a Common Projec) dot. konsensusu w sprawie europejskiego bezpieczeństwa, i to w kontekście wydarzeń na Ukrainie. Nie sądzę, by  ten raport  nie zainteresował przebywającego w Belgradzie  ministra Witolda Waszczykowskiego.

    Raport podkreśla potrzebę wypracowania bardziej skutecznych środków, koniecznych do zmniejszenia ryzyka incydentów zbrojnych na Ukrainie i wzywa obie strony konfliktu do pełnego wdrożenia porozumień z Mińska.

    Raport jest główną rekomendacją dla „solidnego procesu dyplomatycznego, który ma odbudować fundamenty bezpieczeństwa w Europie" — głosi oficjalny komunikat OBWE.

    Byli i obecni ministrowie spraw zagranicznych państw OBWE, stanowiący skład „Trójki": Ivica Dačić (Serbia), Didier Burkhalter (Szwajcaria) i Frank-Walter Steinmeier (Niemcy), zatwierdzając raport, stwierdzili, iż stanowi ważny wkład do debaty o przyszłości Europy i wymaga dokładnej analizy. Według nich, do państw członkowskich OBWE należy teraz decyzja, w jaki sposób zechcą się one zastosować się do zaleceń sformułowanych w raporcie.

    Polska będzie miała niewątpliwy problem, bowiem już nawet OBWE nie skrywa, że to akurat Kijów nagminnie łamie ustalenia z Mińska, a nie powstańcy z Donbasu. Dlatego też jest w raporcie wyraźne zalecono wykreowanie specjalnej Grupy Kontaktowej, ds. Ukrainy, tj. wzmocnienie Grupy Normandzkiej państwami, które podpisały tzw. Memorandum Budapesztańskie. Chodzi przede wszystkim o przedstawicieli USA, którzy mają bezpośredni wpływ na prezydenta Poroszenkę.

    Wiceprezydent USA, Joseph Biden jest akurat na Ukrainie (7 i 8 grudnia). We wspólnym wystąpieniu dla mediów tak, Biden, jak i Poroszenko podkreślili „konieczność pełnej realizacji umowy z Mińska". Na stronie internetowej ukraińskiego prezydenta możemy przeczytać jednak, że to nie Ukraina odpowiada za wzrost napięć na wschodzie Ukrainy. „Niestety, nie możemy powiedzieć, że jest de-eskalacja Donbasu, (…) wojna jest kontynuowana. Dzisiaj mieliśmy 14 ostrzałów moździerzowych, rannych zostało 8 ukraińskich wojskowych",  stwierdza  Poroszenko. O tym, że siły ukraińskie codziennie ostrzeliwują cywilne dzielnice, szkoły, przedszkola i inne budynki użyteczności publicznej Donbasu i okolicznych wsi, że giną ludzie, w tym dzieci — nie wspominał. Nie zapomniał jednak dodać, że „w warunkach ciągłych naruszeń ustaleń o zawieszeniu broni przez Rosję, omówiliśmy przyszłe działania w celu zapewnienia pełnej realizacji umów Mińska przez Rosję i bojowników przez nią wspieranych". Kiedy i gdzie Rosja naruszyła zawieszenie broni — nie ujawnił. Biden, zapewniał natomiast Poroszenkę, że „USA wspiera Ukrainę w zwalczaniu rosyjskiej agresji i prorosyjskich separatystów".

    Gazociąg Północny
    © Sputnik. Mikhail Fomichyov
    Oficjalnie kancelaria prezydenta  Ukrainy stwierdza, że ważnym elementem rozmów z  Josephem Bidenem była koordynacja działań m.in.: dot. „ugody politycznej w Donbasie". Ale nie napisano, że Biden jawnie potwierdził, że Kijów narusza zawieszeni broni na wschodzie Ukrainy. „Ukraina musi wypełniać zobowiązania zawarte w ramach mińskich porozumień. Rosjanie swoich zobowiązań nie wypełniają, ale pan premier (Jaceniuk) wie, że wy — mówił do Ukraińców  amerykański polityk — ze swej strony nie możecie ich nie realizować, gdyż inaczej Europa powie, że jesteście tacy sami".

    Gwoli wyjaśnienia, Europa mówi o tym już całkiem jawnie i bez skrupułów.

    Polskie władze na razie wspierają wszystko to, co niesie eskalację negatywnych wydarzeń na Ukrainie.

    Grupa Tatarów krymskich, osiadłych na Ukrainie, uhonorowanych przez polski MSZ nagrodą im. Lecha Wałęsy, o wartości  1,250 mln euro dla ich lidera i deputowanego Rady Najwyższej Ukrainy  - Mustafy Dżemilewa, wysadziła niedawno w powietrze dwie linie energetyczne, zasilające w prąd Krym, wobec którego Ukraina rości pretensje. Na półwyspie musiano ogłosić stan wyjątkowy, wprowadzić limit czasowy na dostawy energii i włączyć agregaty prądotwórcze. Zachód jednoznacznie negatywnie ocenił taką działalność Tatarów, wspieranych przez bandycki Prawy Sektor, przy cichej zgodzie władz. „To sabotaż i działania niehumanitarne" — stwierdzono. Polska w tej sprawie swojej opinii publicznie nie ujawniła, aktu sabotażu — nie potępiła.

    Rosja poradziła sobie z krymskim problemem. Uruchomiono pierwsze, bezpośrednie z Rosji dostawy energii elektrycznej nowym kablem podwodnym, do  20 grudnia Krym dostanie łącznie 400 MWt. Przed sezonem letnim dostawy wzrosną o kolejne 200 MWt, co zdaniem prezydenta Putina, pokryje z nadwyżką eksport energii z Ukrainy.

    Wcześniej ci sami Tatarzy zablokowali na drogach dostawy żywności na Krym, a Ukraina zlikwidowała wszelkie połączenia kolejowe.

    Polskie władze muszą sobie jasno odpowiedzieć na pytanie: czy wspieranie finansowo grup ludzi, których działanie, stricte terrorystyczne, wzmacniające sytuacje kryzysowe na Ukrainie — jest polską racją stanu, czy nie? I to jeszcze przed wyjazdem Andrzeja Dudy do Kijowa.

    Polski prezydent praktycznie mało wypowiadał się do tej pory o wschodnim sąsiedzie. Podczas wystąpienia na wrześniowej, jubileuszowej 70. sesji plenarnej ONZ, mówiąc o prawach człowieka, o konsekwencjach wojen i masowych emigracji, wspomniał o kobietach, które cierpią, wymieniając także kobiety na Ukrainie. I to były jedyne jego słowa o wschodnim sąsiedzie Polski. 11 listopada tego roku, w audycji 1-go programu Polskiego Radia: „Sygnały dnia", mówiąc o polskiej polityce wobec Rosji, stwierdził, że przede wszystkim powinna być ona zrównoważona: "Dzisiaj mamy stan taki, że Rosja dokonała agresji na Ukrainę, Rosja prowadzi samowolne działania bojowe w Syrii…". Pytany o działania, których celem jest aktywizacja Ukrainy, zapewnił, że podczas wizyt zagranicznych i rozmów z głowami państw podkreśla kwestię Ukrainy i — jak mówił — „w przestrzeni politycznej ona żyje, choć być może w przestrzeni medialnej została częściowo przykryta kwestią uchodźców czy wojną w Syrii".

    Trudno na podstawie tych zdawkowych wypowiedzi, na dodatek nie zawsze zgodnych z rzeczywistością, ocenić stosunek prezydenta Dudy, a tym samym obecnych władz Polski, do Ukrainy.

    Być może, taka daleko idąca powściągliwość jest w tym przypadku zaletą.

    Ale, jeśli za tym milczeniem czają się jakieś dziwne pomysły wykreowane przez rząd czy prezydenta RP, z jakimi mamy do czynienia w innych dziedzinach polskiej polityki, czy też to milczenie jest związane z czekaniem na instrukcje z Waszyngtonu — to jest ono bardzo złowrogie.

    Zofia Bąbczyńska-Jelonek, publicystka polska

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji

    Zobacz również:

    Co osiągnął Andrzej Duda na paryskich salonach?
    Duda i Kiska: Dlaczego Bratysława – idąc w ślady Polski – „przestraszyła się” za Ukrainę?
    Tagi:
    wizyta, Antoni Macierewicz, Krzysztof Szczerski, Petro Poroszenko, Andrzej Duda, Grzegorz Schetyna, Radosław Sikorski, Ukraina, Serbia, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz