23:39 22 Kwiecień 2021
Polska
Krótki link
Autor
7348
Subskrybuj nas na

We Wrocławiu na świat przyszło dziecko, którego mama nie żyła od 55 dni.

Do Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu trafiła ciężarna kobieta z diagnozą „guz mózgu". W czasie ciąży doszło do powiększenia się guza. W momencie stwierdzenia śmierci mózgu termin ciąży wynosił zaledwie 17 tygodni. Po rozmowie z członkami rodziny kobiety konsylium lekarzy postawiło walczyć o życie dziecka w jej łonie, które urodziło się poprzez cesarskie cięcie 55 dni po śmierci swojej matki.

Temat jest na tyle ciekawy, że mimo przeprowadzonego i opublikowanego już przez stację TVN24 wywiadu z pracownikami szpitala Sputnik Polska zdecydował się zadać dodatkowe pytania pani profesor Barbarze Królak-Olejnik, która jest kierownikiem Kliniki Neonatologii USK, skąd dziecko zostało wypisane po prawie 90 dniach intensywnej terapii.

- Z czyjej inicjatywy podjęto próbę ratowania dziecka — rodziny czy lekarzy?

— To była wspólna decyzja. Ja jestem neonatologiem. Przekazuję tylko informacje, które uzyskałam, konsultując się z lekarzami już w trakcie pobytu matki na oddziale intensywnej terapii. Mogłam tylko wydać opinię dotyczącą szans na uratowanie życia płodu i ocenić, kiedy ciąża może być zakończona, żeby dziecko miało szansę na przeżycie.

Decyzję natomiast podejmowali anestezjolodzy z neurochirurgami po rozmowie z rodziną. Odbyło się to w formie konsylium lekarskiego w celu ustalenia dalszego postępowania. Wzięto też oczywiście pod uwagę decyzję męża tej pacjentki.

- Dlaczego na przeprowadzenie operacji chirurgicznej ustalono właśnie ten termin — 25 tygodni? Czy można było przedłużyć czas przebywania dziecka w łonie matki?

— Założenie nasze w trakcie konsultacji ciągłych z anestezjologami, położnikami i neonatologami było takie, że staramy się dociągnąć ciążę do co najmniej 30 tygodnia. W tym czasie dojrzałość dziecka jest już na tyle duża, że można uniknąć intensywnej terapii po urodzeniu dziecka.

Pacjentka była nadzorowana przez położników, wykonywane były badania oceniające dobrostan płodu. Niestety w 26 tygodniu jego stan był na tyle nieprawidłowy, że groziło mu obumarcie wewnątrzmaciczne. Wówczas należało zdecydować — i to także była kompleksowa decyzja anestezjologów, ginekologów i neonatologów — czy jesteśmy w stanie walczyć. Małe dziecko, bardzo niedojrzała ciąża… Podjęliśmy jednak wyzwanie, bo w przeciwnym razie dziecko zginęłoby w łonie matki. Były bezwzględne wskazania do zakończenia ciąży.

- Czy Państwo lub Państwa koledzy mieli kiedyś do czynienia z analogicznymi przypadkami? Czy to pierwsza sytuacja tego typu?

— W naszym szpitalu nie było takich przypadków. W Polsce, wiemy, że taki przypadek był, ale z bardziej zaawansowaną ciążą i ze znacznie krótszym czasem jej podtrzymywania.

- Czy będą Państwo w dalszym ciągu zapewniać dziecku opiekę zdrowotną?  W wywiadzie dla TVN24 mówią Państwo, że dziecko było obciążone leczeniem matki. Czy macie Państwo informacje o tym, w jakim stanie znajduje się ono teraz?

— W szpitalu uniwersyteckim jest poradnia neonatologiczna, i w tej poradni jest możliwość nadzorowania, obserwowania i leczenia dzieci do 3. roku życia. To znaczy ten mały chłopczyk będzie pod naszą opieką co najmniej do 3. roku życia.

- Czy mają Państwo zamiar kontynuować prace w zakresie rozwoju możliwości podtrzymywania życia nienarodzonych dzieci w przypadkach, gdy uratowanie życia matce jest już niemożliwe?

— Wolałabym, żeby takie sytuacje się nie powtarzały, bo jest to duża radość w wielkim smutku. Ale jestem pewna, że cały zespół szpitala jest przygotowany i gotowy do podjęcia takiego wyzwania.

 — Dziękuję Pani bardzo za rozmowę.

Zobacz również:

Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny otrzymali ci, którzy przynieśli najwięcej korzyści
Rosja i Polska stworzą wspólne centrum podwyższenia kwalifikacji lekarzy
Tagi:
dziecko, Uniwersytecki Szpital Kliniczny, Barbara Królak-Olejnik, Wrocław, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz