14:25 24 Czerwiec 2018
Na żywo
    Marsz Milczenia upamiętniający pobitego na śmierć Arkadiusza Jóźwika. Harlow. Wielka Brytania

    Skąd taka nienawiść do Polaków w Wielkiej Brytanii?

    © AFP 2018 / Justin Tallis
    Polska
    Krótki link
    28616

    Parę dni temu w brytyjskiej miejscowości Harlow grupa nastolatków pobiła dwóch Polaków. Według polskiej wspólnoty na Wyspach, atak jest kolejnym ogniwem w długim łańcuchu przestępstw popełnianych na gruncie nienawiści wobec polskich wychodźców. Polacy przekonują, że owa nienawiść jest podsycana przez brytyjską prasę i brytyjskich polityków.

    Harlow już drugi raz w tym miesiącu trafia na pierwsze strony brytyjskich gazet. Zaledwie dwa tygodnie temu, 27 sierpnia, nieletni chuligani pobili 40-letniego Arkadiusza Jóźwika, który zmarł w szpitalu dwa dni później — pisze Lenta.ru.

    Lokalna wspólnota Polaków od razu oświadczyła, że Jóźwik padł ofiarą brytyjskiej polonofobii. 3 września Polacy przeprowadzili w centrum Harlow "marsz milczenia" na znak protestu przeciwko przestępstw wyrastających z nienawiści na tle etnicznym. Jak powiedział jeden z organizatorów, "to co stało się z Arkiem" jest dowodem dyskryminacji, której ofiarami systematycznie padają w Harlow Polacy. Nie będziemy dłużej tolerować takiego traktowania".

    Emocje nie zdążyły jeszcze opaść, a w Harlow doszło do kolejnego incydentu z udziałem Polaków. Do Wielkiej Brytanii udała się w trybie pilnym delegacja w składzie ministra spraw wewnętrznych Mariusza Błaszczaka, ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro, a także szefa dyplomacji Witolda Waszczykowskiego. Polscy ministrowie chcą wyjechać z Londynu po uzyskaniu od brytyjskich władz zapewnienia, że "Polakom zostanie zapewnione bezpieczeństwo". Jednak takie słowa raczej nie pomogą.

    Przez ponad sto lat polska wspólnota mogła czuć się na Wyspach w pełni spokojnie. Wszystko uległo zmianie w 2004 roku, kiedy to Warszawa wstąpiła do Unii Europejskiej. W ciągu dziesięciu lat polska wspólnota w Zjednoczonym Królestwie wzrosła prawie dwukrotnie: z 500-tysięcznej stała się milionowa. Stosunek Brytyjczyków do Polaków zaczął się pogarszać, a do ataków dochodziło coraz częściej.

    Problem nie ogranicza się do aktów agresji. Jak pokazują wyniki sondaży, 71% Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii padało już ofiarą dyskryminacji w tej lub innej formie, bądź też zna rodaków, którzy ucierpieli na skutek przemocy na tle etnicznym. Dużego rozgłosu uzyskała historia z siecią supermarketów Lidl, którego pracownicy otrzymali zakaz prowadzenia rozmów w języku polskim w pracy albo w czasie przerw obiadowych pod groźbą zwolnienia.

    Po referendum o wyjściu Wielkiej Brytanii z UE, liczba incydentów wielokrotnie wzrosła. Polacy mieszkający w Cambridgeshire zaczęli znajdować w skrzynkach pocztowych ulotki ze sloganem "Wyjść z UE, wygnać polskich pasożytów". Takie same ulotki pojawiały się na murach lokalnej szkoly i pod wycieraczkami zaparkowanych opodal samochodów. Budynek Polskiego Ośrodka Kulturalnego w Londynie został wymalowany graffiti "zachęcające" Polaków, by "wynosili się do domu".

    Gniew ubogich Brytyjczyków jest w pełni zrozumiały: przedstawiciele obcej kultury pretendują na miejsca pracy rdzennych Brytyjczyków, a do tego jeszcze Polacy są gotowi pracować za śmieszne pieniądze od świtu do nocy. Całe sektory w Wielkiej Brytanii bazują na taniej polskiej sile roboczej. Wiele firm budowlanych na przykład stawia przed kandydatami wymóg znajomości języka polskiego.

    Antypolskie nastroje stały się jednym z motorów kampanii nawołującej do wyjścia Wielkiej Brytanii z UE. Choć nikt publicznie nie nawoływał do wygnania z Wielkiej Brytanii właśnie Polaków, wszyscy doskonali wiedzieli, kogo mają na myśli agitatorzy nawołujący do Brexitu i ograniczenia imigracji. Nawet laburzyści, tradycyjnie odnoszący się do imigrantów z tolerancją, rozpatrywali kwestię wprowadzenia ograniczeń wobec gastarbeiterów z Polski.

    Stwierdzenie, że antypolskie nastroje w Wielkiej Brytanii mogą być wynikiem Brexitu uznaje też François Rochebloine, deputowany departamentu Loire i członek grupy przyjaźni Francja-Polska w Zgromadzeniu Narodowym. "W każdym razie, to nie wina Polaków. Oni wspaniale pracują. Problem w tym, że Anglicy postanowili wyjść z UE, a teraz uświadamiają sobie, że popełnili błąd. Dotyczy to w szczególności młodzieży. Tak ostre reakcje są niedopuszczalne, nieuzasadnione. Na to nie można się godzić. Uważam, że UE musi podjąć szereg decyzji. Za Brexit i za wybór dokonany przez samych Anglików nie mogą płacić Polacy" — podkreślił Rochebloine w rozmowie z francuskim wydaniem Sputnika.

    George Byczynski, działacz i koordynator inicjatyw podejmowanych przez Polskę i Wielką Brytanię, a także jeden z organizatorów manifestacji upamiętniającej zmarłego w Harlow Polaka powiedzial w rozmowie ze Sputnikiem, że wielu zamieszkujących Wielką Brytanię Polaków nie wie, co ich czeka i nie do końca rozumie, jaki będzie ich status po tym, jak Wielka Brytania ostatecznie wyjdzie z UE.

    "Nastroje w polskiej wspólnocie są skomplikowane… Według mnie, relacje między Brytyjczykami i Polakami są zazwyczaj pokojowe. Wielu dostrzega wkład polskich migrantów w rozwój Wielkiej Brytanii. Wielu dostrzega polska pracowitość, to, że Polacy respektują brytyjskie prawa i kluturę. Brytyjska młodzież jednak, która nie pamięta historii i nie chce się uczyć negatywnie odnosi się do mniejszości. Polacy stanowią łatwy cel, z trudem się obronią. A brytyjskie instytucje nie zwracają szczególnej uwagi na przypuszczane na nich ataki" — zauważył Byczynski.

    Zobacz również:

    Obama przyznał się, że USA zrzuciły na Laos więcej bomb, niż na Japonię i Niemcy
    Asia Times: Tokio stawia na Moskwę w pokerowej rozgrywce między USA i Rosją
    Trump uważa, że Putin śmieje się z Clinton
    Tagi:
    dyskryminacja, migranci, Polska, Wielka Brytania
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz