Widgets Magazine
17:21 14 Październik 2019
Kombatanci UPA obchodzą „Dzień Bohaterów” we Lwowie. Przy pomniku Stepana Bandery (centrum Lwowa)

Ukraińcy siedzą na beczce prochu

© Sputnik . Alexander Mazurkevich
Polska
Krótki link
Autor
231011
Subskrybuj nas na

Rozmowa korespondentki radia Sputnik z Andrzejem Zapałowskim, autorem książki „Granica w ogniu”.

 — Panie doktorze, jakiej tematyce jest poświęcona pana książka „Granica w ogniu"?

— Przede wszystkim książka ta opisuje fragment granicy polsko-ukraińskiej w latach 1945-1948, działania Ukraińskiej Powstańczej Armii na tym terenie przeciwko państwu polskiemu, jak również terroryzowanie lokalnej społeczności. Przedstawia zbrodniczą działalność Ukraińców, terror, zabójstwa, napady. Trzeba pamiętać, że trwały one jeszcze około trzech, czterech lat po dokonaniu ludobójstwa na Wołyniu — oddziały UPA w dalczym ciągu kontynuowały terror i eksterminację ludności polskiej, ale także ukraińskiej, która jej nie popierała już po zakończeniu II wojny światowej.

W sytuacji bezsensowności dalszej walki banderowcy kontynuowali działania zbrojne, i to nie tylko przeciwko oddziałom Wojska Polskiego, ale również w dużym stopniu przeciwko ludności cywilnej, którą zmuszano wszelkimi sposobami — w tym poprzez zabójstwa, do podporządkowania się nacjonalistom na terenach, gdzie przeprowadzali oni operacje.

 — Już po pierwszym Majdanie na Ukrainie gwałtownie wzrosła aktywność neobanderowców, którzy właściwie nie ukrywali i nie ukrywają tego, że takie postacie jak Bandera i Szuchewycz są dla nich przykładem godnym naśladowania. Czy banderyzm ukraiński jest swojego rodzaju beczką prochu?

 — Jestem przekonany, że jest to beczka prochu. Trzeba zdawać sobie sprawę, że Ukraina jest jedynym krajem w Europie, który w takiej skali toleruje skrajny nacjonalizm, przeradzający się w szowinizm. I jeżeli te idee znajdują odbicie w przepisach nowego prawa, to prędzej czy później dojdzie do bardzo poważnych konfliktów wewnątrzukraińskich na tym tle, stosunki z krajami sąsiednimi, i to nie tylko z Rosją, ale także z Rumunią, Węgrami i Polską, będą coraz bardziej napięte.

 — Julia Tymoszenko zachęca teraz Ukraińców do trzeciego Majdanu. Do czego właściwie może doprowadzić taka polityka?

— Trzeba pamiętać o tym, że na Ukrainie w rękach prywatnych znajdują się, jak podają szacunki, ponad trzy miliony sztuk broni. Jeżeli dojdzie do trzeciego Majdanu, to może się on przerodzić w krwawe porachunki na szeroką skalę oraz doprowadzić do kompletnej destabilizacji Ukrainy, która już teraz prawie jest bankrutem. Ukraina może stać się takim państwem, które znamy z lat dziewięćdziesiątych z Bałkanów, gdzie miały miejsce ciągłe konflikty wewnętrzne, konflikty międzyregionalne, kryminalizacja kraju. Każdy kolejny Majdan jest tym wydarzeniem, które będą próbowały wykorzystać siły nacjonalistyczne, żeby na buncie społecznym obalić obecny rząd i żeby Ukraina stała się państwem, rządzonym przez skrajnych nacjonalistów.

 — Pamiętam, jak ówczesny prezydent Polski Bronisław Komorowski 15 maja 2015 roku był z oficjalną wizytą w Kijowie, a tego właśnie dnia Rada Najwyższa Ukrainy przyjęła ustawę, w której OUN-UPA zostały uznane za formacje walczące o niepodległość Ukrainy. Jak pan ocenia ustawę oraz politykę Warszawy wobec Ukrainy?

— Polityka Warszawy wobec Ukrainy jest polityką bezrefleksyjną, niezależnie od tego, jaką głupotę lub nietakt dyplomatyczny popełnią Ukraińcy, po prostu im się to wybacza. W ogóle ta ustawa doprowadziła do sytuacji, w której środowisko polityczno-militarne, czyli Ukraińska Powstańcza Armia, która w trakcie II wojny światowej przez dość długi okres czasu była po stronie Niemiec hitlerowskich, została zrównana w prawach z tymi, którzy walczyli z faszyzmem. To chichot historii i rzecz po prostu nieprawdopodobna.

 — Czy działania neobanderowców mogą doprowadzić do tego, że jakaś granica lub granice znowu znajdą się w ogniu?

— Sytuacja jest bardzo napięta i oczywiście konflikt zbrojny jest raczej mało prawdopodobny. Natomiast obserwujemy coraz poważniejsze napięcia społeczno-polityczne na Zakarpaciu, Bukowinie czy w południowej Besarabii. Na zachodniej Ukrainie od kilku lat coraz bardziej rośnie w siłę ruch autonomii Galicji. Ukrainę czeka prawdopodobnie w ciągu najbliższych dwóch lat, lub nawet wcześniej, olbrzymie tąpnięcie gospodarcze —  może się okazać, że państwo jest już bankrutem.

Ostatecznie nie wykluczam, że z Ukrainy mogą się wyłonić jakieś podmioty, które albo przykleją się do takich państw jak Węgry czy Rumunia, albo będą próbowały prowadzić samodzielny byt państwowy. I nie wiadomo, jak zachowa się właśnie zachodnia Ukraina oraz Galicja, ponieważ jeśli na Ukrainie wygrają środowiska politycznie prorosyjskie, to możliwe jest, że zachodnia Ukraina będzie dążyć do własnej państwowości.

Zobacz również:

Ponad podziałami: polskie spektakle podbijają Moskwę
Piękne i bestie. Tajemnice powołania nowego „lustratora naczelnego" Ukrainy
Przejechali się na wizowych obietnicach
Tagi:
rzeź wołyńska, Majdan, UPA, Andrzej Zapałowski, Wołyń, Ukraina, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz