16:26 19 Październik 2017
Warszawa+ 17°C
Moskwa+ 7°C
Na żywo
    Granica, drut kolczasty

    Krawat od Leppera w walizce do Moskwy

    © Fotolia/ Kostyantyn Ivanyshen
    Polska
    Krótki link
    Mateusz Piskorski
    4239501349

    W ciszy, bez uwagi opinii publicznej Polskę opuścił przymusowo rosyjski dziennikarz Leonid Swiridow, korespondent agencji informacyjnej RIA Novosti w Warszawie od dwunastu lat. Na warszawskim Okęciu żegnało go kilka osób, a do granicy państwowej odprowadził go konsul Federacji Rosyjskiej.

    Uwaga mediów skoncentrowała się dziś na jazgocie banksterskiej opozycji przeciwko działaniom partii rządzącej w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. Krokodyle łzy nad stanem polskiej demokracji wylewają pospołu reprezentanci wielkiego kapitału finansowego, poplecznicy grabarza polskiej gospodarki Leszka Balcerowicza, „dziennikarze" opiewający zalety szoku bez terapii (określenie prof. Grzegorza Kołodki wobec transformacji społeczno-gospodarczej tzw. III RP), pseudolewicowcy, dla których proletariat, prekariat i głodne dzieci są mniej istotne od „represjonowanego" przez PiS warszawskiego salonu. Cała ta menażeria wyraża troskę o stan państwa prawa, straszy Jarosławem Kaczyńskim, pisze donosy na polski rząd w Parlamencie Europejskim. Robi to, powołując się na idee obrony praw człowieka, standardów demokratycznych i innych słów — wytrychów takich, jak „społeczeństwo obywatelskie".

    Tymczasem w ciszy, bez uwagi opinii publicznej Polskę opuścił przymusowo rosyjski dziennikarz Leonid Swiridow, korespondent agencji informacyjnej RIA Novosti w Warszawie od dwunastu lat. Na warszawskim Okęciu żegnało go kilka osób, a do granicy państwowej odprowadził go konsul Federacji Rosyjskiej.

    Swiridow był najdłużej bez przerwy przebywającym w Warszawie korepondentem mediów rosyjskich. Publikował nie tylko w języku rosyjskim, ale starał się też pomóc Polakom w zrozumieniu Moskwy, prezentując poglądy Rosjan na szereg kluczowych kwestii w języku polskim. Spotykali się z nim czołowi polscy politycy, wielu z nich pomógł on w nawiązaniu kontaktów z mediami i środowiskami eksperckimi współczesnej Rosji, umożliwiając m.in. udział Polaków w prestiżowych spotkaniach Klubu Wałdajskiego.

    O dorobku Swiridowa możnaby pisać dużo więcej. Na pewno nie pomylimy się, jeśli uznamy go za jedną z tych niewielu wśród Rosjan osób, które rozumieją współczesną Polskę i mogłyby przyczyniać się do odbudowy przyjaznych relacji między naszymi krajami. Warszawa o takie osoby powinna dbać, umożliwiając im dogodne warunki pracy, rozmawiać z nimi, wyjaśniać polski punkt widzenia na wiele spraw.

    Tymczasem dorobek Leonida Swiridowa dla polskich władz sprowadza się do uznania go za „rzeczywiste i poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa". Takim właśnie określeniem posłużyła się Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego w uzasadnieniu wniosku skierowanego przez nią do Urzędu ds. Cudzoziemców o cofnięcie statusu rezydenta (tzw. karty pobytu) Unii Europejskiej rosyjskiemu dziennikarzowi.

    Operację przeciwko niemu jeszcze w październiku zainaugurował dzisiejszy obrońca demokracji i praworządności, a ówczesny szef MSZ Grzegorz Schetyna. W sukurs przyszły mu wszystkie niemal polskie media, w tym te liberalne i stojące werbalnie na gruncie obrony wolności słowa.

    Korespondent Międzynarodowej Agencji Informacyjnej „Rossija Siegodnia Leonid Swiridow
    © East News/ Tomasz Urbanek
    Ówczesny szef ABW gen. Łuczak publicznie, w szeregu wywiadów pomawiał Swiridowa o udział w wojnie informacyjnej przeciwko Polsce. Cała machina państwowa została uruchomiona przeciwko jednemu korespondentowi. Na prośbę Leonida i jego adwokata zgodziłem się, obok kilku innych osób, zeznawać w jego sprawie w charakterze świadka. Żadnej sprawy jednak nie było, bo uzsadnienie wniosku ABW pozostało utajnione, nawet dla samego zainteresowanego, a także organu prowadzącego sprawę, czyli mazowieckiego Urzędu ds. Cudzoziemców.

    Leonid Swiridow, wykonując przez lata swą pracę dziennikarską, chcąc nie chcąc stał się osobą publiczną. Kampania wszczęta przeciwko niemu oznacza, że w Polsce pod pretekstem konieczności utajnienia materiałów dowodowych można poddać represjom i publicznej nagonce dowolną osobę. Dziś sprawa ta dotyka rosyjskiego dziennikarza, jutro analogiczne problemy mogą się przytrafić każdemu z nas.

    Rozmiary medialnej kampanii oszczerstw przeprowadzonej przez polityków, dziennikarzy i funkcjonariuszy służb dowodzą, że sprawa Swiridowa jest efektem podjęcia określonej decyzji politycznej.

    Za decyzją tą stoi rządząca w 2014 roku, gdy sprawa się zaczęła, Platforma Obywatelska (udział ludowców w sprawie nie był możliwy choćby ze względu na całkowite pozbawienie ich możliwości wpływu na służby specjalne). Po październikowych wyborach PiS uruchomionej już procedury nie zatrzymało, choć miało taką szansę.

    Kontekst sprawy ma iście kafkowski charakter. Swiridow, jak już wspomniano, został całkowicie pozbawiony możliwości jakiekogolkwiek ustosunkowania się do formułowanych pod jego adresem zarzutów, bo nie było mu dane zapoznać się z utajnionymi materiałami ABW. Możliwości takiej pozbawiono również polską opinię publiczną, w tym w szczególności czytelników publikacji rosyjskiego dziennikarza, jego znajomych i przyjaciół.

    Jeżeli Leonid Swiridow istotnie, przyjmijmy za ABW, stanowił zagrożenie dla bezpieczeństwa Polski, to: po pierwsze — powinniśmy dowiedzieć się, jaki charakter miało owe zagrożenie (bez nazwisk i szczegółów zagrażających ewentualnemu śledztwu); po drugie agencja powinna przygotować stosowne dokumenty dla prokuratury, a ta mogłaby wówczas rozpocząć postępowanie w sprawie lub wszczęcia jego odmówić; po trzecie — skoro redaktora Swiridowa uznano za zagrożenie, ABW mogła jego działania monitorować, zapobiegając w ten spośób ewentualnym przestępstwom. Brak któregokolwiek z tych działań świadczy o tym, że żadnych dowodów przeciwko Leonidowi Swiridowowi ABW ani jakiekolwiek inne organy nie mają, a działania podjęte w jego sprawie wskazują na zamówienie polityczne Schetyny lub innych przedstawicieli PO.

    Reakcja ABW wskazuje ponadto na to, że agencja jest strukturą wyjątkowo nieprofesjonalną, niezdolną do monitorowania działań nawet jednego obywatela obcego państwa na terytorium Rzeczypospolitej, co stawia pod znakiem zapytania sens funkcjonowania i sowitego opłacania funkcjonariuszy wyższego szczebla zatrudnionych na ul. Rakowieckiej w Warszawie.

    Leonid, pakując się, zabrał ze sobą biało-czerwony krawat, który przed laty podarował mu Andrzej Lepper. Spakował też wiele innych istotnych pamiątek z lat swojej pracy w Polsce, bo właśnie w polskiej stolicy dziennikarz urządził sobie życie i z nią wiązał plany. Pożegnaliśmy go, licząc, że niedługo tu wróci. Jego odwołanie od decyzji jest w sądzie, nie wstrzymało to jednak jej wykonania.

    Może następnym razem, nasi drodzy „obrońcy demokracji" przypomną sobie o tej demokracji i wolności słowa, gdy rzeczywiście zostanie ona po raz kolejny brutalnie zgwałcona a tępa machina państwowa zostanie znów uruchomiona przeciwko dziennikarzowi, publicyście czy politykowi spoza warszawskich salonów, a może nawet spoza Polski.

    Mateusz Piskorski, polski politolog, Warszawa

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Swiridow a sprawa polska
    Europa: Stany szokowe
    Ciszej nad tą trumną
    Tagi:
    ABW, Platforma Obywatelska, Prawo i Sprawiedliwość, Andrzej Lepper, Leonid Swiridow, Rosja, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz